----- Reklama -----

Luxahaus Konfigurator Drzwi Zewnetrznych

(773) 205-0303

Zaloguj się
Subskrybuj

20 maja 2022

Udostępnij znajomym:

W dzisiejszych czasach kawę mieloną lub ziarnistą z programowanym ekspresem można znaleźć w niemal każdym domu amerykańskim. Dla spieszących się – rozwinięta sieć Starbucks, Dunkin Donuts czy McDonald, z przyjemnością przygotują papierowy kubek mocnego, gorącego naparu (może być z dodatkiem lodu). Poranek wówczas nabiera kolorytu, przywraca uśmiech, świat staje się bardziej zrozumiały. Delektowanie się smakiem i aromatem gorących naparów powoli odchodzi w niepamięć, chociaż… 

Kawa została najprawdopodobniej sprowadzona do Ameryki przez kapitana Johna Smitha, który założył kolonię Virginia. Podczas swoich podróży po Turcji poznał słynną na całym świecie kawę po turecku i najprawdopodobniej opowiedział o tym, dzieląc się zielonym ziarnem, osadnikom w Jamestown (1607 rok). Jego współtowarzysze jednak zdecydowanie woleli herbatę, mocny cydr i piwo. Pomysł picia kawy odrzucono na wiele lat, do roku 1668, kiedy to pojawiły się najwcześniejsze wzmianki o napoju z palonych ziaren, aromatyzowanym miodem i cynamonem, pijanym w Nowym Amsterdamie (obecnie Nowy Jork).

W XVII i XVIII wieku otwierano kawiarnie we wszystkich brytyjskich koloniach amerykańskich, ale najwięcej było ich w Bostonie, uznawanym wówczas za „stolicę kulturalną” Nowej Anglii. Oficjalnie zwano je „kawowymi tawernami”, gdzie generalnie nie podawano alkoholu.

Jedną z pierwszych w Ameryce była bostońska „London Coffee House”. Jej podwoje otworzył w roku 1689 księgarz Benjamin Harris, który nadal sprzedawał książki w swojej kawiarni.

Podczas rewolucji amerykańskiej (1775-1783) picie herbaty było postrzegane jako niepatriotyczne, ponieważ była ulubionym napojem Brytyjczyków. Oznaczało to, że w krótkim czasie kawa stała się popularnym napitkiem „prawdziwych Amerykanów”. Zresztą wiele tawern miało wówczas wyraźną przynależność polityczną. To, gdzie znajdowała się kawiarnia lub jak ją nazywano, decydowało w dużej mierze o jej mecenacie. London Coffee House była odwiedzana przez żołnierzy brytyjskich i innych lojalistów. Przeciwwagą była tawerna Green Dragon, zwana podczas wojny o niepodległość „Kwaterą Główną Rewolucji”.

Tawerna, założona około 1654 roku, była centrum życia towarzyskiego, miejscem spotkań dla wszystkich, od przeciętnego bostończyka po urzędników koronnych. Było to też przyjazne miejsce schadzek dysydentów przeciwko rządom brytyjskim. Synowie Wolności zaplanowali w tej tawernie Boston Tea Party.

Nic dziwnego, że po zakończeniu rewolucji brytyjska kawiarnia została przejęta i przemianowana na American Coffee House.

Po rewolucji miłość do kawy ogarnęła zupełnie nowe Stany Zjednoczone Ameryki. Rozprzestrzeniła się szybko w ciągu następnych dziesięcioleci, a do czasu wybuchu wojny secesyjnej w 1861 roku kawa była standardowym problemem zarówno w racjach żywnościowych Unii, jak i Konfederacji. Prawdę powiedziawszy, była bardziej popularna ze względu na działanie kofeiny niż jej smak. Kawa była prawdopodobnie palona na ogniu i bardzo gorzka, a żołnierze często dodawali również inne składniki, takie jak cykoria lub kora drzewna, jeśli nie mieli wystarczającej ilości kawy na pełną filiżankę.

Kawa była narkotykiem wojny domowej. Dawała ludziom energię i zdolność do dalszej walki. Radzono sobie nawet w trudnej sytuacji unijnej blokady morskiej. Nie było wówczas dostaw kawy na południu kraju, więc Konfederaci wymieniali na granicy z żołnierzami unijnymi tytoń – mieli go pod dostatkiem - na kawę.

Rozbudowa amerykańskiej sieci kolejowej spowodowała spadek cen hurtowych kawy. „Czarne złoto” dostępne w zasadzie dla finansjery i wszystkich wokół rządu, uśmiechnęło się też do zwykłych ludzi. Na przełomie XIX i XX wieku podwoje nielicznych ciągle kawiarni zostały szeroko otwarte, zaczęto powoli wprowadzać również przerwy w pracy na filiżankę kawy.

„Społeczeństwo kawiarniane” wprawdzie pojawiło się w latach dwudziestych ubiegłego wieku, jednak w rzeczywistości miało to więcej wspólnego z prohibicją niż z kawą – bardziej skupiano się na jazzie, tańcu i nielegalnym alkoholu.

Dopiero po kolejnym znaczącym wydarzeniu w latach dwudziestych XX wieku rozpoczęła się nowoczesna obsesja Ameryki na punkcie kawy.

Kiedy w 1929 roku nadszedł Wielki Kryzys, banki żywności zaczęły rozdawać głodnym obywatelom kawę i pączki.

Kultura kawy ponownie ewoluowała w 1941 roku, kiedy Stany Zjednoczone przystąpiły do II wojny światowej. Po raz kolejny kawę wydawano jako część racji żywnościowych każdego żołnierza USA, dostarczanych przez rozkwitający Maxwell House.

Jednak to rozwój reklamy po II wojnie światowej naprawdę podsycił kawowy szał w XX wieku. Propagowanie kawy-cud skierowano do pracowitego ojca, posłusznej żony i matki oraz pulchnych dzieci. Miało być dużo i pysznie. Zdecydowanie mniej uwagi zwracano na wyrafinowanie kawiarni, estetyki serwowania, prawdziwy smak czarnego naparu.

Przyczyniły się do tego również masowe jadłodajnie z tanim posiłkiem i letnią filtrowaną lub rozpuszczalną kawą. Automatyczne maszyny filtrujące, te stare i te najnowsze, stały się nieodłączną „dekoracją” sklepów czy stacji benzynowych, a stosy kartonowych lub plastikowych kubków zaśmiecają miejsca kawowego „przystanku”.

Kawa była, jest i będzie nieodłącznym aspektem amerykańskiej kultury. Dowodem tego we współczesnym postrzeganiu świata, są proliferacja kawy i kontynuacja kawowej kultury. Nie pozwoliliśmy odebrać sobie kawy podczas wojen, nie pozwolimy zamknąć popularnych sieci z napojami kawowymi Starbucks i innych.

Co zawiera prawdziwa, dobra, świeżo mielona kawa: kofeinę (naturalny alkaloid o działaniu pobudzającym); wodę (po paleniu kawy około 1%); kwasy fenolowe (przeciwutleniacze); kwasy organiczne (powstają w procesie wypalania i nadają kwaśny smak – mrówkowy, octowy, mlekowy, glikolowy); związki mineralne (4% - wapń, fosfor, magnez); witaminy (w ziarnach zielonych i palonych: B2, B3, B5, B6, kwas foliowy i witamina E); węglowodany (głównie sacharoza, dużo mniej po wypaleniu); kwasy tłuszczone i olejki eteryczne. Trzy filiżanki kawy dziennie lub mniej dla zdrowotności polecam tym, którzy lubią jej niepowtarzalny smak.

Anna Czerwińska
wielbicielka muzyki klasycznej i dobrej literatury, amatorka gór i namiotu, podglądania życia od kuchni i innych obserwacji wszelkich na własny użytek.
Autorka blogów: o kuchni Stanów Zjednoczonych i… truflach czekoladowych www.amerykanskiekulinaria.com; www.domowetrufle.com
kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

----- Reklama -----

VL TRUCKING

----- Reklama -----

Dentysta

----- Reklama -----