Ostatnie, mówiąc eufemistycznie, „nieporozumienia” między amerykańskim prezydentem a pochodzącym z USA papieżem stały się źródłem licznych komentarzy i kontrowersji. Osobie myślącej historycznie mogły one przypomnieć jeden z ważnych tematów dziejów: konflikt papiestwa z władzą świecką.
Przy czym oczywiście dzisiaj cały problem ma w istotny sposób inny wymiar. Główna przyczyna leży tutaj w zmianie sposobu działania współczesnego papiestwa. Poprzez XIX i pierwszą połowę XX w. rola polityczna Stolicy Apostolskiej była coraz mocniej ograniczana. Dość powiedzieć, że jeszcze przed zjednoczeniem Włoch papież był faktycznie świeckim władcą tzw. Państwa Papieskiego, rozciągającego się przez całą środkową część Półwyspu Apenińskiego. Od 1870 r., czyli od przyłączenia Rzymu do zjednoczonych Włoch, Ojciec Święty stał się „więźniem Watykanu”, bojkotującym nowe państwo. Sytuację udało się wyjaśnić dopiero po ponad pół wieku, w czasach Mussoliniego. Jednocześnie jednak sam Kościół katolicki zmienił swoją postawę, co było skutkiem II Soboru Watykańskiego (1962-1965) i formalnym ograniczeniu zaangażowania w bieżącą politykę. Kolejne pontyfikaty, zwłaszcza zaś wieloletnia epoka Jana Pawła II wypracowała nową formułę papiestwa jako przywództwa duchowego i ideowego oraz autorytetu moralnego.
Natomiast kiedyś było zupełnie inaczej. Pamiętać przy tym trzeba, że znaczenie biskupa Rzymu – bo nim formalnie jest przecież papież – rosło na przestrzeni stuleci, we wczesnym chrześcijaństwie niezwykle ważną rolę grali bowiem patriarchowie z wielkich ośrodków na Bliskim Wschodzie, Azji Mniejszej czy Grecji, na czele z Konstantynopolem, drugą stolicą upadającego imperium i głównym miastem jego odnowionej lepszej wersji, którą znamy w historii jako Bizancjum. Rzym był jednak ważny jako symboliczna stolica dawnego imperium. Co więcej, zadecydowała tu znowu polityka i relacje religii i władzy – na wschodzie Kościół był bardziej podporządkowany rządzącym, w Italii zaś papież miał dużo większą samodzielność. Nawet wówczas, gdy współpracował lub podporządkowywał się potężnym nowym cesarzom, takim jak Karol Wielki czy niemieccy Ottonowie.
Już jednak w XI w. sytuacja zmieniła się. Jak zwykle w takich wypadkach, dużą rolę odegrały względy indywidualne, tzn. pojawienie się ambitnych jednostek. Jednym z głównych elementów historii tego okresu w Europie był tak zwany spór o inwestyturę, czyli – mówiąc ogólnie – o możliwość mianowania niższych rangą władców feudalnych. Konflikt dotyczył obsadzania biskupstw, które w średniowiecznym systemie pełniły ważną rolę, łącząc pozycję duchowną ze świecką, diecezje posiadały bowiem ziemie, przywileje i bogactwa. Władcy świeccy chcieli mieć prawo do mianowania biskupów na swoim terenie, dawało to bowiem kontrolę nad tym potencjałem i stanowiło atrakcyjny kąsek. Kościół stanął na pozycjach, że biskupstwa powinny być obsadzane samodzielnie, po zatwierdzeniu przez papieża – dawało to im autonomię oraz wspierało samą korporację, jaką była i jest zorganizowana forma religii.
Problem nabrzmiał w czasach, gdy papieżem był Grzegorz VII, a cesarzem Henryk IV. Obydwaj realizowali swoje ambicje polityczne, a ich spór faktycznie dotyczył tego, kto jest uniwersalnym numerem jeden w świecie chrześcijaństwa zachodniego – czy papież jako przywódca religii, czy cesarz jako najwyższy rangą władca w Europie. Papież bowiem rozciągał swoje uprawnienia szerzej, twierdząc wręcz, że to od niego zależni są cesarze i tylko on może powierzyć danemu władcy tę najwyższa rangę. Konflikt wybuchł, nakładając się na inne sprawy polityczne, choćby niezadowolenie poddanych cesarza – tym bardziej, że Henryk IV został obłożony ekskomuniką, co oznaczało, że jego wasale nie są już związani przysięgą wierności. Doprowadziło to do tego, że w styczniu 1077 r. cesarz udał się do rezydencji papieskiej w miejscowości Canossa, gdzie symbolicznie pokajał się i zgodził się na warunki drugiej strony. Stąd właśnie „pójście do Canossy” oznacza dziś rezygnację z własnych celów i podporządkowanie się drugiej stronie.
Co ciekawe, zaraz potem Henryk zaczął znowu walczyć z Grzegorzem, a kolejni władcy i papieże kontynuowali ten spór o to, kto jest ważniejszy. Wygrywała raz jedna, raz druga strona – jedną z metod świeckich władców na podważenie pozycji swojego kościelnego rywala było… powołanie antypapieża, a więc ogłoszenie nowej, wiernej sobie głowy Kościoła. Konflikt świeckich i duchownych rozciągał się też na inne państwa. Tu warto wspomnieć choćby o królu Francji Filipie IV Pięknym, który doprowadził do tzw. niewoli awiniońskiej – zależni od niego papieże przez kilkadziesiąt lat urzędowali w położonym na południu Francji Awinionie. Niedługo potem, na przełomie XIV i XV stulecia doszło do wielkiej schizmy, gdy równolegle działało… dwóch papieży, którym podporządkowywały się różne państwa. W końcu, renesansowe Włochy znają historie papieży, którzy na wojnie lub w intrygach politycznych czuli się nie gorzej w sutannie.
To jest oczywiście daleka historia, choć Ojciec Święty jest wciąż ważną postacią życia międzynarodowego, którego głos jest wyraźnie słyszalny. Józef Stalin miał pogardliwie pytać, ile papież ma dywizji, a więc jaką realną siłą militarną i polityczną dysponuje. Pytanie to oczywiście jest nietrafnie zadane, bowiem jak okazuje się, nie tylko ilość nowoczesnych samolotów i bomb, pieniędzy i super sprawnych komputerów decyduje o sukcesie, o czym przekonują się wciąż dyktatorzy i ci, którzy dyktatorami chcieliby zostać.
Tomasz Leszkowicz