Śmierć kobiety pracującej w pobliżu rosyjskiego ośrodka badającego dżumę brzmi jak początek bardzo niepokojącej historii. Na razie jednak niewiele wskazuje, by wydarzenie na Syberii miało przerodzić się w większe zagrożenie. Warto zwrócić na nie uwagę z innego powodu. Na całym świecie szybko przybywa laboratoriów, w których naukowcy pracują z najgroźniejszymi wirusami i bakteriami. Prowadzone są w nich eksperymenty, które mogą pomóc przygotować się na kolejną pandemię, ale których konsekwencje w razie błędu mogą być bardzo poważne.
Przypadek na Syberii
Kiedy w ubiegłym tygodniu pojawiła się informacja o śmierci kobiety w pobliżu rosyjskiego ośrodka badającego dżumę, skojarzenia były oczywiste. To ta sama choroba, która w XIV wieku zabiła ogromną część mieszkańców Europy. Do tego wydarzyło się to w Rosji, kraju z długą historią eksperymentów z bronią biologiczną.
Po doświadczeniu pandemii Covid-19, której początków część naukowców i opinii publicznej wciąż dopatruje się w możliwym wycieku z chińskiego laboratorium, łatwo więc wyobrazić sobie najgorszy scenariusz.
Naukowcy uspokajają jednak, przekonując, że tym razem jest on mało prawdopodobny. Ośrodek znajduje się w bardzo odizolowanym miejscu, dżuma przenosi się znacznie trudniej niż Covid-19, a odpowiednio wcześnie wykryta może być skutecznie leczona.
Problem w tym, że szczegóły wydarzenia trudno niezależnie potwierdzić. Informacje pochodzą od rosyjskich władz oraz lokalnych mediów. Według tych doniesień kobieta mogła zarazić się po stłuczeniu probówki. Jeśli rzeczywiście tak było, nie potrzeba było sabotażu, zamachu ani celowego stworzenia broni biologicznej. Wystarczył zwykły błąd człowieka.
Coraz więcej niebezpiecznych laboratoriów
Po pandemii Covid-19 nastąpił światowy boom na budowę laboratoriów pracujących z najbardziej niebezpiecznymi patogenami. Szczególne znaczenie mają obiekty BSL-4, czyli laboratoria o najwyższym poziomie bezpieczeństwa biologicznego. Bada się w nich m.in. wirusy Ebola i Marburg.
Pod koniec lat 90. takich laboratoriów było na świecie mniej niż dziesięć. Pod koniec kolejnej dekady już prawie czterdzieści. W 2021 roku działało, powstawało lub było planowanych 59 obiektów BSL-4. Dwa lata później lista powiększyła się o kolejnych dziesięć.
To nie pierwszy taki wzrost. Budowę nowych laboratoriów przyspieszyły wcześniej ataki wąglikiem po 11 września oraz epidemia SARS na początku XXI wieku. Covid-19 ponownie pokazał państwom, jak ważna może być możliwość samodzielnego badania niebezpiecznych patogenów.
Dotyczy to szczególnie krajów, które podczas pandemii przekonały się, że w sytuacji kryzysowej nie zawsze mogą liczyć na pomoc bogatszych państw. Indie planują cztery nowe laboratoria BSL-4. Pierwsze takie obiekty zaczęły budować lub niedawno otworzyły m.in. Brazylia, Kazachstan, Arabia Saudyjska, Singapur i Hiszpania.
Jeżeli w kraju pojawi się nieznana choroba, możliwość szybkiego zidentyfikowania jej przyczyny może uratować wiele istnień. Każde nowe laboratorium oznacza jednak także kolejne miejsce, w którym może dojść do pomyłki.
Budynek to nie wszystko
Gregory Koblentz z George Mason University, współtwórca projektu Global BioLabs monitorującego takie placówki, zwraca uwagę, że część nowych laboratoriów powstaje w państwach bez dużego doświadczenia w prowadzeniu podobnych badań.
Można wybudować nowoczesny obiekt i kupić najlepszy sprzęt. Trudniej stworzyć kulturę bezpieczeństwa, wyszkolić ludzi, opracować przepisy i zapewnić niezależną kontrolę.
Znaczenie ma również lokalizacja. Według raportu Global BioLabs z 2023 roku około 75 procent działających laboratoriów BSL-4 znajduje się na terenach miejskich, gdzie w promieniu 2,5 mili mieszka co najmniej 50 tysięcy osób. W razie poważnego wypadku gęstość zaludnienia mogłaby zwiększyć jego konsekwencje.
Jednocześnie nie istnieje żadna światowa instytucja, która regularnie kontrolowałaby wszystkie takie laboratoria. Przepisy różnią się pomiędzy krajami, a w wielu miejscach pozostają niepełne.
Szczególne kontrowersje dotyczą badań tzw. podwójnego zastosowania, w tym eksperymentów, podczas których zmienia się właściwości patogenów, aby lepiej zrozumieć, w jaki sposób mogą stać się bardziej zakaźne lub groźne. Wiedza ta może pomóc przygotować szczepionki i leki. Jednocześnie sam eksperyment tworzy ryzyko, którego wcześniej mogło nie być.
Czy należy takich badań zakazać?
Najprościej byłoby zakazać eksperymentów z niebezpiecznymi wirusami i bakteriami. Ale rezygnacja z badań też ma swoją cenę.
Naukowcy próbują dzięki nim zrozumieć, jak zachowują się groźne patogeny i jak mogą się zmieniać. Taka wiedza może przyspieszyć opracowanie szczepionki lub lekarstwa podczas przyszłej epidemii.
Beth Cameron z Brown University uważa, że właściwe pytanie powinno brzmieć nie „badać czy nie badać?", lecz jakie jest ryzyko konkretnych eksperymentów i jakie mogą przynieść korzyści.
Dobrym przykładem jest właśnie Rosja. Laboratorium badające dżumę nie znalazło się na Syberii przypadkiem. Bakteria wywołująca tę chorobę nadal występuje tam w naturze. Niebezpieczne patogeny istnieją niezależnie od laboratoriów i naukowcy muszą je badać.
Pytanie brzmi więc, jak robić to bezpiecznie.
Kto pilnuje laboratoriów
Eksperci proponują m.in. szersze stosowanie międzynarodowych norm bezpieczeństwa, dokładniejsze krajowe kontrole oraz większą przejrzystość dotyczącą rodzaju prowadzonych eksperymentów.
Jeszcze dalej idzie pomysł stworzenia międzynarodowego systemu audytów podobnego do kontroli stosowanych w energetyce atomowej. Państwa zachowałyby własne laboratoria, ale ktoś sprawdzałby, czy przestrzegane są podstawowe standardy bezpieczeństwa.
Dziś takiego systemu nie ma.
I właśnie dlatego przypadek na Syberii jest wart uwagi, nawet jeśli pozostanie lokalnym wydarzeniem bez większych konsekwencji.
Nie chodzi o to, by obawiać się epidemii dżumy. Chodzi o znacznie szersze zjawisko. Na świecie powstaje coraz więcej laboratoriów pracujących z patogenami, których przypadkowe uwolnienie mogłoby mieć bardzo poważne skutki. Im więcej takich miejsc i eksperymentów, tym większego znaczenia nabierają procedury, doświadczenie personelu i niezależna kontrola.
Niezależnie od tego, skąd przyjdzie następne zagrożenie, warto zadbać, aby jednym z jego źródeł nie stało się laboratorium stworzone właśnie po to, by przed takim zagrożeniem nas chronić.
na podst. vox.com