19 października 1956 r. na Warszawę jechały już radzieckie czołgi i wydawało się, że w Polsce powtórzy się scenariusz znany z 1953 r. z Berlina Wschodniego i listopada 1956 r. z Budapesztu: interwencji Sowietów, która krwawo stłumi narodowe dążenia do niezależności. Do walk jednak nie doszło. Dlaczego?
Rok 1956 był to dziwny rok – nie tyle przez cudowne wydarzenia, ile tempo zmian politycznych, które działy się wówczas w Polsce i całym bloku wschodnim. Początek tego procesu można widzieć już 5 marca, gdy w daczy pod Moskwą umarł Józef Stalin, przywódca ZSRR, dyktator i faktyczny najwyższy władca terenów od Łaby po Kamczatkę. Chociaż zbudowany przez niego totalitarny system wciąż trwał – władza trzymała się mocno, przeciwników poddawano represjom, gospodarka działała według tego schematu – powoli coś gdzieś zaczynało pękać. Jeszcze w tym samym roku kolektywne kierownictwo w radzieckim Politbiurze pozbyło się Ławrientija Berii, wszechwładnego szefa aparatu bezpieczeństwa, którego obawiano się jako potencjalnego nowego Stalina.
Kostka domino przewrócona w Moskwie prowadziła do zmian nad Wisłą. Pozbycie się Berii prowadziło do rozliczeń w bezpiece. W obawie przed tym na Zachód uciekł Józef Światło – ubek współodpowiedzialny za zbrodnie stalinowskie, który kierował specjalną komórką inwigilującą samą PZPR i elity władzy i poszukującą „wroga wewnętrznego”. Co więcej, wkrótce pojawił się w audycjach w Radiu Wolna Europa, w których w demaskatorski sposób opowiadał o kulisach działania bezpieki, partii komunistycznej i całego systemu. Niewątpliwie był narzędziem w ręku CIA, z którą podzielił się też swoją bogatą wiedzą, co zapewniło mu to spokojne życie ze zmienioną tożsamością w Stanach. W Polsce poruszyło to nową lawinę, RWE słuchało bowiem wielu, kolejni zaś o rewelacjach Światły dowiadywali się z plotek. Na szczycie władzy doszło do małego wstrząsu, rozpoczęły się rozliczenia, wstrzymano też twardy kurs polityczny. Trwała tzw. odwilż – twardy lodowiec stalinizmu topniał, a ludzie zarówno w ZSRR, jak i w PRL, mogli pozwolić sobie na więcej. Słabła dyktatura, a przede wszystkim cenzura. Mówiono o rzeczach niedziałających i tym samym coraz mocniej podważano fundamenty systemu.
Kolejne wstrząsy nadeszły w 1956 r. W lutym na XX Zjeździe Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego następca Stalina, Nikita Chruszczow, wygłosił tzw. tajny referat o kulcie jednostki, w którym oficjalnie krytykował i demaskował dyktaturę Stalina. Jego tezy przeniknęły dalej, w Polsce wiedza o jego treści stała się bardzo szeroka. W marcu umarł Bolesław Bierut – I sekretarz KC PZPR i namiestnik Stalina w Polsce. Partia, a za nią cały system, słabły i pogrążały się w rozliczeniach i sporach frakcyjnych między zwolennikami liberalizacji i twardego kursu. Na fali tej niestabilności w czerwcu w Poznaniu doszło do protestu robotników, który przerodził się w gwałtowny wybuch, w którym teoretycznie wiodąca w państwie klasa zwróciła się przeciwko władzy, która rządziła w jej imieniu.
Do przesilenia doszło w październiku 1956 r., kiedy podjęto decyzję, że na czele PZPR stanie Władysław Gomułka – przywódca partii komunistycznej w latach 1943-1948, usunięty i uwięziony przez stalinowców za „odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne”. Jako człowiek, który symbolicznie miał podjąć próbę przeciwstawienia się Stalinowi, być zwolennikiem „polskiej drogi do socjalizmu” i spędził kilka lat w areszcie, w tej atmosferze najlepiej nadawał się na przywódcę. W skład nowego kierownictwa mieli wejść przedstawiciele obydwu głównych, skłóconych frakcji partyjnych, ale bez Konstantego Rokossowskiego – ministra obrony narodowej, radzieckiego marszałka polskiego pochodzenia, który nad Wisłą pilnował interesów Sowietów. Zmiany te miały zostać wprowadzone na VIII Plenum KC PZPR, które rozpoczęło się 19 października 1956 r.
Rozpoczęło się i natychmiast zostało przerwane, w Warszawie bowiem zjawił się… Chruszczow wraz z całą świtą i pretensjami do polskich towarzyszy o działanie bez uzgodnienia. Rozmowy międzypartyjne w Belwederze były trudne, konflikt wisiał w powietrzu. Tym bardziej, że z garnizonów na zachodzie na Warszawę ruszyły stacjonujące tam radzieckie jednostki wojskowe, a Rokossowski postawił w stan gotowości również oddziały polskie. Tymczasem cały kraj wiecował, wyrażając poparcie dla Gomułki, polityki zmian, suwerenności i „polskiej drogi do socjalizmu”. Robotnicy Żerania i studenci szykowali się do walki z interwencją. Ostatecznie Gomułka przekonał Chruszczowa do akceptacji nowego kierownictwa PZPR, które wprowadzi zmiany, ale będzie współpracować z ZSRR. Podobno pomogli w tym Chińczycy, którzy chcieli pokazać swoje znaczenie w ruchu komunistycznym i instrumentalnie poparli Polaków.
W Polsce wydarzenia wokół VIII Plenum, na którym Gomułka potępił dotychczasową politykę, wywołały ogromny entuzjazm i ruch w kierunku zmian. Procesy odwilżowe przemieniły się w demokratyzację systemu, ograniczoną oczywiście politycznie i ideologicznie, chociaż rzeczywistą. Osłabła cenzura i represje, wycofano się z kolektywizacji, w wielu dziedzinach na nowo ułożono relacje społeczne. Polska Ludowa, wciąż będąca dyktaturą podporządkowaną ZSRR, przestała być totalitarnym państwem jak w czasach stalinowskich. Przez kolejne czternaście lat, do czasu powstania „Solidarności”, utrzymywała się krucha równowaga i ograniczona akceptacja wobec rządów PZPR. PRL w tej wersji stał się (trochę) lepszy do życia.
Tomasz Leszkowicz