Gdy w 1945 r. w Europie i Azji kończyła się II wojna światowa – najtragiczniejszy konflikt zbrojny w dotychczasowej historii świata – ludzkość miała nadzieję na trwały pokój. Do wybuchu nowej wojny o takim zasięgu nie doszło, ale na kolejne dziesięciolecia świat pogrążył się w napięciu na niespotykaną do tej pory skalę.
Wszystko zaczęło się w 1946 r., już rok po zakończeniu działań wojennych przeciwko hitlerowskim Niemcom i Japonii. Świadomość nowego konfliktu przyszła bardzo szybko. Symbolem stała się mowa Winstona Churchilla w Fulton w Missouri, wygłoszona 5 marca 1946 r. Ówczesny były już premier brytyjskiego rządu – chociaż przeprowadził swój naród przez grozę wojny, sami wyborcy tuż po zakończeniu walk w wyborach pozbawili go władzy – wizytując miejscowy college mówił o sytuacji w Europie. Padły wówczas słynne słowa: „Od Szczecina nad Bałtykiem do Triestu nad Morzem Adriatyckim zapadła żelazna kurtyna dzieląc nasz kontynent. Poza tą linią pozostały stolice tego, co dawniej było Europą Środkową i Wschodnią”. Metafora „żelaznej kurtyny” od tej pory stała się jednym z najważniejszych pojęć opisujących sytuację polityczną w Europie i na świecie oraz punktem odniesienia aż do 1989 r. i upadku komunistycznych reżimów w tej części Starego Kontynentu w ramach tzw. Jesieni Narodów.
Niecałe dwa tygodnie wcześniej miało miejsce inne wydarzenie, które odcisnęło niemniejszy wpływ na przebieg zimnowojennej rywalizacji. 22 lutego 1946 r. George Kennan, pracownik amerykańskiej ambasady w Moskwie i doświadczony znawca ZSRR, wysłał kanałami dyplomatycznymi do Waszyngtonu tzw. długi telegram. Ta licząca ponad pięć tysięcy słów depesza była dogłębną analizą polityki Stalina i jej uwarunkowań. Dyplomata zwracał uwagę na paranoiczne tendencje Sowietów do ciągłego strachu przed zagrożeniem, ich przywiązanie do polityki siły i braku ustępstw oraz rolę ideologii marksizmu-leninizmu w imperialistycznych zapędach. Konkluzją Kennana było stwierdzenie, że Związek Radziecki jest na kursie kolizyjnym z Zachodem i będzie dążył do konfrontacji z nim, odpowiedzią powinno być zaś zdecydowany opór wobec zakusów Stalina ze strony USA i jego sojuszników. W lipcu 1947 r. rozbudowana wersja długiego telegramu ukazała się we wpływowym „Foreign Affairs” jako anonimowy artykuł zatytułowany „The Sources of Soviet Conduct”.
Czy do zimnej wojny musiało dojść? Determinizm wydarzeń historycznych jest zawsze dyskusyjny, sytuacja z końca II wojny światowej w bardzo wyraźny sposób wpływała jednak na to, co wydarzy się już kilka lat po jej zakończeniu. W czasie wielkiego konfliktu z Hitlerem alianci zachodni – Amerykanie i Brytyjczycy – nawiązali owocną współpracę ze Związkiem Radzieckim, opierającą się na wspólnym powstrzymywaniu i niszczeniu nazizmu. Sowieci wiązali zdecydowaną większość sił III Rzeszy na froncie wschodnim i spychali armie Hitlera, Anglosasi bombardowaniami niszczyli niemieckie zaplecze, poprzez program Lend-Lease realizowany przez Amerykanów zaopatrywali całą wojnę swoją potęgą przemysłową i w końcu wyzwolili zachodnią Europę. Współpraca ta, zwłaszcza w perspektywie amerykańskiego prezydenta Roosevelta, miała zaowocować nowym porządkiem świata, w którym dwa główne mocarstwa, czyli USA i ZSRR, miały zgodnie zarządzać pokojem i rozwiązywać problemy m.in. przy użyciu powołanej w 1945 r. Organizacji Narodów Zjednoczonych.
Franklin Delano Roosevelt był jednocześnie idealistą i cynikiem, dopóki jednak żył, to współpraca ze Stalinem układała się pomyślnie. Jednak 12 kwietnia 1945 r., po trwającej wiele lat chorobie czterokrotny prezydent zmarł, a jego miejsce w Białym Domu zajął wiceprezydent Harry Truman. Nie był on dotychczas aktywnym kreatorem polityki międzynarodowej, co pozwoliło mu zmienić stosunek do Sowietów na bardziej asertywny. Jednym z pierwszych kroków do tego było zrzucenie bomby atomowej na Hiroszimę i Nagasaki – komunikując Stalinowi fakt posiadania tak potężnej broni Truman starał się go przywołać do porządku.
Problem w tym, że radziecki generalissimus też miał swoje priorytety polityczne. Oczywiście, zakładał on, że pierwsze lata po wojnie muszą być spokojniejsze, gdyż ZSRR potrzebuje czasu na regenerację po okrutnych stratach wojennych. Czasu trzeba było też na strawienie zdobyczy, jaką było uchwycenie strefy wpływów w Europie Środkowo-Wschodniej. Jednocześnie Stalin miał ambicje, by przejmować kontrolę nad nowymi terenami, zabezpieczając w ten sposób własną pozycję. Podstawowym problemem były Niemcy, podzielone na strefy okupacyjne. Wolą radzieckiego dyktatora było uchwycenie tego państwa jako całości, z jego ogromnym potencjałem gospodarczym i centralnym położeniem na Starym Kontynencie. Dążył też do przejęcia kontroli nad cieśninami tureckimi i wyjściem na Morze Śródziemne, a także rozpychał się na Środkowym Wschodzie.
W tej sytuacji Truman postawił na politykę powstrzymywania – tę, którą doradzał George Kennan w długim telegramie. Amerykański opór powstrzymał zapędy Stalina, czego symbolem stał się pierwszy kryzys berliński w latach 1948-1949. Sowieci mogli zablokować niemiecką stolicę, zdecydowanie Amerykanów doprowadziło jednak do otwarcia mostu powietrznego i wytrwania zachodniej strefy. Od tej pory przez kolejne cztery dziesięciolecia dwa supermocarstwa w ten sposób siłowały się, trzymając w zanadrzu broń atomową, która w każdej chwili mogła doprowadzić do zagłady świata. „Zimna” wojna mogła w każdym momencie przekształcić się w „gorącą”, do czego na szczęście nie doszło.
Tomasz Leszkowicz