----- Reklama -----

Luxahaus Beyond

(773) 205-0303

Zaloguj się
Subskrybuj

05 sierpnia 2022

Udostępnij znajomym:

czyli krótka refleksja o polskim środowisku emigracyjnym w rozmowie Anny Czerwińskiej z autorką scenariusza filmowego - Martiną Reese i odtwórcą głównej roli – Marcinem Kowalikiem.

Amerykański film pełnometrażowy
Reżyseria: Martina Reese
Scenariusz: Martina Reese
W rolach głównych: Martina Reese (Abigail Gordon), Marcin Kowalik (Krzysztof Rzeczycki)
W pozostałych rolach: Dina Monaco Boland, Hanah Chang, Olimpia Kukuła, Marzena Rogalska, Denise Smolarek, Megan Styrna, Nina Williams, Jacek Adamski, Przemysław Bosak, Kevin Bry, Stanley Coelho, Willow James, Daniel Mcneill, Andre Robinson, Tony Robinson, Stanisław Witek

Film obejrzałam trzy tygodnie temu. Na popandemicznej premierze z kawałkiem czerwonego dywanu i filmową ścianką do zdjęć. Komercja wszechobecna, ale tym razem z miłym wydźwiękiem. Pokaz ekranizacji scenariusza Martiny Reese był podziękowaniem wszystkim, którzy przyczynili się do powstania filmu, zrealizowanego w pandemii.

Krótki czas tworzenia obrazów do dalszej obróbki wystarczył, by coś w nas poruszyć, zmusić do zastanowienia się nad sytuacją imigranta w nowym kraju, nowej rzeczywistości, nowym życiu.

To obraz historii emigracyjno-imigracyjnej każdego z nas, opowiedzianej ze współczuciem i szacunkiem.

Przed dwunastu laty Martina Reese odkryła w sobie pasję do tworzenia filmów krótkometrażowych nie tylko jako reżyserka, ale często i scenarzystka.

Jej niskobudżetowe filmy są grane głównie przez przyjaciół, członków rodziny, znajomych, rzadziej profesjonalnych aktorów. Tworzy filmy eksperymentalne, inkluzywne, opowiadające niekonwencjonalnie o ludziach, ich radościach, dramatach, ułomnościach, pasjach, rozczarowaniach, o życiu i jego kolorycie nie zawsze tęczowym.

92

Anna Czerwińska: Podejrzewam, iż najtrudniejsza do pokazania w krótkim czasie jest meandryczność człowieka. Pani udaje się to. Dowodem jest między innymi film „Pity”, nagrodzony na German United Film Festiwal w roku 2018 rok i zauważony wśród tysięcy na Malta Film Festiwal rok później. Gratuluję!

Martina Reese: Mój film krótkometrażowy „Pity” z 2017 roku porusza wiele tematów, które dotyczą „Exile”. Lubię pisać historie o osobach z różnych środowisk, których życia chwilowo przecinają się z powodu nieoczekiwanych okoliczności. Ciekawią mnie też napięcia i humor, które towarzyszą tym skrzyżowaniom.

A.Cz: Film „Exile” o sytuacji polskich emigrantów, jest Pani drugim dziełem pełnometrażowym, po komedio-horrorze „Zombie”. Spora rozbieżność tematyczna. Z czego to wynika i skąd zainteresowanie emigrantami, szczególnie polskim środowiskiem?

M.R.: Chociaż „Zombie” kwalifikuje się jako niskobudżetowy horror z elementami czarnej komedii, to tak naprawdę jest psychologicznym studium młodej kobiety, która czuje się odizolowana i bezbronna w świecie i jak wzywa odwagę, by stawić czoła swoim lękom. Tak więc znowu - niektóre z tych tematów pojawiają się w „Exile”, może nie bezpośrednio, ale pośrednio.

A.Cz.: Rozumiem, że scenariusz do „Exile” jest wynikiem doświadczeń, obserwacji i rozmów z obcokrajowcami.

M.R.: Inspiracją do powstania filmu była moja przyjaźń z Joanną Belon, Polką, która przez wiele lat mieszkała w Chicago i która, tak jak ja, miała zapał i motywację do robienia filmów krótkometrażowych. Czułam się zaszczycona, że mogłam uczestniczyć w jej życiu, mimo że nie mówię po polsku, a ona była skrępowana swoim angielskim. Jedną rzeczą, która mnie zaskoczyła i zdziwiła, było to, że jej cały krąg społeczny, wszyscy znajomi, oprócz mnie, zamykał się wśród polskich emigrantów… Pozostali bohaterowie filmu, niektórzy z nich to imigranci, konfrontują się z sytuacjami, które oparłam na własnych bezpośrednich obserwacjach, badaniach i rozmowach.

93

A.Cz.: Przyznam, że zdziwił mnie tytuł filmu „Exile” („Wygnanie”)…

M.R.: Bohater, Krzysztof Rzeczycki, nie czuje się zbyt swobodnie ani w Chicago, ani w Polsce. Wie, że kiedyś wróci do Polski, ale ciągle odkłada termin powrotu. Żyje w pewnej specyficznej otchłani, która choć jest tymczasowa, zajmuje mu lata życia.

A.Cz.: W wielopoziomowym scenariuszu stara się Pani przedstawić sytuację różnych nacji, pojawiających się w tym kraju i ich trudności adaptacyjne. Czuję, że w Pani filmie jest jakaś informacja do widza, ale dosyć zawoalowana. Czy mam rację?

M.R.: Chciałam napisać historię o odrębnych osobach, które są ułomne i zabawne, a nie ogólnikowe stwierdzenie czy polemikę na temat polityki imigracyjnej.

A.Cz.: Nie, nie, mnie nie chodziło o politykę imigracyjną, wszak nie nam to rozstrzygać. Odnoszę wrażenie, że życie nowoprzybyłego emigranta, w kraju stworzonym przez emigrantów z całego świata, nie jest łatwe. Często brak im punktu zaczepienia z tysiąca powodów. Szuka się wówczas kontaktu z kimś „od siebie”. A później trudno jest wyjść ze swojego środowiska i pogłębiają się kłopoty z przearanżowaniem swojego życia, zaakceptowaniem innej kultury. Czy tak to postrzega również główny bohater filmowy, Krzysztof, w którego wcielił się Marcin Kowalik?

Marcin Kowalik: Wydaje mi się, że czasy, w których wyemigrował Krzysztof Rzeczycki – bohater, w którego wcielam się w filmie - są już trochę odlegle, i świat oraz realia postrzegane przez niego są inne od naszych współczesnych czasów. On nie chce nic zmieniać w swoim życiu, bo przecież jest w Chicago tylko przez krótki czas. Nawet nie wie, kiedy krótki czas zamienia się w lata. Nie ma uregulowanego statusu pobytowego, więc jest w pewnym sensie zniewolonym sytuacją. Ale wiesz co, jest to pewnego rodzaju podświadome „wygnanie” ze swojego poukładanego życia w poszukiwaniu siebie i dowartościowania.  Jest to jakaś forma zamknięcia w balonie, który chciałoby się przekłuć, ale co dalej…. I tkwi w tęsknocie i beznadziei, chociaż ma grono znajomych, przyjaciół…

A. Cz.: Zagrałeś swoją debiutancką rolę bardzo naturalnie, człowieka spokojnego, wyciszonego, realnie podchodzącego do wielu sytuacji, w pełni je akceptując. Krzysztof z „Exile”, aktor z Polski, przyjechał do Stanów na chwilę, został przez lata… I na tym skończymy opowieść o filmie. Nie zdradzajmy więcej szczegółów… To trzeba zobaczyć… Jak odbierasz swój debiut filmowy, bo z polonijną sceną teatralną jesteś związany od kilku lat.

M.K.: To świetne doświadczenie. I strach, czy dam radę. Spotkałem fantastycznych ludzi, którzy pracowali wspólnie z zaangażowaniem, nie narzekając na trudności czy długie godziny na planie, bo czasu było mało. No i filmowa Abigail, czyli reżyserka filmu, która w ostatniej chwili wciela się w tę rolę. Sytuacja ją zmusiła do zmiany decyzji, a konkretnie związki zawodowe aktorów i ich przepisy, ustalenia, nie wiem. Martina dała nam wszystkim radość grania w filmie, zadbała o nasz spokój i bezpieczeństwo. Ona po prostu lubi ludzi…

94

A.Cz.: Myślę, że każdy widz, obecny na premierze filmu, został skonfrontowany ze swoimi doświadczeniami, które w metaforyczny sposób zaczęły się obrazować. Ekranowo spotykamy się też z rodakami bardziej impulsywnymi, czasem nawet zaskakującymi.  W ich rolach pojawili się: Jacek Adamski, Przemysław Bosak, Stanisław Witek. Czy to miała być przeciwwaga twojego spokoju i pełnej uroku i dobrych fluidów pracodawczyni?

M.K.: Takie było środowisko, w jakim się obracał. Fajne, wyluzowane, roześmiane. Każdy z nich musiał jakoś odreagować na samotność. Krzysztof też. W Chicago był innym człowiekiem, jego aktorstwo nie sprawdziło się. Tożsamość płata figle, więc nie ma odpowiedzi na pytanie - kim byłem i kim jestem. Co mam z tym zrobić… Życie. 

M.R.: Uważam, że filmy o klasie, rasie i pochodzeniu etnicznym mogą być problematyczne, jeśli są protekcjonalne do swoich tematów. Jednym ze sposobów, w jaki może się to stać, jest stworzenie grupy uciskanych „modelowych imigrantów”, wszystkich cnotliwych i dobrze wychowanych. Chciałam pokazać słabości i wady wszystkich w tej historii. To czyni ich interesującymi do oglądania.

Nie wiemy jeszcze, kiedy i gdzie będzie można obejrzeć „Exile”. Dystrybucja niskobudżetowych produkcji odbywa się na innych zasadach, aniżeli filmy dużych wytwórni.

"Exile” nie jest filmem konfrontacyjnym, nie ma w nim agresji ani oskarżeń. To dobry materiał do przemyśleń, dyskusji, samooceny w zaciszu własnego umysłu. Zapraszam do obejrzenia filmu, najlepiej w gronie znajomych i przyjaciół. Zapewniam, iż późniejsza dyskusja przy lampce wina będzie ciekawa i burzliwa, bo film niesie wiele tematów do „przegadania”, wspólnej bądź samodzielnej analizy sytuacji, w jakiej się znajdujemy i jak nas postrzegają mieszkańcy tego kraju.

Rozmawiała Anna Czerwińska

----- Reklama -----

VL TRUCKING

----- Reklama -----

Obamacare po polsku 300 x 600

----- Reklama -----