----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----

Udostępnij znajomym:

 

Barbara Bilszta

 

Nie ma osoby, która by jej nie znała, nie próbowałaby zanucić, nie poddałaby się czarowi prostej, śpiewnej melodii lejącej się miodem prosto do serca… Nic dziwnego, że przetłumaczono ją na wszystkie języki świata, w tym Zulu i Esperanto. Dodając teksty w różnych dialektach – znanych jest łącznie 227 wersji w 142 językach!

Tak więc oryginalny tytuł “Stille Nacht” brzmi po polsku “Cicha Noc”, po angielsku “Silent Night”, po hiszpańsku “Noche de Paz”, po portugalsku “Noite de Paz”, po francusku “Sainte Nuit”. W języku afrykańskim podobnie – Stille Nag, za to w języku Zulu: “Busuku obuhle”, w  Maori: “Mārie te pō, tapu te pō”, w  Cheyenne: “Pavetaa"eva nehe"xoveva”, po chińsku “Ping"an Ye Ge”, w języku Swahili: “Usiku Mtakatifu” itd. Warto wiedzieć, że zbiór wszystkich znanych tekstów i tłumaczeń znajduje się w amerykańskiej (!) Kolekcji  Wallace Bronner, we Frankenmuth, w stanie Michigan – tam też wspaniałe muzeum kolędy „Silent Night”.

Gdyby znalazła się osoba, która o tym nie wie, trzeba przypomnieć, że “Stille Nacht” pochodzi z Austrii. Poezję inspirowaną wigilijną refleksją napisał w 1816 roku młody ksiądz, Joseph Mohr. Na jego prośbę, melodię skomponował zaprzyjaźniony nauczyciel muzyki i organista Franz Xaver Gruber. Po raz pierwszy wykonana została podczas pasterki w 1818 roku, w Oberndorfie pod Salzburgiem. Słowa polskie ułożył ok. 1930 roku Piotr Maszyński.

Sławna kolęda ma dziś 203 lata. Jej historia obrosła w legendy i zadziwiające epizody. Pojawiają się w nich myszki, gitara, zepsute organy, a także uboga, ziemska Matka z Dzieciątkiem, która miała zainspirować autora do napisania tekstu… Jest też wersja o tym, że zapomnianą kolędę odnalazł po latach w zakurzonych kościelnych organach mistrz, który je naprawiał. Na kanwie różnych opowieści powstały książki i filmy. Niektóre są doprawdy fascynujące, ale - czy wszystkie prawdziwe – Bóg jeden wie. Jedna z najbardziej zdumiewających historii jest udokumentowana w żołnierskich pamiętnikach - pochodzi z przemarzniętych okopów Zachodniego Frontu I wojny Światowej.

“Był rok 1914. Zimowa, wigilijna noc pod flandryjskim niebem. Od początku wojny zginął już milion ludzi, ale ciągle się tego nie czuło. W okopach naprzeciwko siebie siedzieli z jednej strony żołnierze brytyjscy, głównie Szkoci, a z drugiej Niemcy. Wszyscy mieli już dość strzelania. Było cicho. Nagle z niemieckich okopów podniósł się cichy śpiew. “Stille nacht, heilige nacht “- nucił jakiś żołnierz. Po chwili dołączył do niego drugi, potem trzeci i za kilka minut Cichą noc śpiewały już setki głosów. Przemarznięci do szpiku kości Szkoci słuchali… - To przecież nasza “Silent Night!”- dołączyli szczęśliwi, po czym zaczęli bić brawo, stukać bagnetami w blaszane puszki i domagać się więcej. To dodało Niemcom otuchy, zaczęli śpiewać głośniej. Nikt nie protestował, nie padły rozkazy, by przestać. Nastrój wigilijnej nocy udzielił się wszystkim. Niemcy wbili na bagnety zapalone świeczki i wysunęli je ponad krawędź okopu. Wrażenie było niesamowite. Niespodziewanie ktoś po niemieckiej stronie zaczął śpiewać popularną angielską piosenkę “Annie Laurie”. Brytyjczycy podnieśli nieśmiało głowy… Nagle z niemieckiej strony padła propozycja: nie strzelajcie, my też nie będziemy strzelać. Na krawędzi niemieckiego okopu pojawiła się jakaś postać; to oficer, który pierwszy zaczął śpiewać kolędę. W ręku trzymał pokrzywioną, udekorowaną kawałkami jedzenia i błyskotkami choinkę. Krzyczał do Brytyjczyków, żeby nie strzelali, że jego życie jest w ich rękach. Powoli zaczął zbliżać się do linii alianckich okopów (…). Na ziemi niczyjej, pomiędzy liniami wrogich okopów, zaczął się festiwal przyjaźni. Ktoś kopnął pustą puszkę, ktoś inny podrzucił ją nogą do góry i posłał w niebo. Kiedy spadała, przechwycił ją but jakiegoś niemieckiego kaprala i wyekspediował wprost do brytyjskiego okopu.” Ten spontaniczny rozejm przeszedł do historii jako Wigilijny Cud. Przez kilkanaście godzin wrogowie wymieniali uściski, życzenia, prezenty; w Boże Narodzenie grali w piłkę, opowiadali o swoich domach, pokazywali sobie nawzajem zdjęcia dzieci i żon…uwierzyli, że Dzieciątko przyniosło POKÓJ tak mocno, że trwało kilka dni, zanim dowództwo nie połapało się i nie podjęło “właściwych środków zaradczych”.

Powyższa opowieść jest dosyć znana, niewiele osób jednak wie, że podobna wydarzyła się dokładnie w tych samych dniach na terenie Polski, tyle że z inną kolędą w tle. Pamiętać trzeba, że w wyniku naborów wcielono do armii rosyjskiej, niemieckiej i austro-węgierskiej ok. 6 milionów Polaków nie posiadających wówczas własnego kraju. Relacja z tych wydarzeń ukazała się m.in. w „The Times” i odnosi się do walk toczonych na linii dolnej Bzury i Rawki. Wybuchły ciężkie walki o Sochaczew, w których udział brały jednostki niemieckie i rosyjskie składające się także z Polaków.

“Od 17 grudnia aż do końca 1914 r. prowadzono ciężkie walki o Sochaczew. Zanim front zastygł, miasto przechodziło kilka razy z rak do rąk. Także i tutaj, nad Bzurą, walczące bezwzględnie przeciw sobie armie dosięgła wyjątkowość świąt Bożego Narodzenia. Gdy pierwsza gwiazdka błysnęła na niebie, zebrali się nasi wojacy w okopie. Strzały jakoś ucichły, jakby i wróg odczuwał ważność i świętość chwili.(…) Przełamali się struclą, wzięli się do śledzia, zakąsili razowym chlebem, potem podzielono pierniki i orzechy, dopiero potem Piotrek Sadzon, (...) zanucił wzruszony: Bóg się rodzi... I – o dziwo! Po chwili chór silnych głosów podchwycił słowa pieśni i oba okopy rozbrzmiewały pieśnią prastarą... - A słowo ciałem się stało i mieszkało między nami!"

Być może także pod Sochaczewem żołnierze wyszli do siebie z okopów? (fragmenty artykułu pt. „Bitwa pod Bolimowem i Sochaczewem” z wydawnictwa archiwalnego „Wśród krwi i pożarów”- arch. WP)

Życzę Państwu, aby w tę Wigilię nie zabrakło w Waszych domach opłatka, osób bliskich i przyjaciół – z którymi go dzielić, by stół zapełniły tradycyjne wigilijne przysmaki, choinka roztaczała zapach lasu i magiczny blask światełek… Życzę, by Pasterka była prawdziwie radosna i uroczysta, nastrój w sercach prawdziwie podniosły… Przede wszystkim jednak życzę dużo miłości – i, abyśmy odnaleźli pokój w sercach i odzyskali wiarę w nas samych. Śpiewajmy radośnie “Bóg się rodzi!” i “Cichą Noc” i wszystkie piękne kolędy – śpiewajmy głośno! – niech swą siłą zbliżają nas, łączą, niech niosą radość i pokój.

Barbara Bilszta