----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----

Udostępnij znajomym:

W ciągu ostatnich miesięcy na łamach "Monitora" pisałam o uzależnieniach i współuzależnieniach, koncentrując się na problemach dotyczących nadużywania alkoholu i innych narkotyków. Poniżej - o uzależnieniach, które nie dotyczą środków psychoaktywnych, ale w podobnym stopniu zmieniają naszą percepcję rzeczywistości.

Chodzi o uzależnienia, które wprawdzie nie zmieniają świadomości w sposób ogólnie rozumiany jako szkodliwy (upicie alkoholowe lub bycie "na haju" po zażyciu narkotyków), lecz jednak zmieniają świadomość na tyle, że uniemożliwiają prawidłową ocenę sytuacji i częstokroć dosłownie rujnują życie. Mam na myśli uzależnienie od jedzenia, pracy, gier komputerowych, internetu, hazardu, władzy, seksu, czy zakupów. Dlaczego tego typu uzależnienie jest groźne i co ma wspólnego z piciem alkoholu czy zażywaniem narkotyków?

Każde nadużycie, czy dotyczy to alkoholu, hazardu, czy władzy, mimo że pozornie nie związane ze sobą, posiada cechy uzależnienia. Charakteryzuje je wewnętrzny przymus częstego powtarzania.

Zachowania takie jakościowo są absolutnie prawidłowe. Nie ma bowiem nic złego w korzystaniu z gier komputerowych, internetu, pilnej pracy, byciu smakoszem czy pasjonatem seksu. Kiedy jednak działania tego typu występują w nadmiarze, mamy do czynienia z nadużyciem. O ile korzystanie z internetu może dawać i często daje korzyści użytkownikowi (aspekt jakościowy), to jednak, to jeśli przez długi czas zajmujemy się bez przerwy internetem i właściwie przestajemy robić cokolwiek innego (aspekt ilościowy, nadużycie) - to staje się to niekorzystne dla naszego życia. Rozważmy inny przykład: nie ma nic niewłaściwego w grze na giełdzie, jest to rutynowa, zawodowa działalność wielu ludzi. Jeżeli jednak, z powodu ciągłego zajmowania się grą na giełdzie, ktoś stracił już ponad sto tysięcy dolarów i ma ogromną ochotę grać dalej, bez cienia refleksji, i właściwie już robi tylko to, tracąc coraz więcej, to jest hazardzistą i niczym nie różni się od osób uzależnionych od alkoholu czy narkotyków, bowiem mechanizm uzależnienia pozostaje ten sam. Ktoś, kto nadużywa pracy, jedzenia, czy seksu nie różni się w swoim uzależnieniu od kogoś, kto nadużywa alkoholu czy narkotyków. Wydaje się być oczywiste, że proces degradacji przebiega w obu tych grupach uzależnień w różnym tempie, ale niestety toczy się nieubłaganie. I dopiero dramatyczny finał uzmysławia nam całe okrucieństwo tego procesu, który przebiegał w sposób często przez nas niezauważony. Takim finałem dla osoby uzaeleżnionej od pracy może być na przykład zawał serca, świadczący o tym, że organizm nie wytrzymał obciążenia i napięcia. Dla osoby uzależnionej od hazardu może to być zupełne bankructwo - utrata dorobku całego życia. Osoba uzależniona od seksu może doprowadzić do utraty rodziny, zakażenia się wirusem HIV, lub poczęcia niechcianego dziecka. Mam okazję obserwować w mojej codziennej praktyce prawdziwe dramaty, związane z uzależnieniami od tak niegroźnych, wydawałoby się, zachowań, jak gra w "tikety" na stacjach benzynowych (jedna z osób przegrała w ciągu dwóch lat osiemdzięsiąt tysięcy dolarów) czy jedzenie (inna osoba w ciągu pięciu lat przybrała na wadze siedemdziesiąt funtów i ma poważny problem z kręgosłupem - prawie przestała chodzić). Ktoś, kto kupował bez kontroli, doprowadził do długu na kartach kredytowych w wysokości ponad siedemdziesięciu tysięcy dolarów.

Chciałabym, aby zdali sobie Państwo sprawę z tych zagrożeń i abyście uświadomili sobie, co pragnę podkreślić, że nie trzeba być alkoholikiem lub narkomanem, żeby funkcjonować nieprawidłowo i cierpieć z powodu uzależnienia.

Przyczyna powstawania uzależnienia jest we wszystkich przypadkach taka sama. Jest nią potrzeba złagodzenia napięcia, którego w inny sposób nie potrafimy obniżyć czy zlikwidować. Sposób na pozbycie się napięcia staje się jednocześnie pułapką, ponieważ staramy się nasze zachowanie powtarzać (gdyż napięcie odczuwamy bardzo często), a powtarzanie prowadzi do nadużyć i tak początkowe użycie staje się nadużyciem i, czegokolwiek by nie dotyczyło - staje się dla nas szkodliwe, ponieważ potęguje problemy zamiast je likwidować.

Zdarza się, niestety, że często takie zachowania, które mają już charakter nadużyć, są postrzegane przez innych jako nie tylko prawidłowe, ale wręcz pożądane. Ktoś, kto dużo pracuje, jest odbierany przez innych (np. szefów) jako pracowity, obowiązkowy, co jest wielką wartością osobową, więc awansuje, zbiera nagrody i nikt nie dostrzega (włącznie z samym zainteresowanym), że jego życie osobiste leży w gruzach (bo np. żona przez dwa lata nie mogła się doprosić o wspólny weekend - i teraz jeździ już z kim innym), zdrowie szwankuje, a dzieci ze swoimi sprawami już nie przychodzą do ojca.

Chciałabym, abyście zechcieli sobie uświadomić, że te wszystkie zmiany przebiegają w sposób początkowo nieświadomy. Poźniej, kiedy objawy zaczynają przybierać na sile - włączają się mechanizmy obronne (o których obszernie pisałam w poprzednim, listopadowym wydaniu "Monitora") i wtedy niby coś do nas dociera, odczuwamy pewien dyskomfort, związany z nasilającymi się problemami, ale wszystko potrafimy sobie wytłumaczyć, poza jednym, że - jesteśmy uzależnieni. Mechanizmy obronne długo chronią nas przed uświadomieniem sobie tej trudnej do przyjęcia prawdy, a oczywiście czas pracuje na naszą niekorzyść, ponieważ nie tylko wchodzimy coraz głębiej w uzależnienie, ale też ponosimy coraz dotkliwsze straty (emocjonalne, zdrowotne, finansowe i wszelkie inne). Jak wyjść z tego zamkniętego koła przyczyn i skutków? Tę kwestię postaram się omówić w następnym artykule.