Opowiadania Tobiasa Wolffa, który zamęczał matkę, by nazywała go Jack, bo to pozwalało mu być w powiewie talentu uwielbianego Jacka Londona, zebrane w tomie „Oto początek naszej historii” – stawiają nas, w swej intensywnej codzienności, w horyzoncie pytania: kim jest człowiek? To pytanie skądinąd jest tytułem książki Abrahama Joshui Heschela, która wrzuca nas w zawirowania sensów w poszukiwaniu odpowiedzi. Gdzie te sensy się lokują?
W mnogości doświadczeń człowieka niekoniecznie bez właściwości i niekoniecznie myślącego. Tobias Wolff odkrywa światy codziennej banalności i banalnej niezwykłości w prześwitach wydarzeń, które są i dzieją się nieustannie każdemu i są, albo mogą być, doświadczeniem każdego.
Niezwykle intensywny talent Wolffa w budowaniu opowieści bez konkluzji, absolutnie otwartej w swych znaczeniach wymykających się banalności życia, pozwala dostrzec to, co przeźroczyste, a co stanowi o istocie owego życia.
/Akcja jego utworów zwykle rozgrywa się na postrzępionych marginesach białej Ameryki, z grubsza pomiędzy prezydenturą JFK a Bushem Juniorem. W przydrożnych knajpach, na stacjach benzynowych, w podłych hotelach, w koszarach i poobijanych pick-upach; czasem w szkole z internatem albo na kampusie uniwersyteckim.
Komuś zepsuł się samochód i skończyły pieniądze. Ktoś żywi urazę do brata i rozmawia z nim tylko przez zaciśnięte zęby, a ktoś swojego brata kocha tak mocno, że o sprawy zasadnicze będzie z nim walczyć do upadłego. Ktoś marzy, żeby przyjaźnić się z licealną elitą, ale sygnały życzliwości dostaje od szkolnego outsidera. Ktoś dogląda konającej matki, gdy wtem trafia mu się okazja na przygodę erotyczną. Ktoś ostro osądza kolegę z pracy, lecz wkrótce sam stanie w obliczu próby. Ktoś, kto skrywa swoje ubóstwo, spotyka kogoś, kto uważa, że od życia dostał mniej, niż mu się należy.
Te spisane oszczędnym stylem historie odznaczają się jakąś fundamentalną trafnością. Przywodzą mi na myśl młodego Ernesta Hemingwaya, który na paryskim poddaszu napominał sam siebie słowami: „napisz jedno prawdziwe zdanie". Opowiadania Wolffa, niezależnie od swojej fabularnej atrakcyjności, są właśnie całymi sekwencjami bardzo prawdziwych zdań/. (za: K. Umiński, Najlepszy amerykański pisarz, o którym mogliście nie słyszeć. "Byłem sztampowym patriotą. Aż do wojny").
Każde z opowiadań ze zbioru Oto początek naszej historii, jest właśnie owym początkiem „naszej” historii i każdy z tych tekstów jest otwarciem na nowo pytania: kim jest człowiek. Ta niezwykła umiejętność kreowania ogólności, czy raczej uogólnień z jednostkowych, indywidualnych wydarzeń jest u Wolffa zupełnie niebywała. Już w pierwszym opowiadaniu zatytułowanym Palacze niepokoi nas sytuacja narracyjnego niedookreślenia. Narrator wyraźnie czuje się niekomfortowo w towarzystwie Eugene’a, gdy ten dosiada się do niego w czasie podróży pociągiem do szkoły i bardzo nie chce, by razem w tej szkole dzielili pokój w internacie. Ale to dopiero początek wspólnych sytuacji, które wymykają się początkowym przeświadczeniom. Owo spotkanie eskaluje w nieprzewidywalnych kierunkach i ostatecznie stawia nas twarzą w twarz z bardzo wątpliwym etycznie epizodem, który otwiera nas na nieoczekiwane interpretacje.
Czymś podobnym konstrukcyjnie i jednocześnie zasadniczo odmiennym znaczeniowo jest drugi tekst zbioru, Myśliwi na śniegu – historia wyprawy trzech przyjaciół na polowanie. Ale to tylko pretekst, by postawić znowu pytanie o zasadność ludzkich zachowań i ludzkich ocen. Tutaj też atmosfera eskaluje, ale już nie w realiach szkolnych zależności towarzyskich, ale między dorosłymi mężczyznami, których zachowania w pewnym momencie wymykają się spod kontroli. Jak cała wyprawa się kończy? Nie bardzo wiadomo, ale możemy podejrzewać, że niekoniecznie w sposób, jaki była oryginalnie zaplanowana. Trywialna wyprawa myśliwska przerodziła się w sprawę życia i śmierci.
Podobnie, ale znowu zasadniczo odmiennie, bo już nie śnieg i polowanie, nie internat szkolny, ale rodzinne układy – zostają przywołane w drastycznym opowiadaniu Owego wieczoru. Dlaczego drastycznym? Z wielu powodów, między innymi dlatego, iż ma ono wyraźnie biograficzne wątki, ale też dlatego, iż detaliczne, niezwykle wyraziste opisy fizycznego i psychicznego molestowania syna przez ojca po raz kolejny stawiają nas w koniecznej dyspozycji przygotowującej do podpowiedzi na pytanie: kim w istocie jest człowiek? To pytanie zanurzone jest w dwuznaczności rozpiętej między dobrem i złem, między tym, kim jest ojciec i kim jest siostra Franka. Dylemat narracyjnie rozbity i przytoczony w dwu historiach pełnych dramatycznych wyborów: właściwa historia rodzinna i dramat wyboru z kościelnego kazania – świetny chwyt budujący napięcie i atmosferę zagrożenia.
„Frank senior odmawiał synowi wszystkiego, Frances nie odmówiłaby mu niczego […] ale jej mężem nikt nigdy nie cisnął przez pokój, nikt go nie kopał i nie otwierał drzwi jego głową. Nikt nie zwracał się do niego tak, jak jej ojciec do Franka. Jej mąż nie ma pojęcia, co to znaczy być bezsilnym i samotnym. Nikt nie powinien być sam na świecie. Każdy powinien mieć kogoś, kto mu dochowa wierności, bez względu na wszystko, do końca”. (s. 202)
Sprawa jeszcze bardzie się komplikuje, jakkolwiek nie w przemocy i okrucieństwie, ale w dramacie wyborów, w opowiadaniu Usterka na pustyni, 1968. Pozornie drobna rzecz: niesprawny samochód, trzeba wymienić alternator, a konsekwencje tego zdarzenia wykraczają poza wszystko to, czego główne postaci tej „przypowieści” doświadczają. Napięcie stopniuje się wprawdzie odmiennie niż w thrillerze szpiegowskim, ale jego etyczny wymiar jest uderzający. Mark musi podjąć decyzję i to prawie błyskawicznie. I tak robi. Co dzieje się potem? Stajemy znowu przed fundamentalną kwestią, nieustannie powracającą u Tobiasa Wolffa: kim jest człowiek?
Kim zatem jest człowiek?
„[…] jest on bytem nękanym przez sprzeczności i dylematy, ponieważ nie stanowi jedynie części swego środowiska. Dobry koń, właściwie pielęgnowany, żyje jako integralna część swego siedliska i nie obarczają go problemy. Człowiek natomiast stanowi wyraźnie problem sam w sobie i w każdych okolicznościach. Być ludzkim to być problemem, co wyraża się w udrękach, w psychicznym cierpieniu człowieka. Każda istota ludzka posiada przynajmniej mgliste pojęcie, wyobrażenie czy marzenie o tym, czym człowieczeństwo powinno być, jak powinna działać natura ludzka. Problem człowieka bierze się z konfliktu czy też ze sprzeczności pomiędzy egzystencją a oczekiwaniem, pomiędzy tym, czym człowiek jest, a tym, czego oczekuje się od niego. Cierpiąc, człowiek staje się dla siebie problemem. To, co przez dłuższy czas próbował ignorować, nagle wybucha bolesną świadomością”. (s. 24 w: Kim jest człowiek)
Ten wybuch w opowiadaniach Tobiasa Wolffa ma różne realizacje, czasami dalekie od hałasu czy zamieszania, tak jak dzieje się to w opowiadaniu Czekając na rozkazy, gdy całe, wieloznaczeniowe napięcie sytuacyjne rozpływa się w deszczu.
Oto początek naszej historii, Tobias Wolff, przekład K. Umiński, wyd. Czarne, 2025, s. 336.
Kim jest człowiek, Abraham Joshua Heschel, przekład K. Wojtkowska, wyd. Punctum, 2014, s. 198.
Zbyszek Kruczalak
www.domksiazki.com