Od kilku miesięcy trwa konflikt Stanów Zjednoczonych i Izraela z Iranem, który teraz ma coraz większe szanse na rozwiązanie.
Jeszcze kilka miesięcy temu świat wyglądał, jakby ponownie znalazł się na skraju poważnego kryzysu. Nagłówki gazet ostrzegały przed konsekwencjami blokady Cieśniny Ormuz, analitycy mówili o szoku energetycznym, a media społecznościowe były pełne prognoz o ropie po 200 dolarów za baryłkę, nowej fali inflacji i załamaniu giełd. Dla wielu osób brzmiało to znajomo. W końcu podobne ostrzeżenia słyszeliśmy już podczas pandemii, po wybuchu wojny w Ukrainie czy w czasie kryzysu energetycznego w Europie.
Tym razem jednak również nie doszło do globalnej katastrofy. Nie było załamania rynków finansowych, nie było recesji, a światowa gospodarka po raz kolejny pokazała coś, o czym często zapominamy: że jest znacznie bardziej odporna, niż sugerują codzienne wiadomości.
Mały przesmyk, wielkie znaczenie
Większość ludzi nigdy nie słyszałaby o Cieśninie Ormuz, gdyby nie pojawiła się ona na pierwszych stronach gazet. Ten wąski przesmyk między Iranem a Omanem od dziesięcioleci należy do najważniejszych miejsc na mapie gospodarczej świata. Przepływa przez niego ogromna część światowego handlu ropą naftową i gazem ziemnym. To właśnie tędy eksportowana jest ropa z Arabii Saudyjskiej, Iraku, Kuwejtu, Kataru oraz Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
Gdy pojawiło się ryzyko zakłócenia ruchu statków, wielu ekspertów zaczęło przypominać o kryzysach naftowych z lat siedemdziesiątych. Historia nauczyła nas przecież, że problemy w tym regionie potrafią bardzo szybko przełożyć się na ceny paliwa, koszty transportu i inflację.
Chodziło o coś więcej niż o ropę
W publicznej debacie często zapomina się, jak bardzo współczesna gospodarka przypomina sieć naczyń połączonych. Przez region Zatoki Perskiej przepływa nie tylko ropa, ale również ogromne ilości skroplonego gazu ziemnego. Katar należy do największych eksporterów LNG na świecie, a jego dostawy mają znaczenie zarówno dla Europy, jak i dla Azji. Lista surowców i produktów zagrożonych zakłóceniami jest znacznie dłuższa. Obejmuje między innymi:
- gaz ziemny LNG wykorzystywany do produkcji energii i ogrzewania,
- nawozy rolnicze, takie jak mocznik, amoniak i siarka,
- petrochemikalia wykorzystywane do produkcji tworzyw sztucznych,
- paliwo lotnicze i paliwa dla transportu morskiego,
- metale przemysłowe i komponenty wykorzystywane w produkcji elektroniki.
To właśnie dlatego wydarzenia oddalone o tysiące mil od Chicago czy Nowego Jorku mogą wpływać na codzienne życie zwykłych rodzin. Między konfliktem na Bliskim Wschodzie a ceną chleba, mleka czy benzyny istnieje więcej powiązań niż większość ludzi przypuszcza.
Dlaczego Wall Street zachowała spokój
Dla wielu obserwatorów największym zaskoczeniem była reakcja giełdy. Jeszcze dwadzieścia czy trzydzieści lat temu podobne wydarzenia mogłyby wywołać krach i ucieczkę inwestorów do złota lub obligacji. Tym razem reakcja była znacznie spokojniejsza.
Powód jest następujący. Giełda nie handluje teraźniejszością, lecz przyszłością. Inwestorzy nie zastanawiają się przede wszystkim nad tym, co dzieje się dzisiaj. Próbują odpowiedzieć na pytanie, jak świat będzie wyglądał za sześć miesięcy lub za rok. Rynki doszły do wniosku, że najbardziej prawdopodobny scenariusz obejmuje zakłócenia, ale nie całkowite zamknięcie szlaku. Wszystkie strony konfliktu miały bowiem zbyt wiele do stracenia. Dla eksporterów oznaczałoby to utratę miliardów dolarów przychodów, dla importerów – kryzys energetyczny, a dla światowej gospodarki – kolejny impuls inflacyjny.
Świat nauczył się żyć z kryzysami
Obecna odporność rynków nie wzięła się znikąd. Ostatnie lata były dla światowej gospodarki wyjątkowo trudnym egzaminem. Inwestorzy i przedsiębiorcy przeszli przez pandemię COVID-19, zerwane łańcuchy dostaw, najwyższą inflację od kilkudziesięciu lat, wojnę w Ukrainie, kryzys energetyczny w Europie, napięcia handlowe między USA a światem.
Za każdym razem pojawiały się prognozy nadchodzącej katastrofy. Za każdym razem gospodarka jednak znajdowała sposób, by dostosować się do nowych warunków. Firmy zmieniały dostawców, armatorzy wyznaczali nowe trasy, a rządy zwiększały strategiczne rezerwy surowców. Świat nie stał się mniej podatny na kryzysy. Stał się po prostu bardziej elastyczny.
Co to oznacza dla naszych pieniędzy?
To właśnie tutaj geopolityka spotyka się z portfelem zwykłego człowieka. Wielu ludzi uważa, że wydarzenia na drugim końcu świata nie mają znaczenia dla ich finansów. W rzeczywistości wpływają na nie znacznie bardziej niż się wydaje. Nawet jeśli nie zauważamy tego od razu, skutki podobnych napięć docierają do nas różnymi drogami: poprzez ceny benzyny i oleju napędowego, rachunki za energię, ceny żywności oraz wyniki funduszy emerytalnych i inwestycyjnych. Światowe wydarzenia wpływają też na poziom inflacji, a ta na nasze koszty utrzymania i na oprocentowanie kart kredytowych czy kredytów hipotecznych,
Dla osób oszczędzających w planach 401(k), IRA czy innych programach emerytalnych jest to ważna lekcja. Nie dlatego, że powinny codziennie śledzić wiadomości i reagować na każdy kryzys. Wręcz przeciwnie. Historia ostatnich miesięcy pokazuje, że nie warto podejmować decyzji inwestycyjnych pod wpływem strachu.
Najważniejsza lekcja
Największa lekcja płynąca z wydarzeń wokół Cieśniny Ormuz nie dotyczy wyłącznie ropy ani gazu. Dotyczy natury współczesnej gospodarki. Żyjemy w świecie niezwykle powiązanym, w którym konflikt oddalony o tysiące mil może wpłynąć na ceny paliwa, żywności i energii. Jednocześnie żyjemy w świecie o ogromnej zdolności adaptacji.
Miliony przedsiębiorców, inwestorów, producentów i przewoźników każdego dnia dostosowują się do nowych warunków, szukają alternatyw i rozwiązują problemy, zanim większość ludzi w ogóle je zauważy. To właśnie dlatego nie doszło do scenariusza, którego komentatorzy tak bardzo się obawiali.
Świat się nie skończył nie dlatego, że zagrożenie było małe, lecz dlatego, że współczesna gospodarka jest jednocześnie krucha i odporna. Krucha, bo zależy to od tysięcy połączeń między firmami, krajami i kontynentami. Odporna, bo potrafi się dostosować, gdy zostanie naruszone jedno z tych połączeń.
Dla inwestorów, emerytów i wszystkich osób budujących swoje bezpieczeństwo finansowe jest to cenna wskazówka. Warto rozumieć ryzyko, ale nie warto budować swoich decyzji wyłącznie na strachu. Historia pokazuje bowiem, że gospodarka wielokrotnie znajdowała sposób, by przetrwać kryzysy, które jeszcze chwilę wcześniej wydawały się początkiem końca świata.
Elżbieta Baumgartner
Elżbieta Baumgartner jest autorką wielu książek-poradników. Jej najnowsza książka to „Jak inwestować pieniądze i ich nie stracić”. Jest ona dostępna w wersji elektronicznej na witrynie Poradnika Sukces, www.PoradnikSukces.com, Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript., 718-224-3492.