----- Reklama -----

Luxahaus Konfigurator Drzwi Zewnetrznych

(773) 205-0303

Zaloguj się
Subskrybuj

01 września 2021

Udostępnij znajomym:

Chislic to kulinarna ciekawostka, która została wpleciona w tkankę historii Południowej Dakoty, jeszcze zanim stała się ona stanem w 1889 roku.

Według danych historycznych John Hoellwarth, niemiecki Rosjanin z Krymu, przywiózł danie ze sobą, kiedy wyemigrował do hrabstwa Hutchinson w latach 70. XIX wieku. Nie jest jasne, dlaczego Hoellwarthowi, a nie setkom innych niemieckich imigrantów rosyjskich, przypisuje się sprowadzenie chislicu do Południowej Dakoty.

Termin „chislic” pochodzi od tureckiego słowa szaszlik lub szaszłyk, które zostało „zanglicyzowane” jak wiele zagranicznych nazw. To proste rosyjskie danie składa się wyłącznie ze sporych kostek jagnięciny, jelenia, bizona ewentualnie wołowiny, grillowanych na otwartym ogniu, serwowanych na patyku lub oddzielnie z wykałaczkami, oprószonych solą czosnkową.

Danie to, wprawdzie najpopularniejsze w południowo-wschodniej części Południowej Dakoty, serwowane jest na festiwalach (około 10 tysięcy małych chislic dziennie) i w restauracjach sąsiednich stanów. Pojawia się też w innych społecznościach Środkowego Zachodu, głównie z niemiecko-rosyjskim dziedzictwem.

Zastanawiające jest, jak to się stało, iż spośród tysięcy przepisów, które imigranci przywieźli ze sobą do Stanów Zjednoczonych, to proste danie stało się ikoną Południowej Dakoty i stworzono nawet „Chislic Circle” w tym stanie – 30-milowe koło wokół miasteczka Freeman (przy Highway 81).

Sława „chislicowa” rozpoczęła się w latach 30. XX wieku we Freeman w hrabstwie Hutchinson (1,265 mieszkańców w 2021 roku), które uważane jest za „chislicową” stolicę Ameryki. W tej okolicy rozwinęła się wówczas masowa hodowla owiec.

Pomysłodawców było trzech. Jednym z nich był Jake Huber. Jego daleki krewny Reno Huber wspomina: „Prowadził stoisko w latach 30. i 40., ale tylko w sobotnie letnie wieczory, kiedy rodziny rolników przyjeżdżały do miasta na zakupy i spotkania towarzyskie. Rodzice opowiadali, że cała trójka robiła bardzo dobre chislici z jagnięciny. Za dolara można było zjeść nawet tuzin takich krótkich patyczków”. Z uśmiechem dodaje: „Dzisiaj jest inaczej, smacznie też, bardzo lubię, ale jagnięcinę zastępuje baranina, wołowina i dziczyzna, i ceny są inne. Najczęściej podaje się tylko kostki z wykałaczkami, obowiązkowo musi być sól czosnkowa, a na boku różne sosy”.

Danie dla zjadaczy mięsa zdobywało coraz większą popularność, również w okolicznych społecznościach. Tom Walter, były redaktor naczelny (rok 2010) „Freeman Courier” (gazeta założona w 1901 roku) pisał w swoim artykule: „To był prawdziwy boom w latach 40., 50., i 60. XX wieku. Wszędzie podawano chislici. Również z wołowiny. Jadano tego naprawdę dużo! I było mnóstwo turystów…”

Chislic oficjalnie pojawił się na scenie Sioux Falls dopiero zimą 1961 r. Nowo otwarty Pit Club wystawił reklamę: „Pit oferuje pyszny Chislic. Nowicjusz w Sioux Falls. Jeśli nigdy tego nie próbowałeś… czeka cię uczta!

Popyt na przysmak powiększał się z tygodnia na tydzień. Być może było to zasługą kolejnej, bardziej agresywnej reklamy: „Jeśli nie próbowałeś do tej pory naszego Chislic, musisz być jakimś świrem!

Popularność dania rodem z głębokiej Rosji, po zawieruchach globalizacyjnych – nie chcemy jeść tego samego, co wszyscy – wzrasta z roku na rok.

We Freeman organizuje się doroczne festiwale South Dakota Chislic Festival (trzecia sobota lipca), choć niektórzy miejscowi twierdzą, że miasteczko Kaylor (40 mil od Freeman) zasługuje na miano stolicy chislic – od dziesiątek lat dostarcza owcze mięso do lokalnych sklepów i restauracji.  

Tradycyjnie chislic jagnięcy jest smażony w głębokim tłuszczu (mięso wówczas jest najbardziej kruche), podawane oddzielnie z wykałaczkami i sodowymi krakersami. Niektórzy twierdzą, że dobrze komponuje się z zimnym piwem. Sprawdzałam – wyśmienicie! W ogóle całe danie smakuje wybornie, przygotowanie zajmuje kilka minut, a radość jedzenia w miłym gronie niech trwa jak najdłużej!

Obecnie chislic podawany jest na wiele sposobów, w tym również mięso z marynaty i ze specjalnymi sosami do maczania. Moja próba z marynatą kajuńską wypadła świetnie. Polecam na Labor Day weekend. Skwiercząca wołowina, do tego równie skwiercząca dowolna, ulubiona cebula, różne sosy preferowane przez gości i gospodarzy, do tego zimne piwo i chrupiący chleb prosto z domowego piekarnika! Czas na małą Dakotę wokół grilla i plany na rok następny – Indiańskie pow-wow ze smażonym chlebem, śpiewem i tańcami, połączone z degustacją chislic’ów i innych „dakotowych” specjałów, których wprawdzie niewiele, ale w Chicago ich nie spróbujemy.

 

Anna Czerwińska
wielbicielka muzyki klasycznej i dobrej literatury, amatorka gór i namiotu, podglądania życia od kuchni i innych obserwacji wszelkich na własny użytek.
Autorka blogów: o kuchni Stanów Zjednoczonych i… truflach czekoladowych www.amerykanskiekulinaria.com; www.domowetrufle.com
kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

----- Reklama -----

MCGrath Evanston Subaru

----- Reklama -----

Dentysta

----- Reklama -----