----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----

Udostępnij znajomym:

W poprzednim wydaniu "Monitora" zastanawia­liśmy się kim są osoby uzależnione od środków psychoaktywnych, takich jak alkohol i narkotyki. Temat uzależnień naturalnie prowokuje pytania typu: Czy osoba uzależniona to jednostka niemoralna, nieodpowiedzialna, "wyrzutek społeczeństwa" zasługujący na potępienie i eliminację, przynoszący wstyd i kłopoty całej rodzinie i sobie samemu? Czy też osoba uzależniona to ktoś, kto co prawda rujnuje życie sobie i innym, ale trudno go o to obwiniać, ponieważ choroba alkoholowa rozwija się z przyczyn od niego niezależnych, których nie potrafi kontrolować. Winny czy niewinny?

Zanim znajdziemy odpowiedź na to pytanie, które zadałam już w wydaniu majowym zastrzegając, ýe odpowiedę nie jest ani prosta ani jednoznaczna, postaramy przyjrzeã sić funkcjonującym w społeczeństwie stereotypom, utrudniającym niekiedy czy nawet uniemożliwiających leczenie osób uzależnionych.

"Kiszony ogórek też może smakować"

Alkoholizm i inne uzależnienia są niewątpliwie chorobą. Choroba ta, jak każda inna, rozwija się w czasie, ma swoją ściśle określoną dynamikę przebiegu i skutki, jakkolwiek wykazuje znaczne różnice osobnicze, związane z wiekiem, płcią i innymi czynnikami. Choroba alkoholowa jest więc bardziej procesem niż stanem ze względu na swoją zmienność w czasie. Inaczej funkcjonuje alkoholik w fazie wstępnej choroby, a zupełnie inaczej w fazie zaawansowanej lub późnej, co czasem oznacza podjęcie leczenia, wegetację lub śmierć.

Leczenie polega najpierw na zatrzymaniu procesu degradacji, a potem na powolnym dochodzeniu do równowagi i utrzymywaniu osiągniętej stabilizacji. Jeśli czasem słyszymy, że choroby tej nie można wyleczyć, oznacza to jedynie, że nie można już wrócić do kontrolowanego picia. Dlatego też alkoholikiem zostaje się do końca życia, co nie oznacza, że do końca życia trzeba pić. Pacjent wyleczony z uzależnienia nie jest "byùym alkoholikiem", ale niepijàcym alkoholikiem. Wyjątkową popularnością wśród osób uzależnionych cieszy się porównanie do kiszonego ogórka, z którego nie można już zrobić świeżego, jakkolwiek kiszony też może smakować.

"Gdybyś tylko chciał!..."

Stereotyp społeczny upatrujący w alkoholiku osobę winną swego uzależnienia przyczynia się do tego, że zupełnie inaczej niż w przypadku cukrzycy, białaczki, czy innej poważnej choroby, ukrywamy chorobę, odczuwając wstyd i lęk, że ktoś odkryje, kim jesteśmy, kim jest mąż, żona, a czasem uzależnione dziecko? Chyba równie źle jak chorobę alkoholową postrzega się już tylko choroby psychiczne i AIDS. Dlaczego tak się dzieje? Postrzegamy alkoholików jako ludzi niemoralnych, "upadłych", którzy mają słaby charakter, a ich złe zachowania są skutkiem wykolejenia i złej woli. Uważamy, że są winni swojemu uzależnieniu przez swoją skrajną nieodpowiedzialność i niedojrzałość. Jeśli w obiegowej opinii alkoholik jest godnym potępienia, zdeprawowanym człowiekiem, to czy znajdzie się ktoś, kto łatwo przyzna się do uzależnienia? Przyznanie oznaczałoby ocenę siebie jako "kompletne dno" i "ostatnią szmatę" (często takie określenia słyszę od swoich pacjentów). Ile trzeba siły, żeby zmierzyć się z taką prawdą. A alkoholik jej nie ma. Winny czy niewinny? Grzech czy choroba? Czy mamy prawo rozważać problem alkoholowy w kategoriach ocen moralnych, skoroz żadną inną chorobą tego nie robimy ( z wyjątkiem chorób psychicznych i AIDS). Czy ktoś będący alkoholikiem jest jednocześnie złym człowiekiem? Czy on jest zły, czy tylko jego zachowania są złe i czy można to rozdzielić? I do jakiego stopnia jest odpowiedzialny za swoje uzależnienie? Czy mógłby się ustrzec przed chorobą alkoholową gdyby tylko chciał i był bardziej rozważny i przewidujący?

Dlaczego nie dotrzymuję słowa?

Pisałam już o pewnych deficytach w funkcjonowaniu psychiki alkoholika, które wyrażają się upośledzeniem w radzeniu sobie ze stresem i nieumiejętnością przy­stosowania się do wymogów otaczającego świata. Problemy adaptacyjne "leczy się" więc alkoholem, uzys­kując bez wysiłku natychmiastowy efekt w postaci podniesionego nastroju, poczucia mocy, zdwojonej energii. Oczywiście powstrzymywanie się od spożycia alkoholu daje bardzo szybko stan trudny do zniesienia, więc jedynym ratunkiem pozostaje sięgnąć po następny kieliszek. I jest to element działań przystosowawczych. To dlatego żaden alkoholik nie dotrzymuje słowa, że "sam z siebie" skończy z piciem, bo po prostu nie jest tego w stanie zrobić. Tragiczne jest to, że w pierwszym okresie picia człowiek nie ma zupełnie świadomości, co dzieje się z nim naprawdę, a spożycie alkoholu postrzega jako korzystne rozładowanie napięcia. Ma nadzieję, że zawsze będzie to kontrolował, co okazuje się utopią. Kiedy dostrzeże pułapkę, w jaką wpadł, nie może już normalnie funkcjonować bez alkoholu. Na dalszym etapie zaczyna zdawać sobie sprawę, że nie tylko nie może żyć bez alkoholu, ale także nie może żyć z nim. Zaczyna więc robić wszystko, żeby zminimalizować skutki nadużywania.

Nie jestem alkoholikiem

Na tym etapie rozwoju uzależnienia włączają się mechanizmy obronne, które, jak nazwa wskazuje, bronią osobę przed uświadomieniem sobie sytuacji, przed utratą szacunku do siebie i wartości jako jednostki. Dlatego alkoholik logicznie próbuje tłumaczyć powody swego uzależnienia: mam złą żonę (to racjonalizacja), nie jestem alkoholikiem (to zaprzeczanie) - bo przez pół roku mogę powstrzymać się od picia. Mechanizmy obronne pomagają w radzeniu sobie z bólem i innymi silnymi emocjami. Przez bardzo długi okres czasu osoba chora na chorobę alkoholową najczęściej zupełnie nie pojmuje swojego stanu, w czym pomagają właśnie mechanizmy obronne.

Czy można więc obciążyć taką osobę odpowie­dzialnością za coś czego sobie nie uświadamia:deficytów fizjologicznych, własnej choroby, działania mechanizmów obronnych? Wydaje się, że osoba nie jest winna temu, że się uzależniła, a więc naduýywa alkoholu lub innych úrodków chemicznych. Alejest prawdą także i to, że nie można zachowania takiej osoby całkowicie usprawiedliwić chorobą, ponieważ jest ona odpowiedzialna za skutki swoich zachowań i za swoje decyzje dotyczące leczenia. Właśnie od woli leczenia zależy możliwość powrotu do normalności i szansa na dobre i produktywne życie. Jak jednak przełamać me­cha­nizmy obronne? Jak uświadomić sobie swój stan? To ważne i podstawowe pytanie, ale to temat na następny artykuł.

Program Pomocy Rodzinie to miejsce, gdzie mo­żesz znaleźć zrozumienie, wsparcie i pomoc we wszystkich problemach emocjonalnych, także problemach wynikających z uzależnień - własnych lub bliskich członków rodziny.

Jeśli masz problem i czujesz, że sobie nie radzisz, także emocjonalnie:

- ‑Z dzieckiem, ktore używa, nadużywa narkotyków, lub tylko podejrzewasz je o to,

- ‑Ze wspołmałżonkiem, który zbyt dużo lub zbyt często pije albo używa przemocy wobec Ciebie, także przemocy psychicznej,

- ‑Ze sobą, ponieważ podejrzewasz, że masz problem z alkoholem,

- ‑Z objawami depresyjnymi - ciągłym zmęczeniem lub rozdrażnieniem, odczuciem beznadziejności i zniechęcenia, bezsennością,

- ‑Z dzieckiem niepełnosprawnym, chorym na po­rażenie mózgowe, autyzm, zespół Downa i inne,

- ‑Z ciężką chorobą w rodzinie: nowotworem, wylewem, zawałem, chorobami wieku starczego

- ‑Z chronicznym bólem różnego pochodzenia,

Warto żebyś wiedział(a), że nie musisz przecho­dzić przez to sam(a)! Jesteśmy po to, aby pomóc w Two­ich problemach osobistych, małżeńskich i rodzinnych.

Oczekujemy na tych, którzy potrzebują informacji, a także na tych, którym potrzebne są sugestie, co robić lub wsparcie w podejmowaniu trudnych decyzji. Czekamy na tych, którzy jeszcze się wahają, bo stracili nadzieję i nie wierzą, że coś lub ktoś może im pomóc. Czekamy też na tych, którzy odczuwają lęk przed odkryciem prawdy i którzy wolą "nie wiedzieć", a także na tych, którzy tylko potrzebują z kimś porozmawiać, lub zrozumieć, co tak naprawdę dzieje się w ich życiu.

Autorka artykułu, Grażyna Sobiczewska, jest terapeutą rodzinnym i małżeńskim, absolwentką Wydziału Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego ze specjalnością Psychologia Dewiacji.