----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

29 czerwca 2026

Udostępnij znajomym:

Stany Zjednoczone świętują swoje 250 urodziny – tyle lat mija bowiem od ogłoszenia 4 lipca 1776 r. Deklaracji Niepodległości, jednego z najważniejszych dokumentów w historii USA i symboli amerykańskich aspiracji politycznych i filozoficznych.

Trzynaście kolonii, które stworzyły Stany Zjednoczone, rozciągały się na wybrzeżu Atlantyku i były jednym z najważniejszych przyczółków Anglii, a od początku XVIII w. Wielkiej Brytanii, na kontynencie amerykańskim. Chociaż początki kolonizacji widzieć można już w latach osiemdziesiątych XVI w. – chodzi o zaginioną kolonię Roanoke u wybrzeży Karoliny Północnej – to za początek trwałej obecności uznać należy 1607 r. i utworzenie Jamestown w Wirginii. Nowy Świat przyciągał nie tylko ludzi szukających przygód i niespokojnych duchów, ale także mniejszości religijne, w tym m.in. źle widzianych w Anglii purytan, czyli radykalnych protestantów i pielgrzymów z „Mayflower”, na cześć których obchodzone jest Święto Dziękczynienia. Anglicy mocno osadzili się na wybrzeżu atlantyckim, wygrywając m.in. rywalizację z Holandią, która w rejonie rzeki Connecticut stworzyła własną kolonię, której częścią było miasto Nowy Amsterdam, czyli dzisiejszy Nowy Jork. Już na tamtym etapie rozwoju doszło do zróżnicowania społeczno-gospodarczego kolonii. Północ z Nową Anglią miała charakter miejski i handlowo-przemysłowy. Południe, a więc Wirginia, Georgia i obydwie Karoliny były zasiedlane przez angielską szlachtę, która rozwijała wielką własność rolną i na masową skalę wykorzystywała niewolniczą siłę roboczą, sprowadzaną z Afryki. Ziemię osadnicy wydzierali w różny sposób rdzennym mieszkańcom kontynentu amerykańskiego.

Brytyjczycy wykorzystywali kolonie amerykańskie do budowy własnej potęgi, zwłaszcza gospodarczej. Tereny za oceanem były źródłem surowców – cennych dla niewielkiej Anglii – i jednocześnie miejscem zbytu towarów przemysłowych wytwarzanych w coraz bardziej rozwijającej się metropolii. Stąd m.in. polityka centrum, która sprzeciwiała się rozwojowi w Ameryce manufaktur, czyli wczesnej formy fabryk wytwarzających na szerszą skalę wyroby przemysłowe. Już w XVIII stuleciu, gdy kolonie zamieszkiwały ponad dwa miliony ludzi, problemem było sprowadzanie towarów z Europy, trwało to bowiem długo i było niewygodne.

Rola kolonii była coraz ważniejsza, co pokazała wojna siedmioletnia z lat 1756-1763, która toczyła się przede wszystkim w Europie między Prusami i koalicją państw europejskich, ale miała też swój aspekt ogólnoświatowy. Polem bitwy stała się Ameryka Północna, gdzie Brytyjczycy (sojusznicy Prusaków) walczyli z Francuzami zajmującymi Kanadę i ogromne obszary dzisiejszego środkowego zachodu, od Wielkich Jezior po ujście Missisipi. Koloniści walczyli ramię w ramię z regularną armią, przyczyniając się do sukcesu, jakim było przejęcie Kanady przez Wielką Brytanię.

Równocześnie jednak konflikt z Koroną narastał, kolonie były bowiem coraz mocniej eksploatowane, nie zyskując przy tym praw. Na mieszkańców amerykańskich terytoriów nakładano nowe podatki (takie jak opłata stemplowa z 1765 r.), jednocześnie nie włączając kolonistów w system parlamentarny, rozwinięty w wyniku tzw. Chwalebnej Rewolucji angielskiej z lat osiemdziesiątych XVII w. Hasło-protest „no taxation without representation” stało się jednym z fundamentów buntu kolonii. Od lat siedemdziesiątych XVIII w. konflikt wokół niesprawiedliwego traktowania, m.in. przy pomocy ceł szkodzących kolonialnym przedsiębiorcom, coraz bardziej narastał. Jego centrum stał się Boston, w którym w 1770 r. doszło do masakry protestujących przez wojsko, a trzy lata później doszło do tzw. picia herbaty, a więc wyrzucenia do morza niesprawiedliwie sprowadzanego towaru.

Od 1774 r. w Filadelfii obradował I Kongres Kontynentalny, a więc ciało łączące reprezentantów trzynastu kolonii protestujących przeciwko tyranii Brytyjczyków. To właśnie na bazie polityki króla Jerzego III doszło do buntu kolonistów, którzy poczuli się potraktowani w sposób niesprawiedliwy, niezgodny z ideami prawa, które obowiązywały w Zjednoczonym Królestwie. W kwietniu 1775 r. pod Lexington w Massachusetts doszło do pierwszego starcia wojsk kolonistów z armią brytyjską.

W takich okolicznościach 4 lipca 1776 r. Kongres Kontynentalny uchwalił Deklarację Niepodległości, która ogłaszała powstanie nowego tworu państwowego w opozycji wobec Brytyjczyków. Słynne stała się myśl z drugiego akapitu dokumentu, wyrażająca filozoficzno-polityczne źródła rewolucji amerykańskiej: „Uważamy prawdy te za samooczywiste, iż wszyscy ludzie stworzeni są równymi, że obdarzeni są przez Stwórcę niezaprzeczalnymi i niezbywalnymi prawami, a między tymi są owe do życia, wolności oraz dążności do szczęścia. Ażeby umocować te prawa, rządy są ustanawiane pośród ludzi, czerpiąc swoje słuszne umocowania z przyzwolenia rządzonych, a kiedykolwiek rządu jakiegoś forma staje się niszczycielska dla tych celów, ludzi jest prawem formę owa przekształcić, bądź też obalić i ustanowić nowy ustrój”. W słowach tych mowa zarówno o ideałach (równość, wolność, prawo do szczęścia) jak i zasadzie, że wobec nierespektującej ich władzy można się zbuntować.

Chociaż wiemy, że idee Deklaracji były spełniane bardzo długo – ideałowi równości przeczyło choćby niewolnictwo i brak praw politycznych kobiet – i dziś też nie zawsze są realizowane, stały się one niezaprzeczalnym fundamentem, na którym zbudowano Stany Zjednoczone. Zbliżający się jubileusz jest dobrą okazją, by o tym przypomnieć.

Tomasz Leszkowicz

----- Reklama -----

POLONEZ 950 X 300

----- Reklama -----

POLONEZ 950 X 300

----- Reklama -----

Dorota Zielinski

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor