„...lecz bez słów się śpiewa” (B. Leśmian, Rozmowa)
Niezwykła powieść, raczej miniatura, która dzieje się w spojrzeniach, niedomówieniach, gestach. Jest skonstruowana niczym film zmontowany z różnych punktów widzenia, w którym niewiele się mówi, ale mnóstwo się dzieje, gdy postaci szukają wzroku drugiego, albo też znajdują się twarzą w twarz. Brak rozbudowanych dialogów czy monologizowania ponad miarę, skupia uwagę na tym, co intymne. Tekst Chetny Maroo, Western Lane - który przełożyła Olga Dziedzic, idealnie wpisuje się w ten unikalny nurt literatury dotykający tego, co trudne, a czasem niemożliwe, do wypowiedzenia. Robi to niezwykle delikatnie, nieomalże ulotnie, kreując narrację spojrzeń, zdawkowych zdań w niemożności werbalizacji tego, co ważne, a co wymyka się we wzajemnym byciu.
„Zapytała nieśmiało, jak się miewa. Odparł, że dobrze, i spytał o to samo. Też dobrze, pomimo wszystko. Wygładziła fałdy swojego sari. Zerkała co rusz na stół, czekając aż ktoś jej zaproponuje, żeby usiadła. - Piliśmy herbatę – wyjaśnił tata”.(s.91)
W powieści niewiele się dzieje. Całość można by streścić w paru zdaniach: umiera matka, trzy nastoletnie dziewczynki zostają z ojcem, który słabo radzi sobie ze stratą, tak zresztą jak i jego córki. Western Lane to klub squasha, w którym wszystkie trzy intensywnie trenują, ale najlepsza jest najmłodsza Gopi, która spotyka tam Geda, z którym zaczyna ją łączyć coś więcej, aniżeli tylko sportowa pasja. Przygotowują się do zawodów. Gopi zostaje zaadoptowana przez wujostwo i przenosi się do innego miasta. Rzecz dzieje się w Anglii w środowisku indyjskich emigrantów – to rzecz jasna tylko osnowa dla skomplikowanych relacji między córkami, ojcem, jego bratem, Gedem i innymi trenującymi w Western Lane. Skomplikowanymi nie tylko poprzez śmierć matki, która kompletnie zmieniła dynamikę ich życia, ale też przez uwikłania w kulturowe stereotypy, których pilnuje ciotka i które ciągle dominują w ich codziennym funkcjonowaniu:
„Nie jesteśmy Khanami – wyszeptała. Tata podszedł do ławki i pochylił się, żeby schować notes do torby. - Jesteśmy braćmi – powiedział. - Hindusi i Pakistańczycy. Mona nic nie odrzekła. Na jej twarzy malowała się wrogość, której nie trzeba było ubierać w słowa”. (s. 23)
Siostry głównie mówią po angielsku, ale uczą się też gudźarati, języka ich matki, w którym była biegła i który znała lepiej niż angielski, dlatego często pewne niewypowiedziane niuanse językowe zastępowała gestem, dotykiem, wyrazem twarzy. Poczucie pustki jest obezwładniające i stanowi oś świata przedstawionego. Wszystko, co dzieje się w tekście jest zdeterminowane przez nieodwracalność śmierci.
Jednocześnie, przenikające się wzajemnie bliskie relacje siostrami, bardziej formalne i zapośredniczone więzi z ojcem, pierwsze zauroczenia, super istotne sportowe wyzwania – tworzą gęstą sieć wydarzeń kierowanych przez życiowe, codzienne konieczności.
Te wydarzenia, w szczególności zamykający powieść turniej squasha w Durham i Cleveland stwarzają rzeczywistość wykraczającą poza śmierć matki. Gopi w ulotny, nieomalże niezauważalny sposób, zdaje się dostrzegać siebie i swoje życie – staje się sobą.
Przez dziwny przypadek, idealnie proces ten poetyzuje fragment wiersza Leśmiana:
A już świat się rozwidnia i wiem, co świat znaczy.
Nie przeszkadzaj mi wiedzieć! Milcz, dopóki drzewa
Szumią, dopóki pachnie jałowiec i mięta!
Milcz! Nie mówi się prawdy, lecz bez słów się śpiewa.
Kłamie ten, co zna słowa, a nut nie pamięta.
Delikatność świata przedstawionego, jaką stworzyła Chetna Maroo jest czymś nadzwyczajnym i wynika z jej sposobu postrzegania głównych postaci powieści z wielu perspektyw. Nie ma tam brutalnej przemocy czy okrucieństwa, jest natomiast swoista zależność uczuciowa zanurzona w powiewie trudnej do zniesienia straty:
„Twarz siostry znajdowała się tuż obok, jej głos zabrzmiał dziwnie; dotarło do mnie, że się zaraz rozpłacze, dlatego że ja też płakałam i to wcale nie cicho – szlochałam na cały głos, ramiona mi drżały, a wszystko było jakby w wodzie. Miałam mokre dłonie, policzki i usta. Khush objęła mnie za ramiona, płakałam dalej, czując, że ten płacz bierze się z jakiegoś przepastnego miejsca, które się we mnie otwarło”.
Jeszcze lepiej widać tę delikatność w budowaniu atmosfery niedopowiedzenia, czy raczej niedookreślenia, w postaci ojca, który zmaga się ze sobą, będąc jednocześnie niezdolny do wyartykułowania swego uwikłania w niemocy istnienia:
„To, o czym się rozmawia, nie zawsze ma znaczenie. (...) Dobrze mieć kogoś, z kim można porozmawiać. (...) Wiedziałam jednak, że tata nic nikomu nie powie, ponieważ był zupełnie samotny."
Chetna Maroo mieszka w Londynie, urodziła się w Kenii, a rodzice są z Indii. Taka biografia z całą pewnością, przy wszystkich kulturowych nawarstwieniach i splątaniach, pozwala dostrzegać w otaczającej rzeczywistości rzeczy, sprawy i ludzi inaczej, niż wszyscy i Western Lane idealnie wpisuje się w ten subtelny, wyrafinowany sposób patrzenia na świat, z wielu różnych perspektyw.
Western Lane, Chetna Maroo, przeł. Olga Dziedzic, wyd. Cyranka, 2024, s. 160.
Zbyszek Kruczalak
www.domksiazki.com