----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

12 maja 2026

Udostępnij znajomym:

„Dopił końcówkę brandy. - No dobra. Oto początek naszej historii”. (Oto początek…,s. 117)

„Wyjaśnić oznacza uczynić widocznym. A jednak korzenie egzystencji nigdy nie są widoczne, nigdy nie rozpościerają się na powierzchni; jest ona zakotwiczona w głębi. Nie da się zbadać życia drzewa przez odkopywanie jego korzeni”. (Kim jest człowiek, s. 68)

Narracja tytułowego opowiadania, Oto początek naszej historii, toczy się dwupoziomowo, pozwalając nam zajrzeć głębiej w sensy, które niesie tekst Tobiasa Wolffa. Dlaczego mamy podwójną narrację i w jaki sposób zabieg ten sprawia, że przesłanie tekstu jest pełniejsze? Ten, powszechny przecież i często stosowany, chwyt literacki nie jest niczym niezwykłym w opowiadaniach Wolffa. Wystarczy przypomnieć choćby poruszającą historię nękanego ojcowską przemocą bohatera opowiadania Owego wieczoru, gdy rozmowa i spotkanie z siostrą rozdwaja się i przeradza w analizę niedzielnego kazania. Ta podwójność perspektyw nie tylko pogłębia obraz psychologiczny Franka, ale nadaje jego postaci waloru wykraczającego poza cierpienie czy współczucie. Stawia go w zupełnie innym świetle, aniżeli można by wnioskować z samego spotkania z Francis, jego kochającą siostrą – wyrzuca nas z analizowania banalności zła, ku konceptowi „nietoperza", o którym pisał, i który przytacza w jednej z ostatnich swych książek Tomasz Stawiszyński. Otóż pisze on w Powrocie fatum:

/...Thomas Nagel, jeden z najważniejszych współczesnych filozofów, opublikował esej, którego tytuł stawia czytelnikowi dość abstrakcyjne, zdawałoby się, pytanie: „Jak to jest być nietoperzem”. W tym legendarnym już tekście Nagel podkreśla ściśle subiektywny i nieredukowalny do żadnej formy materializmu charakter świadomości, która na każde wyjaśnienie samej siebie zawsze spogląda z zewnątrz. Dlatego nawet jeśli bylibyśmy w stanie skonstruować najdoskonalszy symulator bycia nietoperzem – a nawet w nietoperza się zmienić – i tak nie doświadczymy w najściślejszym sensie tego, jak to jest nim być./ (s. 70)

Koncept Nagela każe nam zatem spojrzeć na człowieka, za sprawą metafory nietoperza, jako tajemnicy, która nigdy do końca nie zostanie rozwikłana. Subiektywne JA w swoim byciu zawsze pozostanie nieredukowalne empirycznie czy logicznie, bo zawsze pozostaje jakoś niepoznawalne w swej unikalnej jednostkowości. Nawet jeśli wejdziemy bowiem w skórę nietoperza i wcielimy się w niego kompletne i tak będziemy poznawać jego zachowania jako my, a nie on.

Jak ten koncept ma się do opowiadania Oto początek naszej historii? Nieomalże wprost. Dlaczego? Tłumaczy to konstrukcja głównego bohatera, niespełnionego pisarza, pełnego kompleksów młodego człowieka, który nienawidzi tego, co robi i żyje ułudą swych, nigdy niezrealizowanych, ambicji. Udaje przed sobą, rodzicami, innymi. Pracuje jako pomocnik kelnera, ale marzy mu się inne życie:

/Tegoroczne [lato] było wyjątkowo paskudne, nawet miejscowi tak twierdzili. Rzeczywiście Charliemu zaczęła siadać psychika. Nie przyznał jednak tego przed ojcem, tak jak nie przyznawał, że praca go wykańcza i ledwo da się z niej wyżyć, ani że przyjaciele, o których pisał w listach do domu, nie istnieją, ani że wydawcy, u których złożył swoją powieść, odesłali ją bez komentarza, wszyscy poza jednym, który na stronie tytułowej nabazgrał ołówkiem „To jakiś żart?”./(s. 127)

Sytuacja zarysowana w tym fragmencie skupia się na dwu sprawach. Pierwsza do frustracja z powodu fatalnej, pogardzanej pracy i druga, jeszcze bardziej frustrująca, to niespełnione marzenia o byciu znanym pisarzem. Ale zdarza się rzecz banalnie niezwykła. Jaka? Zupełnie nienormalnie normalna. Charlie wchodzi do kafejki na cappuccino i przez przypadek jest świadkiem opowieści, jaką toczą Włosi, członkowie kościelnego chóru, przy stoliku obok. A historia jest niezwykła nie tylko dlatego, że to dramatyczne love story, ale przede wszystkim dlatego, iż jej uderzająca realność ma wszystkie pozory nierealności – totalnej fikcji, jakby żywcem wyjętej z tomu zatytułowanego „opowieści niesamowite”.

Czego Charlie się dowiaduje? Otóż dziewiętnastoletni Filipińczyk Miguel, przywieziony do Stanów przez księdza prałata Straussa, zakochuje się absolutnie nieprzytomnie i niebezpiecznie w urzędniczce bankowej, o wdzięcznym imieniu Senga. Zakochuje się na tak zwany zabój, mimo że owa Senga nie ma najmniejszej ochoty na odwzajemnianie owego płomiennego uczucia. Cała sytuacja nabiera niebezpiecznego wymiaru, włącza się w nią policja, Miguelowi grozi deportacja i więzienie, w którym ostatecznie wylądował. Ale to nie koniec tej wyjątkowej telenoweli. Charlie nie dał za wygraną i postawił wszystko na jedną kartę po raz kolejny – miłość w jego wypadku jest nie tylko ślepa (sam w pewnym momencie udał, że stracił wzrok), ale szalona. Nie ma żadnych granic, nie ma żadnych hamulców, żadnych zagrożeń zdolnych powstrzymać Miguela przez zdobyciem swej ukochanej. Średniowieczny romans rycerski, który wymagał co najmniej zabicie smoka, żeby zdobyć serce wybranki? Cokolwiek by to miało przypominać, Charlie jest poruszony. Ta opowieść, niczym z Baśni tysiąca i jednej nocy daje mu, a przynajmniej możemy tak zakładać, impuls do opowiedzenia tej historii w swej nowej książce, która być może nie zostanie odrzucona przez redaktorów z dopiskiem „to jakiś żart?”.

Historia Charliego i Miguela, prowadzana dwutorowo, pozwala nam dotknąć dwu zupełnie odmiennych żywotów: trywialnego i szaleńczego. To zupełnie jak w moralitecie czy przypowieści hagiograficznej, gdy skrajne postawy ścierały się w drodze ku świętości. Co z tego wszystkiego wynika dla głównego bohatera tekstu Wolffa?

Jak wszystkie opowiadania z tomu Oto początek naszej historii, to też ma kompozycję otwartą. Nic nie jest w nim dopowiedziane do końca i nie wiemy, czy Charlie rzeczywiście zainspirował się historią Miguela i czy ona w jakikolwiek sposób wpłynęła na zmianę jego sytuacji życiowej, więcej przecież niż żałosnej. Jakkolwiek możemy podejrzewać, że owo kawiarniane „podsłuchiwanie” nie przeszło bez echa:

„Wiedział, że hen gdzieś na morzu mimo tej solennej przestrogi jakaś łódź zmierza do portu, a gdy ruszył dalej, wyobraził sobie, że on klęczy na jej dziobie z lampą w dłoni, skupiony na kręgu światła tuż przed nim. Nic nie mąci już jego uwagi […] oczy ma szeroko otwarte, gotów wołać na alarm wśród pełznącej mgły, z której w każdej chwili może wynurzyć się wszytko”. (s. 128)

Czy to fragment z powieści, którą odesłano z dopiskiem „to jakiś żart”? Być może tak, ale niekoniecznie. Co w tekście Tobiasa Wolffa zachwycające, to fakt, iż epatuje nas tajemnicą niespełnienia w wielu tegoż doświadczenia aspektach. Szalona zupełnie, skazana na porażkę miłość Miguela i banalność istnienia Charliego. Żadna z tych dwu wersji nie poddaje się łatwej interpretacji, wymykając się łatwym ocenom. Postawione w kontekście przygodności pozostają w istotnej wzajemności, ale czy na pewno w istotnej? Czy w ogóle można je wyjaśnić?

Oto początek naszej historii, Tobias Wolff, przekład K. Umiński, wyd. Czarne, 2025, s. 336.

Powrót fatum, Tomasz Stawiszyński, Znak, 2024, s. 348.

Kim jest człowiek, Abraham Joshua Heschel, przekład K. Wojtkowska, wyd. Punctum, 2014, s. 198.

----- Reklama -----

POLAMER - DZIEN MATKI

----- Reklama -----

POLAMER - DZIEN MATKI

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor