----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----
Zbyszek Kruczalak

Zbyszek Kruczalak


www.domksiazki.com

Udostępnij znajomym:

Można by też powiedzieć, że w dwa ognie, bo wszystkiego mamy w tej zabawie po dwa:
Dwu opowiadaczy, dwa teksty i paradoksalnie - dwie zupełnie identyczne historie, a przecież kompletnie różne od siebie. Jak to możliwe i jakie to teksty:?

Powieść Nico Walkera „Świeży” i wywiad Michała Nogasia „Świeżynka”. W oryginale tytuł książki to „Cherry” – co to znaczy w slangu amerykańskim? Mamy na szczęście sporo słowników, w których z łatwością można to sprawdzić.

Tekst powieści otwierają dwa cytaty i krótka mota od autora:

/Ta książka jest utworem literackim. Te rzeczy się nie wydarzyły. Ci ludzie nie istnieli./ Jasne! Uzależniony od alkoholu, dragów i piguł główny bohater i narrator zarazem, opowiada swoją historię ćpania przed służbą w Iraku, w jej czasie i po niej, w pierwszej osobie liczby pojedynczej i mnogiej i z oczywistą oczywistością musimy uznać to za twór literacki, kompletnie fikcyjny. Nie mamy zresztą innego wyjścia, aż do mementu, gdy dotrzemy do „Podziękowań”, bo tu otwierają się nam nowe możliwości czytania tekstu głównego. W tym kończącym książkę fragmencie, w końcu integralnie przynależnym do całości, mamy dalej do czynienia z tą samą osobą, która wciągnęła nas w swą historię dragowania się zawsze i wszędzie, w szkole, w domu, na wojnie i po wojnie, w kraju i za granicą, sama i w towarzystwie. Głównym bohaterem bez imienia i nazwiska, destruującym siebie, rozwalającym życie innych, rujnującym tych, którzy go kochają. W tej postaci mamy wkomponowaną kompletną dekompozycję tego, co nazywamy układem wzajemnych powiązań, opierających się na zaufaniu, wiarygodności i przewidywalnej wzajemności. Otóż ta przewidywalność stała się czymś kompletnie wykluczonym poza nawias bycia głównego bohatera, poza jedną, jedyną rzeczą:

„Bałem się w życiu tylko jednego, że nie będę w stanie zdobyć heroiny” (s. 332). Heroina urasta w tej historii do tego, co stanowi o istocie istnienia. Bez heroiny ani rusz, zatem wyprawy po heroinę to istotna cześć życiorysu Świeżego. Często kończą się odlotem w inne rejony, ale nie zawsze, bo są też potężne zjazdy i żeby je pokonać, trzeba zdobyć kasę, a żeby ją zdobyć najlepiej obrabować bank. O dziwo, nie jest to takie trudne! Ale do pewnego momentu i o tym przełomie w wyprawach po kasę do banków, żeby zdobyć heroinę dowiadujemy się już z „Podziękowania”:

„Była jesień 2013 roku. Miałem dwadzieścia osiem lat i od jakichś dwóch i pół siedziałem w więzieniu. […] W każdym razie w końcu mnie namówił [do napisania książki]. W lutym tamtego roku zacząłem pracować nad tym kurestwem”. (s. 379/380)

Nie ma zatem wątpliwości, że mówi nam o tym ta sama osoba, która przytacza historię swego życia zawartą w przedziale od dwu mott otwierających powieść do „Podziękowań”, które ją zamykają. Wszystkie daty się zgadzają:

„Mieliśmy osiemnaście lat. Poznaliśmy się w college’u. […] Był dwa tysiące trzeci rok. Wszystko wskazywało na to, że sprawy zmierzają do końca. […] Zbliżał się rok dwa tysiące dziewiąty (…) uznałem, że też powinienem przytulić osiemdziesiątkę i poprosiłem Piksiarza, żeby odjął ją od opłaty za przechowywanie towaru. Powiedział, że spoko”. (s.25/26/264)

Nie ma tam też niczego wykraczającego poza opis totalnego uzależnienia. Wszystko służy tylko i wyłącznie opisowi procesu redukcji człowieka do ćpuna. Ta degradacja jest totalna, a nawet swoiście udramatyzowana, czy raczej przerysowana. Ostatecznie bowiem powieść zamyka się wyraźnie sugerowaną zgodą na udział w morderstwie dla kasy potrzebnej do kupienia heroiny:

„A co z tą sprawą w Bath, o której zawsze pierdoli Jeździec? Sporo hajsu do wyjęcia. – Co masz na myśli? – No wiesz, z tym kolesiem do odstrzału”. (s. 366) […] – A co z tą drugą sprawą, o której gadaliśmy? Wciąż chcesz to zrobić? – Ta. – Spoko. To może jutro/ Jutro jest okej”. (s. 377)

Nawet dwukrotny epizod iracki niewiele zmienia w tym nieustannie pogłębiającym się procesie rozpadu osobowości, czy raczej podróży po roztrzaskanym świecie:

„Dalej ginęli ludzie: pojedynczo i dwójkami, żadnych bohaterów, żadnych bitew. Nic. Byliśmy jedynie wsparciem, zwykłymi strachami na wróble; mieliśmy tylko wyglądać na zajętych, łazić wte i wewte. Drodzy w utrzymaniu, jak chuj, głupsi, niż ustawa przewiduje. (s.215) W każdym razie to wtedy ogarnąłem, że nie przyjechaliśmy tu, żeby coś robić. Nadawaliśmy się do zmasakrowania albo odjebania przez bombę, albo do codziennego marnowania czasu, ale nikt nie sądził, że możemy tak naprawdę brać udział w walce, cokolwiek miałoby to znaczyć". (s.162)

A dragi można było zawsze w Iraku, w jakiś sposób zdobyć:

„Wysłałem Royowi czek z dopiskiem: więcej oksykodonu, OxyContin też się przyda. I niech mnie chuj, jeśli nie przysłał czterech opakowań osiemdziesiątki. W tamtych czasach Roy płacił sześćdziesiąt dolców za osiemdziesiątkę. Tak sobie. Wtedy wciągałem jednak tylko dwudziestki. Dwudziestka gwarantowała mi loty, osiemdziesiątka oznaczała cztery dobre dni. Kurwa, gdyby poczta nie szła tak długo". (s.210)

Ale mamy zamykające powieść „Podziękowania”, a tam wiele informacji znacznie wykraczających poza tekst główny. Przypomnijmy:

„Była jesień 2013 roku. Miałem dwadzieścia osiem lat i od jakichś dwóch i pół siedziałem w więzieniu. […] W każdym razie w końcu mnie namówił [do napisania książki]. W lutym tamtego roku zacząłem pracować nad tym kurestwem”. (s. 379/380)

***

Świeżynka, czyli wywiad z Nico Walkerem te podziękowania rozciąga i okazuje się, że res extensa została zdominowana przez res cogitans. Rzeczy z powieści stały się przemyślane i zatraciły swój oryginalny wymiar. Już nie dekompozycja indywidualnego życia z przeciętnego studenta w nadprzeciętnego ćpuna, ale historycznie i patriotycznie przepranie mózgu młodego człowieka, który nadragowany kulom się nie kłaniał, sprawia że patrzymy na autora/narratora głównie z perspektywy jego irackiego doświadczenia wojennego, które w tekście właściwym jest drugorzędne. W tekście Świeżynki czytamy:

„W armii znalazł się jako 19-latek. – To było trzy lata po patriotycznym wzmożeniu związanym z 11 września. Żołnierze stali się wzorem do naśladowania, szli bić się za nas, za kraj, za demokratyczne wartości. Zgłosiłem się na ochotnika, chciałem pomagać innym jako ratownik medyczny. Uznałem, że armia mi pomoże, że dzięki niej stanę na nogi, odnajdę sens. Misja w Iraku była wstrząsem. – Gdy zgłaszałem się do armii, nie przypuszczałem, że trafię na wojnę. Myślałem, że służbę spędzę w bazie w Stanach, odnajdę spokój i finansową stabilizację. Szybko jednak zrozumiałem, że podlegam rozkazom, a gdybym wykazał się nieposłuszeństwem, zostałbym uznany za dezertera i skończyłbym w więzieniu. Po siedmiu miesiącach intensywnego treningu, w pełni zindoktrynowany, znalazłem się w sercu piekła.

– Najgorsze było czekanie. Siedzieliśmy zamknięci w bazie, ciągle w gotowości, w pełnym osprzęcie, w temperaturze powyżej 40 stopni, przy wilgotności przekraczającej 80 procent. W każdej chwili mogliśmy wyruszyć na zwiad, patrol albo ratunek kolegom, którzy zostali ostrzelani albo wpadli w zasadzkę. Mózg pracował mi na najwyższych obrotach, to, co realne, mieszało się w mojej głowie z tym, co sobie wyobrażałem. Próbowałem nie dać po sobie poznać, że się boję. Powtarzałem sobie: „Nico, to przecież nie jest żadne pieprzone Verdun, to nie Stalingrad czy wietnamska dżungla”.

Widział rozerwane, spalone do kości ciała kolegów, z którymi poprzedni wieczór spędzał w kantynie, próbował zszywać rany ofiarom wybuchów, nieść pomoc irackim cywilom, choć jedyne, co miał im do zaoferowania, to silna dawka ibuprofenu i rada, by sami zgłosili się do szpitala. – Moja głowa pęczniała od tych obrazów, które coraz mocniej orały psychikę”. (Książki, Magazyn do Czytania, s. 92)

Zapewne Nico Walker ma rację, jakkolwiek bezimienny narrator Świeżego, przeoraną psychikę zawdzięcza raczej podróży po roztrzaskanym świecie, niemożliwym bez heroiny. Irak był dla niego straszny, ale niepozbawiony możliwości wyboru w przeciwieństwie do ćpania.

„Zszedłem na dół i podzieliłem herę. Niecałe trzy gramy. Nieważne. Odbiję sobie. Przygotowałem strzał. Wciąż była dla mnie nadzieja. Życie było spoko, gdy człowiek smażył sobie działkę”.(s. 378)

Wszystkie cytaty, jeśli nie zaznaczono inaczej, za:
Świeży, Nico Walker, wyd. Poznańskie, 2020, s. 382.
Michał Nogaś, Świeżynka-amerykański sen chłopacki, w: Książki Magazyn do Czytania, sierpień 2020, s. 92.

Zbyszek Kruczalak