Oddajmy najpierw głos samemu autorowi (Jaspersowi): „Egzystencja jest tym, co jest niemożliwe do przedstawienia w sposób naoczny, co jest nosicielem wszystkich ról, jakie odgrywam, jest tym, w czym jestem tożsamy sam ze sobą. Egzystencja mieści się tam, gdzie naprawdę jestem i gdzie mimo wszystkich ruchów rozumienia siebie nie potrafię rozumieć gdzie kocham i nie wiem też dlaczego. Egzystencja mieści się w niczym nieograniczonym chceniu rozjaśnienia samego siebie, w chęci uczynienia przejrzystym owego niemożliwego do zniesienia początku istnienia naprawdę.”
Z egzystencji wyłaniają się pewne fundamentalne pytania:
„…czy staję się tożsamy z samym sobą, czy zanurzam się w tej dziejowości, z którą stanowię jedność i w której przyswajam sobie byt dający mi poprzez ślady odciskane na czasie odczuwać wieczność, czy może raczej staję się ze sobą nieidentyczny, popadam w postawy, w których nie obowiązuje wierność ani trwałość, czy zamiast egzystować jako stale ten sam punkt czynności, chcący za wszelka cenę tu być i tu pozostać, utrzymuję siebie w rezerwie, odgrywam zawsze jakieś role, aby potem móc się ze wszystkiego wycofać. Czy istnieję cały wyłącznie w unicestwiającym rozdarciu pozbawionego wszelkiej myśli sposobu istnienia…” (Von der Wahrheit, Munchen 1947, s.83)
Podstawowa intencja słów Jaspersa zdaje się być taka:
Odsłonić tę szczególną i zagadkową świadomość „bycia – niebycia naprawdę”, „właściwego bycia – niebycia”, która jak cień towarzyszy naszym zachowaniom i naszym postawom w krótszych lub dłuższych okresach naszego życia. Jaspersa nie interesują ani ontologiczne, ani epistemologiczne warunki możliwości tej świadomości. Być może z perspektywy ontologii i epistemologii okaże się ona paradoksem nie do wyjaśnienia, ale przecież ona jest, ona zachodzi i z niej wyłaniają się zadania na każdą chwilę dnia i nocy. Właśnie tam gdzieś w ciemnym obszarze mnie, opromienionym przez tę świadomość śpiew, którym jestem koncentruje się wokół swej nieopisanej partytury.
Określając kilkakrotnie od różnych stron naturę egzystencji Jaspers używa stale słów „Selbst” i „Ursprung”.
Słówko „Selbst” jest niemal nieprzetłumaczalne. Jego treść wymaga opisu. Wskazuje ono najpierw na doświadczenie bycia i pozostawania sobą w jakieś zmiennej przestrzeni i w jakimś płynącym czasie. Selbst – to ja sam, o ile w moich działaniach, aktach, postawach zachowuję podstawową konsekwencję opartą nie na ciągłym powtarzaniu wyuczonych gestów, lecz na przeżyciu wierności czemuś lub komuś.
Charakteryzując słówko „Selbst” w sposób czysto formalny, powiemy: Oznacza ono fundamentalny stosunek mnie do mnie samego, stosunek polegający na jakiejś postaci „zapośredniczonej’ zgody siebie z sobą.
Jaspers uważa, że „egzystencją jest to, co się odnosi do samego siebie, a wraz z tym także do swej transcendencji”, ale ta czysto formalna charakterystyka nie wystarcza. Wywołany przez Jaspersa moment wierności zabarwia ją bowiem subtelnym blaskiem jakiejś bliżej niesprecyzowanej aksjologii. Chodzi o zgodność, która jest wiernością, a zatem na poziomie jakiejś wartości. Jakiej? Tego na Jaspers nie mówi.
Z kolei znaczenie terminu „Ursprung” wywodzi się raczej z etymologii słowa niż z codziennego użycia. „Ursprung” (pierwotny skok) to początek jakiegoś wewnętrznego skoku od siebie ku sobie, w wyniku którego mam świadomość uzyskiwania lub odzyskiwania siebie.
Wszystkie wyjaśnienia psychologii, psychiatrii i innych nauk szczegółowych nic mi o tym początku powiedzieć nie potrafią. Egzystencją to miejsce gestu najbardziej wewnętrznego i spontanicznego zarazem, który zadziwia niekiedy nawet tego, kto go spełnił.
„Kocham i nie wiem dlaczego” – początek jest mroczny. Gdy blask idący od transcendencji rozjaśni na moment ciemności, spostrzegam że oto zapadło we mnie jakieś rozstrzygnięcie, wybór. Na czymkolwiek wybór ten by polegał i o cokolwiek by w nim szło, zawsze u jego dna jest lub była alternatywa: być sobą albo nie być sobą.
Myślę, że mimo wszystko najbardziej znamienny dla Jaspersa jest jednak ów tylko marginesowo zaznaczony motyw aksjologiczny doświadczenia egzystencji. Egzystencja pojęta nie jako odizolowane od żywych komórek pojęcie, lecz jako konkretne egzystowanie odznacza się jakimś aksjologicznym patosem. Nie chodzi o to, by dostroić własne bytowanie do partytury, którą rysuje egzystencjalistyczna ontologia, lec o to, by egzystencjalną, a zatem własną ontologię odkrywać w kontekście przeżyć barwionych wartościami. Być naprawdę to być według prawdy, która jest przecież przede wszystkim wartością. Być wiernym sobie, a przez to być wiernym komuś i czemuś to także być czymś, co jest wartością. Doświadczyć swej egzystencji w obliczu transcendencji to także doświadczać jej w obliczu czegoś, co jest wartością. Transcendencja jest tajemnicą, ale ponieważ tajemnica ta jest tajemnicą transcendencji, ma jako taka szczególną wartość. Być w tajemnicy i żyć z tajemnicy to być i żyć z wartości.
Wszystkie wymienione aspekty doświadczenia egzystencji nie zostają przez Jaspersa szerzej omówione. Przynależą one nie tyle do eksplikowanego „logosu” jego filozofii ile właśnie do jego ethosu. Pomimo tego ich obecność w systemie nie daje się ukryć. One inspirują doświadczenie, choć nie dyktują opisów. Bez nich nie byłoby granicznej sytuacji śmierci, przyjmowania odpowiedzialności, walki i cierpienia. Bez nich nie można by powiedzieć: „przezywać sytuacje graniczne to egzystować”.
Zbyszek Kruczalak