II wojna światowa skończyła się w Europie w maju 1945 r., jednak pierwsze lata pokoju nie okazały się wcale spokojnymi i pełnymi dobrobytu. Narastająca rywalizacja Wschodu i Zachodu to jedno. W Polsce na powojenną odbudowę nałożyło się brutalne instalowanie systemu komunistycznego.
Warszawski historyk Marcin Zaremba kilkanaście lat temu zaproponował, by czas końca wojny i pierwszych lat pokoju w Polsce nazwać „Wielką Trwogą”. Dominującą emocją społeczną tych lat był bowiem strach, wywodzący się jeszcze z lęków wojennych, ale wzmocniony dodatkowo chaosem powojennym. Polska roku 1945 była krajem zrujnowanym pod względem gospodarczym, przeoranym przez terror i zniszczenia, rozbitym społecznie i przeżywającym rewolucję polityczną, która powoli, ale faktycznie wywracała dotychczasowy porządek społeczny. Najlepszym symbolem stanu państwa i narodu była Warszawa, zniszczona w wyniku powstania warszawskiego i późniejszego planowego wyburzania miasta przez Niemców. Gdy w styczniu 1945 r. Armia Czerwona i Wojsko Polskie na Wschodzie przepędziły okupantów z terenu stolicy, lewobrzeżna część milionowej metropolii z 1939 r. leżała w gruzach. Dopiero po kilku tygodniach mogły zacząć do niego wrócić masy wypędzonych przez hitlerowców warszawiaków – tułaczy, którzy często stracili cały dorobek życia i w ruinach próbowali odbudowywać swój los.
Warszawa to przykład radykalny i bardzo wyrazisty, cały kraj był jednak zwichnięty przez trwającą ponad pięć lat okupację. Przemysł został zagrabiony przez Niemców, cała gospodarka była poddawana rabunkowej eksploatacji, rolnictwo znajdowało się w kryzysie. Ślady nazistowskiego terroru były wciąż widoczne – spalone wsie, opuszczone getta, obozy śmierci, katownie i miejsca kaźni przypominały o przelanej krwi i milionach ludzi, którzy stracili życie. Jednocześnie jednak koniec wojny przyniósł nowy chaos, którego przyczyną była ucieczka Niemców i przemarsz Armii Czerwonej. Taka wielka zmiana i przewinięcie się przez ziemie polskie ogromnej masy żołnierzy sprzyjały rabunkom i innym przestępstwom, popełnianymi nie tylko przez obcych, ale też swoich. Koniec jednego porządku i trudne początki drugiego okazywały się szansą dla ludzi zdeterminowanych i nieprzejmujących się normalną, pokojową moralnością. Kwitł bandytyzm, ale także spekulacja, która korzystała z braków jedzenia i innych towarów. Życie było niepewne, a bieda stawała się normalnym stanem bytowania. A przecież trwał też wielki ruch ludności we wszystkich kierunkach: jedni wracali do Warszawy, inni z zachodu z niewoli lub robót przymusowych, na tzw. Ziemie Odzyskane przewożono ludzi z Kresów, a żeby zrobić im miejsce wywożono Niemców.
Przemoc miała różne oblicza, często też o charakterze narodowościowym. Na terytoriach południowo-wschodnich trwała nieregularna wojna z ukraińskimi oddziałami partyzanckimi UPA, które prowadziły swoją walkę o państwo narodowe, w której ofiarami była ludność cywilna zarówno po jednej, jak i drugiej stronie. Najważniejszy okazywał się jednak problem żydowski. Paradoksalnie, po tak wielkiej tragedii jak Zagłada, wydawać się mogło, że kwestia antysemityzmu powinna przestać być czymś żywym. Tak się jednak nie stało. Ocaleni, którzy wracali z obozów, zagranicy czy ukrycia, musieli stoczyć podwójną walkę. Po pierwsze, z własną traumą: przybywali bowiem na gruzy dawnego życia, w większości stracili rodzinę, znajomych, sąsiadów, miejsca związane z religią czy własną kulturą. Po drugie, nie zawsze przyjmowano ich ze zrozumieniem. Elementem nazistowskiego ludobójstwa na ludności żydowskiej była zmiana własności majątku do niej należącego – większość oczywiście trafiła do Niemców, część warsztatów, sklepów, domów czy przedmiotów przeszła też w ręce Polaków. Wracający z obozów czy ukrycia byli właściciele stawali się wyrzutem sumienia i ryzykiem. Nastrojom antysemickim sprzyjało też skojarzenie Żydów z komunistami, ale także tradycyjne uprzedzenia. Ich skutkiem była przemoc wymierzona w tę grupę, w tym seria pogromów, z których najtragiczniejszy miał miejsce w Kielcach w lipcu 1946 r.
W takim klimacie społecznym dochodziło do stopniowego przejmowania władzy w Polsce przez komunistów ściśle podporządkowanych Związkowi Radzieckiemu. Polska dostała się w ręce Stalina w wyniku decyzji Wielkiej Trójki, gwarantem przyzwoitości miały być jednak wybory, o których zadecydowano w Jałcie w lutym 1945 r. Pod koniec czerwca tego roku powstał Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej, w którego skład weszli komuniści i podporządkowane im siły lewicy, oraz Polskie Stronnictwo Ludowe Stanisława Mikołajczyka, byłego premiera Rządu RP na uchodźstwie. W myśl hasła sekretarza generalnego Polskiej Partii Robotniczej Władysława Gomułki „władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy”, komuniści zwalczali swoich politycznych rywali. W krwawy sposób rozprawiali się z podziemiem niepodległościowym, ale także zwalczali legalną opozycję. W czerwcu 1946 r. zamiast wyborów zorganizowano referendum ludowe (tzw. 3 razy TAK), którego wyniki sfałszowano na korzyść PPR.
Ukoronowaniem „walki o władzę ludową” okazały się wybory do Sejmu w styczniu 1947 r., także sfałszowane, a wcześniej wypaczone poprzez terror. Polacy, pełni strachu i wyczerpani wojną, dostali się pod władzę reżimu, który wkrótce zaczął budową nad Wisłą totalitaryzm: ograniczać wolność słowa, niszczyć prywatną gospodarkę, wciskać wszędzie propagandę i ideologię i masowo aresztować nie tylko rzeczywistych, ale też potencjalnych wrogów.
Tomasz Leszkowicz