Czar andrzejkowej nocy pod zwrotnikowym niebem
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Przyglądam się dokładnie temu specyficznemu, indiańskiemu miasteczku. Czystość, porządek i brak biedy tak bardzo rażącej oczy w innych nieindiańskich częściach kraju nasuwa wniosek, że Indianie doskonale radzą sobie z samorządnością, kontynuując piękne tradycje sprzed tysięcy lat.

Wychodzę z kościoła na rynek, sunę "uliczkami" między straganami, gdzie dzieci, kobiety i mężczyźni wirują w swoich fioletowo-czerwonych regionalnych strojach. Tradycyjny ubiór absolutnie dominuje na uliczkach Chichi, tradycja dżinsów na szczęście jeszcze nie zapuściła tu zbyt mocno swoich korzeni. Majowie rozłożyli swoje towary w środkowej części rynku, podziwiam tkaniny, rzeźby z drewna, ceramikę, torby. Tutaj również jest kilka jadłodajni, gdzie można się doskonale pożywić za przysłowiowe grosze. Dojeżdżając do Chichicastenango zauważyłem zadziwiająco kolorowy cmentarz na przedmieściach. Mam wystarczająco dużo czasu, aby wyjść na moment z zatłoczonego do granic możliwości rynku i na pół godziny zagłębić się pośród cmentarnych domków odmalowanych w pastelowe kolory. Miejsce przeurocze.

Kiedy powracam do centrum, napotykam na świetnie zaprojektowany hotel Maya Inn. Przed bramą stoją panowie z obsługi w strojach nawołujących jak najbardziej do dawnej tradycji majowskich wojowników. Nie mogę się powstrzymać, aby nie wykonać kilku zdjęć, oczywiście - jak zawsze w tych okolicach - za zgodą fotografowanych.

Wracam na rynek, tym razem wchodzę do wnętrza drugiego z ważnych kościołów - Calvaria. Jest skromniejszy od poprzedniego, ale z równie ciekawą fasadą i - znowu - tajemniczo wyglądającymi wiernymi którzy przycupnęli na środku posadzki. U Indianki kupuję kulistą, krwistoczerwoną świecę i ciemnozieloną podstawkę. Dzisiaj są Andrzejki, moje imieniny, zamierzam więc roztopić kulę i dopełnić andrzejkowych wróżb. Noc spędzam w bungalowie, przy basenie, pośród ogrodów wysadzonych tropikalnymi kwiatami. Rozgwieżdżona, bezksiężycowa, tropikalna noc z Orionem i Syriuszem wysoko ponad głową.

Przy dwóch stołach z dwoma butelkami Absolutu siedzi dziewięcioro gości. Od trzech indiańskich kucharek dostałem patelnię, na której w kuchni roztapiam kulistą świecę, podchodzę do zebranych i wlewam zawartość na dwa razy do basenu. Podnoszę wystudzone kształty i patrzę wnikliwym wzrokiem w wyczarowane obrazy.

Myślę o bliskich, których nie ma obok, a których tak bardzo chciałbym tutaj dzisiaj zobaczyć. Myślę o Andrzejkach z dawnych licealnych i studenckich czasów... Teraz też wróżby zaczynają nabierać konkretnych rysów; Edward otrzymuje idealną wręcz mapę Argentyny, Wojtkowy odlew przypomina do złudzenia konika morskiego, Ania w swojej formie widzi tajską tancerkę, a Magda - papugę. Czar andrzejkowej nocy trwa pod zwrotnikowym niebem, przez chwilę przenosimy się w przestrzeń poza czasem i poza miejscem...

Tekst i zdjęcia: Andrzej Kulka

Autor jest właścicielem chicagowskiego biura podróży EXOTICA TRAVEL, które oferuje wycieczki z polskim przewodnikiem po całym świecie i Stanach Zjednoczonych, włącznie ze zwiedzaniem Gwatemali, od 7 kwietnia 2020. Szczegółowe informacje: EXOTICA Travel, 6741 W. Belmont Ave., tel. 773-237-7788 lub strona internetowa: www.andrzejkulka.com

There are no images in the gallery.