----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

06 października 2026

Udostępnij znajomym:

Czy bojownicy w klapkach sprawili, że cały świat wstrzymał oddech? Jemen jest miejscem niespokojnym i niebezpiecznym od kilkunastu lat, ostatnie wydarzenia doprowadziły jednak do dużego zainteresowania tym państwem, w sąsiedztwie którego przepływa ogromna część światowego handlu.

Niedawno świat obiegła informacja, że w wyniku ofensywy oddziałów związanych z ruchem Hutich przejęli oni kontrolę nad wybrzeżem Morza Czerwonego w rejonie miejscowości Mokka oraz przede wszystkim w miejscu, gdzie wspomniane morze łączy się z Oceanem Indyjskim. Cieśnina Bab al-Mandab, której arabską nazwę tłumaczyć należy jako „Brama Łez”, liczy sobie ok. 26 km szerokości i jest dosłownie wąskim gardłem w ruchu po światowych oceanach. Możliwe zablokowanie jej wyłącza ogromnie istotny szlak handlowy, który wiodąc przez Kanał Sueski w Egipcie istotnie skraca podróż z Europy do Azji – niepotrzebna bowiem staje się długa podróż wokół Afryki. Dobrze przygotowana bateria wyrzutni rakietowych bądź dronów uderzeniowych ustawiona na brzegu lub znajdującej się pośrodku wysepce Perim skutecznie może zamknąć żeglugę w tym miejscu – tym bardziej, że samo ryzyko ataku trzyma tankowce i kontenerowce z daleka z powodu… zastrzeżeń ubezpieczycieli.

Bab al-Mandab to druga, obok Ormuzu przy wyjściu z Zatoki Perskiej, cieśnina w tym regionie świata, która stała się głośna w ciągu ostatniego roku. Ryzyko zamknięcia wyjścia z Morza Czerwonego jest nawet niebezpieczniejsze, tu bowiem sprawa dotyczy jednej z głównych arterii współczesnego handlu. W tej chwili dotyka ono przede wszystkim obrotu ropą naftową. Blokada w Zatoce Perskiej zmusiła Arabię Saudyjską – jednego ze światowych potentatów w wydobyciu „czarnego złota” – do przerzucenia eksportu rurociągiem na zachód, nad wybrzeże czerwonomorskie. Huti zbombardowali ten rurociąg i zagrozili niszczeniem tankowców z saudyjską ropą, które podróżowałyby do Azji. Odczuli to wszyscy jeżdżący samochodami, ceny paliw na całym świecie wystrzeliły bowiem w górę.

Fakt, że ostrze ataku wymierzone jest właśnie w Arabię Saudyjską, nie jest przypadkowy. To właśnie monarchia z Rijadu od kilkunastu lat próbuje podporządkować sobie Jemen i walczyć z ruchem Hutich. Saudyjczycy nie odnoszą przy tym dużych sukcesów, ich armia bowiem, choć nowoczesna i wyposażona w najnowszą amerykańską broń, jest słabo wyszkolona i nie radzi sobie z prowadzeniem bardziej skomplikowanych operacji. Jednym z wytłumaczeń tego paradoksu jest celowe utrzymywanie wojska na niskim poziomie po to, by nie zagrażało – tak jak w innych państwach arabskich ostatnich kilkudziesięciu lat – monarchii, którą można łatwo obalić jednym zamachem stanu. O ile więc na papierze i defiladach wszystko wygląda ładnie, o tyle na polu bitwy większych efektów brak.

No dobrze, ale dlaczego w Jemenie toczy się wojna i kim są Huti? Położenie geograficzne Jemenu na południowym krańcu Półwyspu Arabskiego było dla niego zarazem źródłem bogactwa i przekleństwem. To ostatnie wynikało z sąsiedztwa pustynnej Arabii, to pierwsze zaś z korzystnego umiejscowienia na szlakach handlowych (zanim powstał Kanał Sueski tędy szła jedna z odnóg handlu basenu Morza Śródziemnego z Indiami). W starożytności ziemie te otrzymały łacińską nazwę „Arabia Felix” („Arabia szczęśliwa”) a swoje garnizony próbowali tu umieścić Rzymianie. W kolejnych wiekach teren ten próbowali podbijać także Turcy i Brytyjczycy.

Dzisiejszy Jemen dzieli się na dwa obszary – część zachodnią, bardzo górzystą, i pozostałe tereny południowo-wschodnie o charakterze pustynnym. Na zachodzie dawno temu powstało centrum polityczno-gospodarczego kraju. Na obszarze tym istotną grupę stanowią zajdyci – odłam islamu szyickiego, jednej z dwóch głównych gałęzi religii muzułmańskiej, popularnej zwłaszcza w Iranie (co ma dziś znaczenie polityczne). Przez tysiąc lat zajdyci tworzyli tu imanat, czyli państwo o charakterze religijnym, które rządziło się samo, bardzo ogólnie podporządkowując się imperiom. Na południu, w rejonie Adenu, swoją kolonię mieli Brytyjczycy, dla których był to ważny port na szlaku do Indii.

W latach sześćdziesiątych XX wieku na terenie Jemenu doszło do przemian politycznych. Południowa część wokół Adenu, po wycofaniu się Wielkiej Brytanii, rządzona była przez rząd socjalistyczny, który sprzymierzył się z ZSRR. Na zachodzie, wokół Sany, powstała republika, w której o wpływy walczyli przez lata Egipcjanie i Saudowie. Oba państwa zjednoczyły się w latach dziewięćdziesiątych, był to jednak, jak się wydaje, ruch sztuczny – współczesny Jemen był państwem słabym, niejednorodnym, podzielonym religijnie i przede wszystkim plemiennie. W drugiej dekadzie XXI wieku wybuchła tam rewolucja, która obaliła rządzącego od zjednoczenia prezydenta, a potem przerodziła się w wojnę domową.

Siłą numer jeden okazują się w niej Huti, czyli marginalizowaniu po zjednoczeniu zajdyci, zorganizowani politycznie wokół religii i wspierani przez braci w wierze z Iranu. Walczą oni przeciw wpływom sunnickich i radykalnych religijnie Saudów i osiągają spore sukcesy, kontrolując terytorium z większością mieszkańców Jemenu. Na pierwszy rzut oka wyglądają jak bliskowschodnia zbieranina ludzi z brodami, kałasznikowami i klapkami na nogach. Dzięki połączeniu wiary, sprawnej organizacji i bazy w ciężko dostępnych górach mogli jednak rzucić wyzwanie większej Arabii Saudyjskiej oraz Amerykanom, którzy rok temu ich bombardowali. Dziś zaś potencjalnie blokują jedno z wąskich gardeł światowej gospodarki.

Tomasz Leszkowicz

----- Reklama -----

POLONER 950 X 300

----- Reklama -----

POLONER 950 X 300

----- Reklama -----

SOBCZAK MEDICARE 2026 300 X 600 wersja 1

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor