„Myślałem, że po śmierci spotkam się ponownie z tymi, którzy odeszli. Że będę mógł zobaczyć z bliska tych, którzy wcześniej byli daleko, dotykać ich i czuć ich obecność cały czas. Wierzyłem, że gdy nadejdzie koniec, coś stanie się jasne. Że w momencie śmierci dostrzegę sens życia i sens umierania zupełnie wyraźnie, jakby nagle rozwiała się mgła – (s. 97)
Tytuł powieści Yu Miri, Stacja Tokio Ueno, ma w oryginalnym, japońskim brzmieniu, dodatkowe, istotne sensy: „JR Ueno-eki Kōen-guchi” – JR to skrót od: Japońskie koleje, Ueno to nazwa dzielnicy i stacji w Tokio, eki: to słowo oznaczające stację kolejową, kōen: to park, a guchi: to termin oznaczający wyjście.
Te szczegóły są szalenie istotne w analizowaniu wydarzeń, jakie dzieją się w parku otaczającym stację kolejową Ueno.
Opowieść Yu Miri, to intymna i bardzo osobista historia człowieka dotkniętego rodzinną tragedią i jakkolwiek kontekst kulturowy, polityczny i religijny jest tu również istotny, to sens całości oscyluje przede wszystkim wokół bohatera bez właściwości; poza nieustanną pracą, pewnymi rodzinnymi sytuacjami, religijnymi przekonaniami, niewiele o nim wiemy, wiemy natomiast sporo o rzeczywistości, w której przyszło mu funkcjonować, Kazu Mori jest jedną z bardzo wielu możliwych biografii przeciętnego Japończyka, gdzieś pomiędzy rokiem 1964 (igrzyska olimpijskie), a rokiem katastrofy elektrowni w Fukushimie w 2011 roku.
Ale niespodziewanie wydarza się w jego życiu coś, co wykracza poza zwykłość i tworzy sens tragedii greckiej i każdej tragedii – zmaganie się z sytuacją bez wyjścia.
Obezwładniające cierpienie po śmierci dziecka jest doświadczeniem granicznym, które pozostaje nieprzekraczalne. Nie da się go zrozumieć, zapomnieć, rozbroić, przepracować, przejść nad nim do porządku – jest granicą, która nie otwiera na nowe, ale zamyka w niemożliwości istnienia. Kazu traci syna Kōichiego, gdy ten ma 21 lat i studiuje. Umiera we śnie, nie wiadomo, dlaczego. To nieodwracalnie zmienia jego rozumienie świata – nic już nie ma sensu. Ani dom, ani rodzina, ani praca, ani religia, która jest istotną częścią tożsamości całej społeczności wioski należącej do Prawdziwej Szkoły Czystej Ziemi. Owa Szkoła nauczała:
„że w chwili śmierci człowiek przenosi się do Czystej Ziemi i zostaje buddą, dlatego ubieramy zmarłego na biało”. (s. 58) To wszystko jednakowoż nie ma żadnego znaczenia, jest puste i on to wie.
Kazu zmaga się z nieustannym brakiem pieniędzy w rodzinie. Pracuje od dwunastego roku życia, gdy skończyła się wojna, bez wytchnienia, czy to w okolicach swej wioski, czy w Tokio. Jest silny, zdrowy i przyjmuje ofertę każdej, nawet najcięższej pracy, między innymi przy budowie różnych obiektów olimpijskich. Dobrze zarabia, bierze dodatkowo płatne nadgodziny. Jest niezwykle rzadkim gościem w domu, prawie nie widuje swoich dzieci, prawie ich nie zna:
„Nie wiem, o czym moja rodzina rozmawiała przez ponad dwadzieścia lat, kiedy mnie nie było w domu. Gdy ja pracowałem, moje rodzeństwo pozakładało rodziny […] Yōko wyszła za mąż, Kōichi wyjechał do Tokio. Setuko została z moimi starzejącymi się rodzicami. Mimo to nadal musiałem pracować gdzieś daleko, żeby ich wyżywić, zarobić na utrzymanie syna i na jego szkołę […] Kiedy patrzyłem na identyczną co moja twarz Kōichiego, który umarł we śnie i wyglądał według mnie, zupełnie jakby spał, nie mogłem przestać myśleć, po co było to wszystko, całe życie na marne”. S. 49/50)
Imię, które nosi Kōichi jest związane z narodzinami cesarza. Łączy ich ten sam dzień urodzin. Ten wątek jest istotny w kontekście wydarzeń, których Kazu jest świadkiem. Dwa totalnie odległe od siebie światy tego samego kraju, jakkolwiek ta fizyczna odległość nie jest wielka. Pałac cesarski leży w pobliżu stacji Ueno, a park wokół niej był kiedyś częścią imperialnych ogrodów:
„Pozwoliłem sobie nazwać go, używając pierwszego znaku z imienia księcia Hironomii Naruhity, bo urodzili się tego samego dnia, dwudziestego trzeciego lutego tysiąc dziewięćset sześćdziesiątego roku”. (s. 75)
Kazu obwinia się o śmierć żony, która prawdopodobnie umarła z niemożliwego do uniesienia smutku, gdy on spał tuż obok. Zostaje w domu pod opieką wnuczki Mari, ale nie na długo. Absurdalność istnienia każe mu zamieszkać w miasteczku dla bezdomnych w samym sercu Tokio, w parku Ueno. Jeśli przypomnimy sobie szczegóły zawarte w japońskim tytule powieści, to jest tam słowo: guchi – wyjście (ale też usta, otwór, ujście) – ta bardzo charakterystyczna dla japońskiego wieloznaczność pozwala nam dotknąć tajemnicy Kazu, którego możemy postrzegać jako postać spoza tu i teraz. Nie do końca wiemy, czy Kazu nie żyje i jego opowieść snuje się z zza światów, możemy jednakowoż podejrzewać, że popełnij samobójstwo skacząc pod pociąg na stacji Ueno, co przenosi nas natychmiast w kontekst słowa guchi – jedynego możliwego dla tragedii, i to nie tylko greckiej, wyjścia.
„Myślałem, że po śmierci spotkam się ponownie z tymi, którzy odeszli. Że będę mógł zobaczyć z bliska tych, którzy wcześniej byli daleko, dotykać ich i czuć ich obecność cały czas. Wierzyłem, że gdy nadejdzie koniec, coś stanie się jasne. Że w momencie śmierci dostrzegę sens życia i sens umierania zupełnie wyraźnie, jakby nagle rozwiała się mgła – […] Drżę jak trzcina i chcę opowiedzieć, co tylko mogę, ale nie wiem jak, szukam wyjścia, właśnie je chcę zobaczyć, ale ciemność nie zapada, a światło się nie przebija...Nadszedł koniec, ale nic się nie kończy… Nieustający niepokój... smutek... samotność -” (s. 97 i 17)
Stacja Tokio Ueno, Yu Miri, tłumacz. Dariusz Latoś, wyd. Uniwersytetu Jagiellońskiego, 2020, s. 159.
Zbyszek Kruczalak