----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

27 stycznia 2026

Udostępnij znajomym:

Sojusz Północnoatlantycki od 1949 r. stanowi jeden z filarów amerykańskiej pozycji międzynarodowej – gromadzi państwa europejskie i koordynuje ich politykę bezpieczeństwa w kierunku, którzy jest korzystny dla USA. Historia NATO to kilkadziesiąt lat ewolucji i zmiany priorytetów tego posiadającego ogromy potencjał sojuszu wojskowego.

Początki NATO wiążą się z mottem bardzo trafnie oddającym ideę, która przyświecała jego powstaniu: „Keeping Russian out, Americans in and Germans down”. A więc: trzymać Rosjan (Sowietów) z dala od Europy, pozostawić Amerykanów i ich potęgę militarną na Starym Kontynencie, kontrolować Niemców i ich potencjalny rewizjonizm, który wywołał ostatnią wojnę światową.

Sojusz jest dzieckiem drugiej połowy lat czterdziestych i początków zimnej wojny. Zwycięstwo nad hitlerowskimi Niemcami tylko pozornie uspokoiło sytuację w Europie. Gdzieś w tle odbudowy i powrotów z tułaczki powoli kiełkowała rywalizacja pomiędzy dwoma nowymi supermocarstwami: USA i ZSRR. Stalin był mimo swojego pragmatyzmu skupiony na sprawie rewolucji, której interes oczywiście utożsamiał z dobrem własnego imperium. Po 1945 r. pojawiały się co chwilę nowe pola potencjalnego konfliktu: dążenia Sowietów do uzyskania wpływów w Iranie, Turcji, wojna domowa w Grecji między komunistyczną partyzantką a siłami wojskowymi wspieranymi przez Anglosasów, w końcu sprawa podziału Niemiec. Co ciekawe, w tej ostatniej sprawie radziecki dyktator próbował grać o całą stawkę (a więc neutralne albo podporządkowane mu państwo niemieckie), a nie podział na państwo wschodnie i zachodnie, który ostatecznie nastąpił. Blokada Berlina i cały kryzys wokół miasta wywołany przez Sowietów w 1948 r. pokazały, że napięcie między dwoma krystalizującymi się wokół supermocarstw blokami jest potencjalnie niebezpieczne.

Proces powstania NATO było oczywiście stopniowy. U jego korzeni leżała inicjatywa integracji państw Europy Zachodniej – Wielkiej Brytanii, Francji, Beneluksu – na polu bezpieczeństwa. Proces ten w nowych realiach powojennych był naturalny, tylko wspólna obrona mogła bowiem ochronić narodowe państwa przed nowym zagrożeniem. Zresztą, te procesy integracyjne już następowały, bo równolegle do spraw obronnych łączono się także w kwestiach gospodarczych, czego skutkiem okazała się Europejska Wspólnota Węgla i Stali powstała w 1952 r., kontrolująca przemysły kluczowe dla kwestii zbrojeniowych i będąca zaczątkiem Unii Europejskiej. Warto zresztą dodać, że wszystko to miało związek z USA. Od 1947 r. Waszyngton uruchomił bowiem tzw. Plan Marshalla, czyli inicjatywę ogromnej pomocy gospodarczej dla krajów zniszczonych w czasie wojny, który miał pomóc ustabilizować ich ekonomię i osłabić ryzyko dostania się ich w strefę wpływów ZSRR. Płynące zza oceanu pieniądze wymuszały współpracę i integrację.

Podpisany 4 kwietnia 1949 r. w Waszyngtonie Traktat Północnoatlantycki zrzeszał dwanaście państw (USA, Kanadę i dziesięć państw europejskich) i jak na standardy prawa międzynarodowego był dość krótki – zawierał czternaście artykułów, z których za najważniejszy uznaje się piąty, zawierający formułę solidarnej sojuszniczej odpowiedzi na zbrojną napaść na jedno z państw członkowskich. Przy czym, paradoksalnie, początkowo NATO nie było silne i dobrze zorganizowane, gwarantem bezpieczeństwa był bowiem amerykański monopol na broń jądrową, przełamany jednak przez Sowietów w tym samym roku. Fakt ten, a także wybuch wojny w Korei – najgorętszego konfliktu zimnej wojny – doprowadził do przyśpieszenia zbrojeń i rozwoju strategii odpowiedzi. Temu służyło m.in. zaproszenie do sojuszu Niemiec Zachodnich w 1955 r., z całym ich potencjałem gospodarczym i strategicznym.

Ostatecznie, opracowując kolejne doktryny – tzw. zmasowanego odwetu i elastycznej odpowiedzi – oraz rozbudowując sojusznicze armie udało się stworzyć NATO jako potężną wojskową machinę, która miałaby możliwość prowadzenia w Europie w razie inwazji radzieckiej w ramach powołanego w 1955 r. Układu Warszawskiego. W rywalizacji tej, na szczęście „zimnej”, a nie „gorącej” (czyli zbrojnej), siły kolektywnego Zachodu wygrały nad komunistycznym czerwonym imperium.

Od lat dziewięćdziesiątych Sojusz znajdował się w stanie transformacji. Ogromny potencjał z czasów zimnowojennych nie był już potrzebny, wobec czego redukowano go – korzystając w ten sposób z tzw. dywidendy pokoju. Zmieniał się też układ sił w Europie: wolą większości państw Zachodu było ułożenie nowych, dobrych relacji z Federacją Rosyjską jako państwem silnym wojskowo, ale też potencjalnie istotnym gospodarczo. Doszło do rozszerzenia na wschód, najpierw o Polskę, Czechy i Węgry, następnie o inne państwa tzw. bloku wschodniego, w tym republiki bałtyckie. Podkreślić warto: taka była wola polityczna tych suwerennych państw. NATO zaczęło angażować się też w proces misji pokojowych i stabilizacyjnych, m.in. w Bośni i Hercegowinie, Kosowie czy po 11 września 2001 r. w Afganistanie – to wtedy jedyny raz uruchomiono artykuł piąty, wspierając zaatakowanego przez terrorystów sojusznika.

Przez te wszystkie lata Stany Zjednoczone odgrywały w sojuszu w naturalny sposób rolę wiodącą, odnosząc z tego istotne korzyści, wzmacniano bowiem możliwości na jednej z flank globalnego konfliktu. Pogłoski o śmierci NATO, czyli jego niezdolności do adaptacji są przesadzone – pokazała to reakcja na rosyjską inwazję na Ukrainę w 2022 r. Potencjał ten warto wykorzystywać, a nie negować go w imię krótkoterminowych zysków.

Tomasz Leszkowicz

----- Reklama -----

KD MARKET 2026

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor