----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

24 września 2026

Udostępnij znajomym:

W ciągu ośmiu dni na przełomie sierpnia i września w Shedd Aquarium w Chicago zmarły cztery białuchy arktyczne (ang. beluga whales). Peekachu, Rain i Osiris przywieziono zaledwie kilka tygodni wcześniej. Beethoven mieszkał tam od dziesięcioleci. Przyczyny ich śmierci pozostają nieznane; akwarium czeka na wyniki badań pośmiertnych. Zgony nie dowodzą, że zawiniły warunki w Shedd. Przywróciły jednak pytanie: czy nawet najlepsze akwarium może zapewnić takim zwierzętom odpowiednie życie?

Peekachu i Rain pochodziły z Marineland w kanadyjskim Niagara Falls. Park, w którym białuchy, delfiny i inne zwierzęta występowały w pokazach, zamknięto dwa lata temu po latach problemów finansowych, doniesień o zaniedbaniach i kontroli, które je potwierdziły. Od 2019 roku w Marineland zmarło 19 białuch i jedna orka.

Organizacje zajmujące się dobrostanem zwierząt chciały, by przynajmniej część z około 30 białuch przeniesiono do planowanego nadmorskiego schronienia w Nowej Szkocji. Ośrodek o powierzchni około 45 hektarów jeszcze jednak nie powstał. Cztery delfiny i dwie białuchy przewieziono do Hiszpanii, a inne białuchy trafiły między innymi do SeaWorld, Georgia Aquarium i chicagowskiego Shedd, które przyjęło ich dziesięć.

Dla Shedd nie jest to pierwsza trudna dyskusja o białuchach. Pierwsze dwie placówka pozyskała w 1991 roku z kanadyjskiego estuarium, gdzie żyły na wolności. Rok później złowiono kolejne cztery. Niedługo potem dwie z nich zmarły po podaniu leku przeciwpasożytniczego. Rzecznik International Wildlife Coalition powiedział wówczas, że zwierzęta zginęły, by służyć atrakcji turystycznej. Od tamtej pory Shedd nie pozyskuje białuch bezpośrednio z natury. W akwarium urodziło się natomiast 15 młodych.

Jak wygląda życie w zbiorniku

Na wolności białuchy przemieszczają się na duże odległości, żyją w grupach, polują i wychowują młode. Neurobiolożka Lori Marino, zajmująca się zachowaniem ssaków morskich i kierująca Whale Sanctuary Project, uważa, że ograniczeń tych nie da się usunąć nawet w dobrze prowadzonym akwarium. Jej zdaniem sztuczna, stosunkowo niewielka i mało zmienna przestrzeń uniemożliwia zwierzętom wiele naturalnych zachowań.

U ssaków morskich trzymanych w niewoli obserwowano powtarzanie tych samych ruchów, pływanie po stałej trasie, tarcie zębami o twarde powierzchnie czy wielokrotne zwracanie i ponowne połykanie pokarmu. Takie zachowania mogą wskazywać na problemy z dobrostanem. Krytycy nazywają te zjawiska „zoochozą”, a część badaczy rozważa, czy życie w niewoli może prowadzić u niektórych zwierząt do stanów przypominających depresję. Nie oznacza to, że takie zachowania stwierdzono u białuch zmarłych w Shedd.

Przedstawiciel akwarium wskazał na badania, w których uczestniczyło Shedd. Sugerują one, że dla dobrostanu zwierząt znaczenie mają urozmaicenie otoczenia, opieka i kontakty społeczne, a nie tylko wielkość zbiornika. Shedd opisuje też pracę opiekunów i weterynarzy przy zwierzętach sprowadzonych z Marineland. Spór dotyczy tego, czy opieka może zrekompensować ograniczenia życia w akwarium.

Ochrona przyrody czy atrakcja dla gości?

Pierwsze nowoczesne akwarium otwarto w 1853 roku w londyńskim zoo. Początkowo takie miejsca reklamowano przede wszystkim jako rozrywkę: mieszkańcy miast mogli z bliska zobaczyć zwierzęta z odległych części świata. Wraz z rozwojem ruchów na rzecz ochrony przyrody i praw zwierząt zmieniały się deklarowane cele zoo i akwariów. Od lat 70. coraz częściej mówiły one o edukacji i ratowaniu gatunków.

Nie są to wyłącznie hasła. W 2022 roku 238 zoo i akwariów akredytowanych przez Association of Zoos and Aquariums (AZA), do którego należy Shedd, wydało łącznie 252 miliony dolarów na projekty ochrony przyrody. Vox zwraca jednak uwagę, że odpowiadało to około 5 procentom ich wydatków na działalność i inwestycje. Przywracanie zagrożonych zwierząt do życia na wolności pozostaje trudne i rzadkie. Wizyty w zoo mogą korzystnie wpływać na wiedzę i postawy zwiedzających, ale znacznie mniej osób angażuje się później w ochronę zwierząt poprzez darowizny czy wolontariat.

Pytania budzi również pochodzenie zwierząt. Według danych przytoczonych przez Vox około 80 procent zwierząt w akwariach należących do AZA pozyskano z natury. Stowarzyszenie odpowiada, że nie musi to być sprzeczne z ochroną przyrody, jeśli odbywa się w sposób etyczny i zrównoważony. Nie sprecyzowało jednak, jak ocenia to w praktyce. Shedd odmówiło wywiadu dla Vox i nie podało, jaka część z około 32 tysięcy jego zwierząt pochodzi z natury.

Osobną kwestią są płatne spotkania ze zwierzętami. W Shedd goście mogą zapłacić nawet 205 dolarów za bliski kontakt z białuchą, pingwinem, lwem morskim czy wydrą. Amerykańska agencja NOAA czasowo zabroniła wykorzystywania białuch przeniesionych z Marineland w takich programach. Przedstawiciel akwarium odrzuca zarzut, że spotkania są nieetyczne, powołując się na badanie dotyczące delfinów. Vox zaznacza jednak, że nie zaprojektowano go do oceny wpływu spotkań na dobrostan zwierząt. Według przeglądu prac naukowych z 2021 roku badaniom nad takimi programami często brakuje odpowiedniej rzetelności.

Shedd nie wykluczyło także rozmnażania białuch przywiezionych z Marineland. Oznaczałoby to kolejne pokolenie tych długowiecznych zwierząt urodzone w niewoli.

Śmierć Peekachu, Rain, Osiris i Beethovena nie rozstrzyga, czy zawiodła opieka w Shedd. Sprawia jednak, że trudniej odłożyć na bok szersze pytanie. Akwaria umożliwiają poznanie zwierząt, prowadzą badania i finansują ochronę przyrody. Jednocześnie pobierają opłaty za oglądanie stworzeń, których naturalnego środowiska nie są w stanie odtworzyć. Dla krytyków, takich jak Marino, właśnie tu leży sedno problemu: nawet najbardziej prestiżowy zbiornik pozostaje zbiornikiem.

----- Reklama -----

POLONER 950 X 300

----- Reklama -----

POLONER 950 X 300

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor