----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

11 sierpnia 2026

Udostępnij znajomym:

„Wszystkie te świry – w wśród nich ja, powoli zdrowiejący z każdym dniem. Nigdy nie sądziłem, nigdy choćby przez ułamek sekundy nie wyobrażałem sobie, że może istnieć miejsce dla takich jak my” (s. 119)

Jeśli ktoś podejrzewa, że może to być test religijny, może doznać pewnego zwątpienia w zawirowaniu znaczeń, co nie oznacza rozczarowania, a raczej wskazuje na istotność kategorii wątpienia.

Nie jest to oczywiście w żaden sposób zmaganie się z ikoną myślenia krytycznego, którego istota kryje się w kultowym stwierdzeniu; dupito ergo sum, a raczej próba wskazania, że nie zawsze i nie do końca jesteśmy skazami na przemierzanie drogi nie tyle rzadziej wędrownej, co prowadzącej ku zatraceniu.

Syn Jezusa to tytuł zbioru 11 miniatur i ten termin idealnie wpisuje się w opis tych tekstów. Ta niebywała istotność koncentracji w niezwykle zwartych, skondensowanych opowiadaniach może przyprawiać nie tyle o lęk, co drżenie z nadmiaru w miniaturze. Już w „Wypadku autostopowicza”, pierwszym studium dotykającym sensu życia w banalności śmierci widzimy, że te parę stron opisuje wydarzenia, które mogłyby służyć za osnowę sporej powieści. Narrator nie tylko ma dar przewidywania, czy raczej przeczuwania przyszłości w stanach narkotycznego odurzenia, ale zbiegiem absolutnej przypadkowości zostaje wciągnięty w bieg wydarzeń, które niosą ze sobą namacalne, bezpośrednie doświadczenie obcowania ze śmiercią. Zatrważająca banalność opisanego zdarzenia (narrator, z całą pewnością alter ego pisarza, uczestniczy w tragicznym wypadku samochodowym) przeradza się coś, co balansuje na granicy narkotycznego haju w oparach śmierci:

„Krew pieniła mu się na ustach przy każdym oddechu. A tych niewiele mu zostało. Ja o tym wiedziałem, a on nie. I pojąłem, jak bezdennie żałosne jest ludzkie życie na tym świecie. Nie chodzi mi o to, że wszyscy umrzemy. Nie chodzi o to, że on nie mógł mi powiedzieć, o czym śni, a ja nie mogłem mu wyjaśnić, co się dzieje naprawdę”.

Niezwykła w swej trywialnej bezwzględności jest konkluzja tego opowiadania:

„Padało. Pochylały się ku nam gigantyczne paprocie. Las dryfował w dół wzgórza. Usłyszałem potok szemrzący wśród skał. A wy, śmieszni ludzie, oczekujecie, że wam pomogę”. (s. 13, 15)

Wszystkie 11 miniatur to „obrazki” świata zaćpanego (autor był sam głęboko uzależniony od mocnych środków psychoaktywnych, w tym głównie od heroiny), w którym odurzenie jest stanem permanentnym. Narrator, zwany Pojebem (Fuckhead) jest albo w drodze ku czemuś, albo raczej ku niczemu. Spotyka podobnych sobie, głównie zresztą mężczyzn, kobiety są w tym świecie głównie akcydentalnym materiałem seksualnym – owe spotkania służą temu, by móc znów się naćpać i odlecieć w inne rejony urojeń.

Śmierć w tych wydarzeniach jest czymś zupełnie codziennym, niebudzącym większych emocji. Schodzi się w tym świecie, a raczej z tego świata „jak gdyby nigdy nic”, co widać jasno, aczkolwiek raczej nie w zachwyceniu, między innymi w opowiadaniu Dundun:

„Zawieziesz go do szpitala? - Spoko – odpowiedziałem. - Jadę z wami – oznajmił Dundun. Zostało ci jakieś opium? - spytałem. Nie – odpowiedział. - To był prezent urodzinowy. Wszystko wypaliłem. […] Ale McInnes nic nie odpowiedział. Bo nie żył. Dundun spojrzał na mnie ze łzami w oczach; - Co ty na to? - Jak to, co ja na to? Czy ja ci wyglądam na eksperta od takich sytuacji?  - On nie żyje. - Przecież widzę. Wiem, że nie żyje. - Wyrzuć go z samochodu. - No proste, że go wyrzucę – oświadczyłem. - Nie mam zamiaru nigdzie go teraz wieźć”. (s. 40, 42)

„Poznajemy młodocianych przestępców szukających wciąż nowych i mocniejszych bodźców. Ich bezsensowne losy zapętlone wokół knajpy Vine, drogi Old Highway, dilerskich melin i wściekłych, zdradzanych żon zupełnie nieoczekiwanie wystukują wspólny rytm pozwalający zasmakować w absurdzie marginalnej (każdej!) egzystencji zmierzającej ku cichej śmierci”. (za: Czytelnia osobista)

Pewnym zamknięciem w skondensowaniu wszystkiego, co było istotne w poprzednich 10 historiach, jest opowiadanie 11, czyli Beverly Home. Beverly Home to dom starców w którym pracuje, o dziwo na etacie, Fuckhead i co jeszcze dziwniejsze, jest w jakiś niewytłumaczalny sposób z tej pracy zadowolony. Jest to jednakże tylko jeden z aspektów zagęszczenie sensów tego tekstu. Narrator bowiem jest tam też podglądaczem i miłośnikiem niezwykłych kobiet, z którymi ma seks. Podgląda nie w domu starców, ale w pobliżu przystanku autobusowego i podgląda przez okno małżeństwo mennonitów, zafascynowany ciszą ich relacji. Ta miniaturowa wyprawa w życie ludzi tak drastycznie innych od jego sposobu przeżywania każdego dnia, jest czymś tak dla niego odurzającym jak narkotyki. Ale jest też w tym niezwykle krótkim tekście seks z karlicą:

„Z medycznego punktu widzenia byłą karlicą. Ale nie to przyciągało wzrok jako pierwsze. Miała olbrzymie śródziemnomorskie oczy – dymne, tajemnicze i zwiastujące nieszczęście” (s. 107), a także erotyczne zauroczenie kaleką:

„We wczesnym dzieciństwie przeszła zapalenie mózgu – zapadła w śpiączkę. Odłączyło jej połowę ciała. Lewą rękę miała prawie bezwładną”. (s. 117) Jest tam też o spotkaniach w grupach AA w piwnicach kościoła episkopalnego, gdzie niejaki Chris „totalnie sam i totalnie sfazowany”, w pewnym momencie zapytał:

„Zdarzyło się wam włóczyć pośród zasłoniętych okien, jakby z wózkiem pełnym grzechów, i myśleć sobie: za tymi oknami, tymi zasłonami ludzie wiodą normalne, szczęśliwe życie?”. (s. 112)

Syn Jezusa to metafora, która nie ma nic wspólnego z nośną i literacko wykorzystaną spiskową teorią dziejów, mówiącą o potomkach Jezusa, jakkolwiek tytuł ma literackie konotacje, w które wprowadza nas motto tego zbioru:

/Cytat z piosenki „Heroin” The Velvet Underground, który otwiera książkę Johnsona wprowadza tytułową figurę syna Jezusa: „When I’m rushing on my run / And I feel just like Jesus’ son”. Takim niechcianym i wstydliwym synem był w goniącej Ameryce lat 60/70. autor cytowanego fragmentu – Lou Reed, któremu można by przypisać nieformalny patronat nad zastępem bohaterów z opowiadań Denisa Johnsona: ćpunom, wagabundom, wykolejeńcom/ (za: czytelnia osobista)

Syn Jezusa, Denis Johnson, przekład Szymon Żuchowski, wyd. Karakter, 2024, s. 119.

Zbyszek Kruczalak
www.domksiazki.com

----- Reklama -----

POLONEZ 950 X 300

----- Reklama -----

POLONEZ 950 X 300

----- Reklama -----

Dorota Zielinski

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor