----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----

Udostępnij znajomym:

W poprzednim, sierpniowym artykule starałam się przybliżyć Państwu pojęcie współuzależnienia i opi­sać jakie niebezpieczeństwa niesie ze sobą życie w rodzinie, w której jedna z osób cierpi na chorobę alkoholową (lub inne uzależnienie), a pozostali członkowie - z powodu bycia w bliskim związku z osobą uzależnioną.

Dlaczego tak się dzieje, że mimo, iż bar­dzo kochamy naszych najbliższych, mimo że ogromnie pragniemy im pomóc i robimy czasem wszystko żeby tego dokonać, nasze wysiłki nie odnoszą skutku? Wręcz przeciwnie - żyje nam się coraz gorzej, aż nasze cier­pienie staje się już niemożliwe do zniesienia. Wtedy często pytamy sami siebie jakie błędy popełniliśmy, że ważny dla nas człowek popadł w uzależnienie i co robimy niewłaściwego, że mimo usilnych starań sytu-acja w rodzinie coraz to bardziej się komplikuje. Zdarza się, że mamy dużą wiedzę o uzależnieniach, czytamy wszystko, co na ten temat wpadnie nam w ręce i teoretycznie jesteśmy przygotowani aby stawić czoła problemowi. Mam czasem do czynienia z taką osobą w swojej praktyce, która sprawia wrażenie kogoś niemalże profesjonalnie przygotowanego do pracy z uzależnieniami. Ma odpowiedzi na wszystkie pytania, orientuje się doskonale w genezie i mechanizmach uzależnień, ma też za sobą wiele lat bycia alkoholikiem lub ko-alkoholikiem (to taka osoba, która żyje z uzależnionym). Prawdę mówiąc mogłaby zastąpić mnie w mojej pracy. "Właściwie wszystko, co tu usłyszałam wiem od dawna, przeczytałam wiele książek, artykułów" - czasem słyszę w moim gabinecie. Tak, wiedza o uzależnieniach jest, na podstawowym poziomie, dość powszechna i dlatego niemalże każdy, nawet nie mający nigdy do czynienia z osobą uzależnioną, ma na temat uzależnień swoje poglądy i nie ominie żadnej okazji żeby je przedstawić swojemu otoczeniu. Jak już pisałam w poprzednich wydaniach "Monitora", poglądy te są niestety w najbardziej istotnych apektach zniekształcone przez panujące stereotypy. I to nie tylko stereotypy dotyczące uzależnień. Także wiedza o uzależnieniach to nie to samo, co umiejętność praktycznego rozwiązywania problemów. Pojawia się więc bardzo trudne pytanie: dlaczego tak bardzo staramy się wpływać na życie innych osób, dlaczego nie pozwalamy im decydować o tym, jak chcą żyć, dlaczego nie zostawiamy im możliwości wyboru w sprawach najbardziej istotnych dla nich samych?

Zamartwianie sie sprawami innych, ciągła, często obsesyjna koncentracja i kontrola, to najbardziej bezużyteczne zachowania, które pochłaniają ogromne ilości naszej energii fizycznej i psychicznej i niestety nigdy nie doprowadzają do pożądanych rezultatów. Dlaczego więc to wszystko robimy, czasem całymi latami żyjąc życiem innych ludzi, zapominając, że mamy swoje własne życie do przeżycia.Odpowiedź jest prosta, co nie znaczy, że łatwa do przyjęcia. Można przypuścić, że robimy to wszystko dlatego, iż wydaje nam się, że tak powinna wyglądać miłość do naszego małżonka, rodzi­ców czy dzieci, że powinna polegać na całkowitym oddaniu i poświęceniu (naszego życia oczywiście). Tak właśnie, naszym zdaniem, ma wyglądać przywiązanie i to wyobrażenie bezgranicznego przywiązania dyktuje nam wiele naszych zachowań, które, jak życie pokazuje, nie zawierają rozwiązań optymalnych. A my zostajemy ze strasznym poczuciem, że zmarnowaliśmy życie, ponieważ poświęciliśmy je osobom, które, choć bardzo ważne i kochane, wcale na to nie zasługiwały. A co więcej, nie wykazują elementarnego poczucia wdzię­czności. Oczywiście, te wszystkie problemy ulegają ogromnemu wzmocnieniu, kiedy mamy do czynienia z uzależnieniem w rodzinie. Wtedy to nasze poświęcenie i oddanie przybiera wartości ekstremalne, takie też jest poczucie własnej klęski, kiedy lata starań idą na marne. Gdzie popełniamy błąd tak mocno kochając, że nasze własne życie przestaje się liczyć? Większość z nas zdaje sobie sprawę, że zamartwianie się nie rozwiązuje problemu, tylko nam samym przysparza wielu komplikacji, rujnując zdrowie i komfort życia. Wiemy często także, że nasze wysiłki nikomu nie pomagają, a nam samym zabierają czas, energię a także pieniądze. Bez względu na koszty trzymamy się jednak utartych schematów działania, ponieważ wierzymy, że to pomoże, odniesie skutek. Wierzymy w to nawet wtedy, kiedy przez dłuższy czas (miesiące czy lata) nie osiągamy poprawy. Przeciwnie - pogarszamy tylko sytuację.

Dlaczego tak funkcjonujemy? Możliwe, że sądzimy, że nie mamy innego wyboru, że ciągła pomoc i świadczenie na rzecz innych to nasz święty obowiązek. Że pomoc najbliższym to coś, co musimy robić przez całe nasze życie, bez względu na to ile osoby, którym pomagamy, mają lat (najczęściej zdarza się, że dotyczy to dojrzałych i całkowicie samodzielnych ludzi). Jesteśmy głęboko przekonani, że musimy ciągłą gotowością do pomocy reagować na każdy sygnał o trudnościach ze strony współmałżonka, dziecka czy matki. I to reagować w obsesyjny sposób, zapominając o swoich interesach, szkodząc sobie, najczęściej także tym, którym staramy się ulżyć w ich problemach przejmując na siebie całą odpowiedzialność. Jakie są konsekwencje takich zachowań? Sytuacje o których tutaj piszę są najczęściej bardzo trudne i dlatego często nie potrafimy znaleźć dobrych rozwiązań, bo albo takie w ogóle nie istnieją, albo swoim zachowaniem uniemożliwiamy podjęcie właściwych, konstruktywnych decyzji, które są w stanie rozwiązać problem. Jak to się dzieje, że popełniamy ciągle te same błędy i niczego się z ich nie uczymy? Właściwie wydawałoby się, że jeżeli jakieś zachowanie nie odnosi pożądanych skutków, to będziemy skłonni zmienić to zachowanie, bo wtedy mamy chociaż cień szansy na uzyskanie tego na czym nam zależy.

Otóż w przypadku osób współuzależnionych najczęściej tak nie jest. Powtarzają one zupełnie bezużyteczne zachowania, ciągle mając nadzieję, że nastąpi oczekiwana zmiana. Nie ma wątpliwości, że mamy tutaj do czynienia z myśleniem irracjonalnym. I właśnie to jest największym problemem osób współuzależnionych. Jeżeli przez wiele lat słuchamy zapewnień swojego małżonka, że ostatni pijacki ciąg już nigdy się nie powtórzy, że wczorajsza awantura była już naprawdę "ostatni raz", a po tym "ostatnim razie" następuje jeszcze wiele "ostatnich razów", to tylko irracjonalna, bezsensowna nadzieja "że on się zmieni" pozwala trwać w takim stanie. A teraz to, co wydaje się najważniejsze: żadna zmiana nie nastąpi w naszych ukochanych bliskich z problemem alkoholowym (lub innym uzależnieniem) jeżeli Wy sami, drodzy współuzależnieni, nie dokonacie zmian w swoim myśleniu, a co za tym idzie - w zachowaniu. Tylko zupełnie inna reakcja na ekscesy naszego współmałżonka lub dziecka może spowodować zmianę sytuacji w waszym domu. Mamy gwarancję, że dotychczasowe zachowania nie przyniosą pożądanych zmian, ponieważ przez wiele miesięcy czy lat tych zmian nie potrafiliście dokonać. To się jeszcze nikomu nie udało, więc błędem byłoby twierdzenie, że uda się to wam. Prawdą jest też to, że trudno wam będzie tych zmian dokonać samotnie, w pojedynkę. Po pierwsze dlatego, że nie umiecie tego zrobić (gdyby było inaczej wasze życie już dawno zmieniłoby się na korzyść). Po drugie dlatego, że utrudnia wam to najbardziej wasz uzależniony bliski, bo to on jest też najbardziej zainteresowany tym, aby utrzymać dotychczasowy stan i spokojnie dalej robić to, na czym mu najbardziej zależy (pić, ćpać, hazardować się, nadmiernie kupować, pracować, czy bez przerwy siedzieć przy komputerze). Jeżeli rozpoznałeś (rozpoznałaś) w tym opisie siebie, to dobrze abyś wiedział (wiedziała), że nie musisz trwać w tym stanie, który Ci nie odpowiada. Naprawdę możesz to zmienić, to tylko kwestia decyzji.

Program Pomocy Rodzinie może pomóc zdiagnozować między innymi współuzależnienie i zmodyfikować nieprawidłowe i niekorzystne myślenie, odczuwanie i zachowanie, co ma służyć nie tylko uzależnionym członkom rodziny, ale także, co może ważniejsze - nam samym.

Chcemy dotrzeć do mających problem z nadużywaniem: jedzenia, pracy, gier hazardowych, władzy, seksu, czynności religijnych, wydawania lub gromadzenia pieniędzy, internetu, gier komputerowych, związków z innymi ludźmi (w tym współuzależnienie).

Jeśli masz problem i czujesz, że sobie nie radzisz (także emocjonalnie):

- ‑z dzieckiem, ktore używa, nadużywa narkotyków (lub tylko podejrzewasz je o to),

- ‑ze wspołmałżonkiem, który zbyt dużo lub zbyt często pije albo używa przemocy wobec Ciebie (także przemocy psychicznej),

- ‑ze sobą, ponieważ obawiasz się, podejrzewasz, że masz problem z alkoholem,

- ‑z objawami depresyjnymi - ciągłym zmęczeniem lub rozdrażnieniem, odczuciem beznadziejności i zniechęcenia, bezsennością,

- ‑z dzieckiem niepełnosprawnym (porażenie mózgowe, autyzm, zespół Downa i inne),

- ‑z ciężką chorobą w rodzinie (nowotworową, wieku starczego, po wylewie, po zawale, po wypadku),

- ‑z chronicznym bólem różnego pochodzenia,

Warto żebyś wiedział(a), że nie musisz przecho­dzić przez to sam(a)!!!