----- Reklama -----

Luxahaus Konfigurator Drzwi Zewnetrznych

(773) 205-0303

Zaloguj się
Subskrybuj

02 grudnia 2015

Udostępnij znajomym:

Wszystko działo się w 1867 roku, w Wiedniu. Protagoniści wydarzeń: Johann Strauss - syn oraz Wiedeńskie Męskie Towarzystwo Śpiewacze. Strauss – kompozytor i dyrygent sławny i uwielbiany przez tłumy, śpiewający panowie – to szacowna, elitarna organizacja artystyczna, której Wiedeń zawdzięcza wiele niezwykle ważnych i wartościowych inwestycji artystycznych, z założeniem Filharmonii włącznie.

Czasy były trudne. W mieście panowało przygnębienie – Austriacy nie otrząsnęli się jeszcze z bolesnej klęski w bitwie pod Sadową (3 lipca 1866). Od wielu miesięcy dowożono do wiedeńskich szpitali rannych żołnierzy… Odwołano bale i zabawy, pozamykano nocne lokale, kasyna, kawiarnie.
Nikt nie myślał o karnawale…

Warto przypomnieć, że bitwa ta zapisała się w życiu wielu rodzin polskich.  Duża część żołnierzy poległych w bitwie po obu stronach była narodowości polskiej. Cyprian Kamil Norwid w liście do Józefa Bogdana Zaleskiego napisał: "Pod Sadową głównie wygrali Polacy (hułany poznańskie), bijąc się i mordując z Polakami (hułany galicyjskie)."

Wiedeńskie Męskie  Towarzystwo Śpiewacze postanowiło zamiast balu, zorganizować koncert. Aby przełamać apatię publiczności zaproszono do współpracy Joana Straussa. Zamówiono u niego pieśń na chór męski w rytmie walca. Kompozytor chętnie przyjął zlecenie – pod jednym wszakże warunkiem: nie będzie pisał muzyki do tekstu – woli pozostać nieograniczony w swojej muzycznej inwencji. Tekst będzie dopisany, jak już zostanie ukończona partytura. Tak też się stało.

Strauss sam wymyślił tytuł. Napisał muzykę – szczodrze obdarzył ją śpiewnymi melodiami, rozbieganymi figuracjami, pełnymi blasku kodami. W tym cały problem! Nikt nie potrafił napisać sensownego tekstu do tak swobodnej, rozkołysanej muzyki. Zbliżała się data koncertu. Nie było wyjścia – jeden z chórzystów wymyślił słowa, które pasowały do rytmu melodii – bardziej “pretekst” niż “tekst”, jak zażartował Janusz Cegiełła w książce “Przeboje Mistrzów”-  aby ta obiecana pieśń mogła w ogóle być wykonana na koncercie. Zgodnie z planem koncert odbył się 15 lutego 1868 roku, w wielkiej sali balowej Diana-Bad. “Wiener, seid froh (Wiedeńczycy, weselcie się!) intonowała, raczej idiotycznie jak na ówczesny nastrój w mieście, jedna grupa chóru. Oho! Wieso? (oho, niby dlaczego?) – dziwiła się słusznie druga grupa.” Trudno się dziwić, że artystycznie wyedukowana publiczność wiedeńska chłodno przyjęła nowy utwór Johana, wykonany tego wieczoru przez chór męski oraz dętą orkiestrę wojskową pod dyrekcją szefa chóru. Po koncercie, zły i rozgoryczony kompozytor rzucił w kąt partyturę zwracając się do Józefa (Straussa, brata, również kompozytora): “Do diabła z tym walcem!... kody mi tylko szkoda…” (kody, czyli zakończenia).

Nie upłynęło wiele czasu, a śpiewne melodie nowego walca zaczęły krążyć po Wiedniu. Nic dziwnego - łatwo wpadały w ucho, zapadały w pamięci, uporczywie powracały - łagodząc smutek i przygnębienie…Lekkość i swoisty wdzięk muzyki spowodowały, że zaczęła żyć własnym życiem! Nie trzeba było słów, wystarczyło po prostu nucić i świat wydawał się bardziej znośny. Ku zdumieniu kompozytora, w kilka miesięcy przysłowiowe “modre fale Dunaju” zalały całą Austrię, a później Europę …Gdy cztery lata później Stany Zjednoczone świętowały 100-lecie niepodległości, zaproszono dla uświetnienia uroczystości Johana Straussa na serię 14  koncertów  w Bostonie. Wykonanie walca “Nad pięknym Modrym Dunajem” w każdym koncercie było właściwie jedynym warunkiem kontraktu. Kompozytor otrzymał ogromną sumę 1000 000 dolarów i zwrot kosztów podróży oraz pobytu dla siebie i osób towarzyszących.. W ramach tego kontraktu odbył się jeden z najbardziej spektakularnych koncertów w historii muzyki: dla 100-tysięcznej widowni (bez nagłośnienia!) zgromadzonej wokół specjalnie wybudowanego Colosseum, z udziałem ok. 20 tysięcy muzyków i chórzystów, którymi Strauss dyrygował osobiście. “Dla opanowania tej ogromnej rzeszy wykonawców dodano mi do pomocy 100 subdyrygentów. Sam mogłem dostrzec tylko najbliższych spośród nich, zatem – mimo wcześniejszej próby – o jakimkolwiek artyzmie interpretacji nie mogło być nawet mowy, zaś za odmowę występu musiałbym chyba zapłacić cenę życia. Spróbujcie wejść w moje położenie: stanąłem przy pulpicie wobec publiczności złożonej ze 100 tysięcy Amerykanów… Jak się to wszystko zacznie, jak się skończy? Nagle huknął wystrzał armatni, delikatny sygnał dla naszej 20-tysięcznej armii, że koncert czas zacząć. W programie był Piękny, modry Dunaj; podniosłem batutę, moich stu asystentów podążyło za mną, jak mogło najszybciej, i – tak rozpoczął się  spektakl, którego do końca życia nie zapomnę. Gdy już mniej więcej równo zaczęliśmy utwór, całą swoją uwagę skoncentrowałem na tym, by go także mniej więcej równo skończyć. Dzięki Bogu, jakoś tego dokonałem, ale był to nadludzki wysiłek. 100-tysięczna widownia buchnęła entuzjazmem, a ja marzyłem tylko o tym, by wydobyć się na świeże powietrze (…) Następnego dnia musiałem uciekać przed całą armią impresariów, którzy za tournee po Ameryce obiecywali mi całą Kalifornię. Ja jednak miałem dosyć tego “muzycznego święta”.

Nic dziwnego, że “Nad pięknym modrym Dunajem” - najsłynniejszy walc świata jest grany co roku w noworocznych koncertach transmitowanych z Wiednia. Będzie go można usłyszeć na żywo także w wielkim galowym koncercie “Wiedeńska noc” już 16 stycznia, w Copernicus Center, w wykonaniu Paderewski Symphony Orchestra. INFORMACJA: str.

Barbara Bilszta

 

----- Reklama -----

VL TRUCKING

----- Reklama -----

Dentysta

----- Reklama -----