----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----
Anna Czerwińska

Anna Czerwińska


Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Udostępnij swoim znajomym:

Gdy w domu pojawia się pies, jedną z pierwszych rzeczy, której warto go nauczyć to reakcja na przywołanie. Ale zanim zacznie się nauka, należy wybrać imię dla psa. I wyciszyć siebie, by uczyć spokojnie, nienerwowo…

Warto pamiętać, że oprócz samego imienia ważny jest też ton wypowiedzi. Wysoki, radosny głos budzi psie pozytywne emocje. Natomiast niski ton głosu, może kojarzyć się psu nieprzyjemnie. Nasz pupil będzie reagował na dźwięk swojego imienia entuzjastycznie, pod warunkiem nieużywania go w negatywnych dla psa kontekstach, na przykład nie należy krzyczeć na psa z użyciem jego imienia.

Większość psów samodzielnie i szybko nauczy się swojego zawołania, szczególnie wówczas, gdy po jego wypowiedzeniu wydarzy się coś miłego, smacznego. Głaskanie, miska z jedzeniem, zabawa czy wyjście na spacer naszym czworonogom skojarzy się natychmiast z radością i chęcią powtórzenia, a więc ponowną reakcją na wołanie jego imieniem. Miłe skojarzenia są istotne, i to zależy od właścicieli, jak zareaguje na swoje imię nowy domownik.

Zabawa w spojrzenie

Zabawę należy rozpocząć w miejscu, w którym nie ma zbyt wielu rozproszeń, na przykład w mieszkaniu. Po wypowiedzeniu imienia psa i gdy tylko on spojrzy na właściciela, należy zaznaczyć ten moment dźwięcznym słowem „tak”. Następnie – smakołyk i pochwała.

Jeżeli po wypowiedzeniu imienia, pies nie zareaguje, można cmoknąć lub wydać inny dźwięk, który zwróci jego uwagę. Gdy nawet to nie pomaga proponuję rozejrzeć się, czy w okolicy nie ma zbyt wielu rozproszeń. Zabawę najlepiej rozpocząć w spokojnym miejscu, które pies dobrze zna. Dopiero w miarę postępów w nauce można będzie przenieść ją w miejsca z większą ilością dodatkowych atrakcji. Ważne też jest, by nagrody dla psa były wystarczająco kuszące. Jeśli otaczające środowisko ma lepszą ofertę niż to, co ma do zaproponowania właściciel lub trener, to pies z pewnością wybierze wąchanie trawy czy gryzienie patyków, a nie zabawę. Każdą pozytywną psią reakcję trzeba nagrodzić smakołykiem i pochwałą.

Powtarzanie poleceń jest dużym błędem i lepiej go unikać. Inaczej psiak może nauczyć się, że ma na imię „MaxMaxMax”, a nie po prostu Max. Może też nauczyć się w ogóle ignorować wołanie, bo uzna je za mało istotne. Dlatego tak ważna podczas pracy z psem jest konsekwencja. Każda prośba powinna być wykonana; można ułatwić psu zadanie, ćwicząc w spokojniejszej okolicy lub naprowadzając go przy użyciu smakołyka.

Zabawa w pójście za właścicielem

Podczas tej zabawy pies uczy się nie tylko spojrzenia na właściciela, ale też pójścia w jego stronę. Jest to świetne ćwiczenie zwłaszcza dla tych psów, które lubią ruch. W tej zabawie dużą rolę ma mowa ciała. Trzeba pamiętać, że psy są świetnymi obserwatorami i porozumiewają się ze sobą głównie za pomocą właśnie mowy ciała. Człowiek, który idzie prosto przed siebie jest w oczach psa dość nudny i przewidywalny. Natomiast gdy tylko obniży nieco swoją sylwetkę i zacznie się energicznie cofać, stanie się znacznie ciekawszy dla psa.

Proponuję więc zabrać do kieszeni lub jakiegoś pojemniczka kilka smakołyków i zacząć energicznie cofać się. Gdy tylko pies spojrzy na cofającego się i zacznie iść w tę samą stronę, przywołanie go po imieniu wzbudzi radość wielką, a nagroda – wręcz szaleństwo. Nie pozostaje nic innego, jak zmiana kierunku i ponowienie ćwiczenia pamiętając, by nie robić zbyt wielu powtórek jednego ćwiczenia. Trening/nauka powinien zawsze być dla psa ekscytującą zabawą, a nie nudną musztrą. Dlatego trzy powtórki danego ćwiczenia podczas jednej sesji szkoleniowej w zupełności wystarczą. Zdecydowanie lepsze będą rezultaty trenując z psem bardzo krótkimi seriami kilka razy w ciągu dnia niż organizując mu jedną godzinną sesję szkoleniową raz w tygodniu.

A jakie przysmaki podawać podczas psich zabaw, połączonych z nauką, by były fantastycznie pachnące i smaczne…

Dyniowo-orzechowe, ulubione!

Składniki:
- 2 1/2 szklanki mąki pełnoziarnistej
- 2 duże jajka
- 3/4 szklanki dyniowego puree (może być z puszki, ale bez przypraw)
- 3 łyżki masła orzechowego (najlepiej domowego, dosładzanego miodem)

Wszystkie składniki wymieszać, ciasto rozwałkować i pokroić nożem na małe kawałki. Przełożyć na blaszki, wyłożone papierem do pieczenia i piec w temperaturze 220 °F/100 °C przez 25-30 minut. Przechowywać w szczelnie zamkniętym pojemniku do tygodnia, i najlepiej w lodówce – nie mają konserwantów i innych sztucznych dodatków!

Anna Czerwińska
wielbicielka muzyki klasycznej i dobrej literatury, amatorka gór i namiotu, podglądania życia od kuchni i innych obserwacji wszelkich na własny użytek.
Autorka blogów: o kuchni Stanów Zjednoczonych i… truflach czekoladowych www.amerykanskiekulinaria.com; www.domowetrufle.com
kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.