Pytanie z rzędu tych niemożliwych, które zawsze pozostawiają nas bez zadowalającej odpowiedzi. W istocie rację miał Platon, geniusz starożytnej Grecji, mówiąc, iż człowiek to stworzenie dwunożne, pozbawione piór. Później, po aferze z oskubanym kogutem Diogenesa, uzupełnij ową definicję o wyjątkowy szczegół: człowiek, to stworzenie dwunożne, bez piór, ale z szerokim paznokciami. Trudno mu odmówić racji, biorąc szczególnie pod uwagę podobieństwa w rozmiarze mózgów obu stworzeń:
„Mówię zatem, że powinniśmy byli w tamtym momencie podzielić zwierzęta chodzące bezpośrednio na dwunożne i czworonożne, a następnie, widząc, że rasa ludzka przypada do tego samego podziału wraz z istotami opierzonymi i żadnymi innymi, musimy ponownie podzielić klasę dwunożnych na nieopierzone i opierzone, a kiedy ten podział zostanie dokonany i sztuka pasterzowania ludźmi stanie się jasna, powinniśmy wziąć człowieka męża stanu i króla i umieścić go jako swego rodzaju woźnicę, oddając mu w ręce wodze państwa, ponieważ taka jest jego właściwa wiedza" (z dialogu Polityk).
Rzecz jasna, definicja ta nie jest pozbawiona wdzięku, ale jedynie wtedy, gdy uznamy tożsamość człowieka i osoby. Czy człowiek to to samo, co osoba? Nie trzeba być dyplomowanym filozofem, żeby zdawać sobie sprawę z zasadniczych odmienności obu terminów. Człowiek to definicja gatunkowa, niczym tytuł powieści Ossendowskiego, Ludzie, zwierzęta, bogowie. Osoba to termin niosący szczególne piętno znaczeniowe, głęboko nacechowane wartościami, zanurzone w racjonalnym czy też irracjonalnym, ale jednak myślnym byciu.
Starożytni, z których jesteśmy tak bardzo dumni, dali do zrozumienia już jakieś dwa tysiące lat temu, iż osoba persona oznacza „brzmieć, odbijać się echem, zabrzmieć głośno/z mocą”. (za: Kim jest człowiek, filozofia osoby, s.8) Jest też to pojęcie związane „z greckim terminem prósopon (dosłownie to, co stawia się przed oczami), oznaczającym maskę używaną przez aktorów w teatrze, której celem było wzmocnienie głosu mówiącego”. (tamże)
Ta druga, grecka etymologia jest szczególnie inspirująca w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie; kim jest człowiek, gdyż kategoria maski naddaje postaci/aktorowi/osobie mówiącej dodatkowych istotności. Maska to pytanie o autentyczność, prawdziwość, skrywanie się za czymś/kimś, podkreślanie, wyolbrzymianie, przekonywanie i wszystko inne, co pozwalało postaciom dramatu odgrywać swoje role na scenie. Ta metafora teatru i sceny życia, na której przyszło każdemu zaistnieć prowadzi nas wprost do traktowania człowieka jako osoby dramatycznej w nieustannej, w istocie absurdalnej, wędrówce ku śmierci. Można żywić nadzieję, że absurdalna nie jest, ale to tylko nadzieja.
„Być istotą dramatyczną znaczy: przeżywać dany czas, mając wokół siebie innych ludzi i ziemię jako scenę pod stopami. Człowiek nie byłby egzystencją dramatyczną, gdyby nie te trzy czynniki: otwarcie na innego człowieka, otwarcie na scenę dramatu i na przepływający czas” (Filozofia dramatu, s.7)
Bycie człowiekiem i bycie osobą jest niekoniecznie spójne. Można być osobą, ale nie być człowiekiem, jak to ma miejsce w kontekście osoby boskiej. Co jednakowoż najistotniejsze w teatralności człowieczego, osobowego zaistnienia na scenie dramatu, jakim jest jednostkowe i zbiorowe bycie, jest tegoż bycia ograniczoność, czyli czasowość. To właśnie czas nadaje tym grom i zabawom wymiar absurdalności, który mniej więcej mieści się w pytaniach o okoliczniki miejsca i przyczyny: skąd, po co, dlaczego?
Te pytania skazują nas na poszukiwania sensu, zakładając, że on istnieje, a znajdywanie go, jest przecież obowiązkiem człowieka myślącego, inaczej bowiem, musielibyśmy przyznać rację Diogenesowi, trzymającemu w ręce oskubanego z piór koguta, jak egzemplifikacji definicji człowieka.
Jednym z najbardziej wiarygodnych i jednocześnie poruszających tekstów usensowniających bycie człowieka skazanego na absurd istnienia jest kultowa już książka Viktora Frankla, autora logoterapii, teorii, która zakłada, iż poszukiwanie sensu (logosu) to najistotniejszym wyzwaniem dla człowieka. Jeśli widzi się przed sobą sens, można znieść wszystko – Frankl przeżył parę obozów koncentracyjnych i nie popełnił samobójstwa, jak wielu z tych, którym udało się przetrwać obozowy koszmar:
„Jako że każda sytuacja stawia przed człowiekiem konkretne wyzwanie lub problem do rozwiązania, pytanie o sens życia można by z powodzeniem odwrócić. Koniec końców, zamiast pytać o sens swego życia, człowiek powinien uświadomić sobie, że to on sam jest adresatem tego pytania. Inaczej: życie każdemu z nas stawia pytania, a jedynym sposobem, żeby mu odpowiedzieć, jest odpowiadać za swoje życie, być za nie odpowiedzialnym. Tym samym logoterapia dostrzega w odpowiedzialności istotę ludzkiej egzystencji” (Człowiek w poszukiwaniu sensu, s. 164)
Jeśli nie do końca dostrzegamy sensowność istnienia w odpowiedzialności, to z całą pewnością nie ma jej co szukać na półkach sklepowych czy w świecie wirtualnej rzeczywistości, która wprawdzie obiecuje nam dotyk szczęśliwości, gdy coś kupimy lub zamówimy, ale jak pisze profesor Zygmunt Bauman w „Sztuce życia” (s.14):
„Analitycy twierdzą, że blisko połowa dóbr niezbędnych człowiekowi do osiągnięcia szczęścia nie posiada ceny rynkowej i nie daje się nabyć w sklepie. Niezależnie od zasobności naszego portfela i liczby posiadanych kart kredytowych, w galeriach handlowych nie znajdziemy miłości ani przyjaźni, radości z posiadania domu, satysfakcji, jakiej dostarcza troska o ukochane osoby albo niesienie pomocy sąsiadom, którzy znaleźli się w potrzebie”.
Ale to tylko jedna z wielu możliwych dróg odszukiwaniu sensu. Wzajemność w obcowaniu z drugim to sedno w odkrywaniu odpowiedzi na pytanie: kim jest człowiek. Ale czy istota tychże poszukiwań rzeczywiście leży tylko w oczach tego drugiego? Jak pisze Scott Peck:
„Choć dysponujemy myślami proroków i pomocą łaski, wędrówkę trzeba odbyć samemu. Żaden nauczyciel nie weźmie nas na plecy i nie zaniesie do celu. Nie ma z góry ustalonych formuł. Rytuały są jedynie pomocami naukowymi, a nie nauką samą w sobie. Możemy spożywać wyłącznie zdrową żywność, odmawiać przed śniadaniem pięć zdrowasiek, modlić się twarzą zwróconą na wschód albo na zachód, chodzić w niedzielę do kościoła, lecz to nie przywiedzie nas do celu wędrówki. Nie ma takich słów ani nauk, które zdejmą z wędrującego drogą rozwoju duchowego konieczność wypracowania własnych sposobów […] Nawet jeśli w pełni rozumiemy to zagadnienie, droga rozwoju duchowego pozostaje tak samotna i tak trudna, że często tracimy odwagę. (M. Scott Peck, w: Droga rzadziej wędrowana, s. 355/356)
Kim zatem jest człowiek? Pogubionym wędrowcem, któremu umykają drogowskazy i błędnie nawigowany przez innych „traci odwagę”? Profesor Kołakowski pozostawia pewną, niewielką, ale jednak nadzieję, że mimo całej absurdalności istnienia, są niewielkie, ale jednak szanse, że zmierzamy w odpowiednim kierunku:
"A jednak - powtarzam - [świat] jest naprawdę wielkim, imponującym dziełem. Dowodów na to jest dużo i jestem gotów przedstawić je w stosownej chwili. Faktem jest w każdym razie - co jest sprawą główną przy ocenie - że świat nadaje się do pewnej naprawy i że przy olbrzymich wysyłkach olbrzymiej masy ludzi można na nim dokonać malutkich zmian na lepsze; historia, wbrew wszystkiemu, daje pewne świadectwa przemawiające za takim poglądem." (Klucz niebieski, albo opowieści biblijne zebrane ku pouczeniu i przestrodze)
José Ángel García Cuadrado, Kim jest człowiek? Filozofia osoby, wyd. Jedność, 2022, s. 206.
Zbyszek Kruczalak
www.domksiazki.com