Patrz do przodu, zerkaj w tył
----- Reklama -----
Rafał Jurak

Rafał Jurak


Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Udostępnij swoim znajomym:

Poczułem ostatnio lekkie ukłucie nostalgii. Pewnie związane było z kolejną kartką zerwaną w kalendarzu, a może zimową aurą, czy też ogólnym zmęczeniem wywołanym zmienionym trybem pandemicznego życia i różnymi problemami bliższego i dalszego, skłóconego o wszystko świata. W takich momentach, pewnie nie ja jeden, zaczynam nieco częściej wracać myślami do minionych lat. Dawno minionych, prostszych wydawałoby się. Nic to nie daje, ale przez chwilę mamy wrażenie oderwania od rzeczywistości. Nic w tym złego, ale…

Każde kolejne pokolenie jest przekonane, że dorastało w najwspanialszych latach. Moje też. Z wyjątkiem fotografii, na których wszyscy wyglądamy okropnie. Zwłaszcza w początkach lat 80. fotogeniczność nie istniała. Nie można winić Kodaka, lub w naszym przypadku ORWO, czy pierwszych aparatów automatycznych. Myślę, że odpowiedzialne za to były produkty do pielęgnacji włosów, styl, moda i nadużywane włókna syntetyczne. Wszystko razem dawało niezapomniany efekt. Jak to jest, że gdy w albumie rodzinnym oglądamy zdjęcia, to tylko przy fotkach z tej dekady wszyscy nagle zaczynają się śmiać, pokazywać palcami i zadawać pytania typu "To ty???!!" albo "Ale fryz!!"

Znalazłem w otchłani internetu takie zdanie - "Patrzę z nostalgią w krainę młodości, gdy serce biło mocniej, a życie było jak pościg". Ale można też inaczej, jak Krystyna Janda na swym blogu - "Upijaliśmy się, romansowaliśmy, zrywaliśmy po pijanemu kwiaty z klombów i sikaliśmy pod pomnikami". Bez rymów, też ciekawie. Każdy wspomina na swój sposób. Takich, którzy od czasu do czasu tego nie robią, chyba nie ma. Przynajmniej ja nikogo takiego nie znam.

Większość z nas z łezką w oku przypomina sobie czasy młodości. Tak jesteśmy skonstruowani. Niektórzy próbują racjonalnie podchodzić do tematu, analizować, porównywać. Dochodzą nawet czasem do wniosku, że teraz są bardziej dojrzali emocjonalnie, mądrzejsi, odpowiedzialni, szczęśliwi i spełnieni. A potem wystarczy jedno piwo z kolegami z podwórka, szkoły, studiów, czy wypadu w góry, by cała misterna piramida logiczna legła w gruzach. Ktoś przypomni kompletnie dziś niezrozumiały dowcip, wyjście na pierwszą randkę, pamiętne wagary, pierwsze namioty, etc. Koniec. Znów czujemy w ustach smak taniego wina, zapach niebieskiej benzyny i smażalni nad morzem. Muzyka teraz jest gorsza, podobnie jedzenie, a młodzież źle wychowana. O, i jeszcze politycy okropni. Tak, jakby kiedyś byli dużo lepsi. Każde kolejne pokolenie uważa, że świat chyli się ku upadkowi i tylko ludzie tacy jak my, z naszymi poglądami i wspomnieniami, a co najważniejsze - tradycjami, są ostatnią deską ratunku. Niektórzy, niestety, zaczynają aktywnie walczyć ze zmianami, postępem. Skazani są na niepowodzenie. Otoczeni według siebie wrogim światem i społeczeństwem, zamykają się jeszcze bardziej, zanurzają głębiej w rozpacz. Zamknięte, zaklęte koło.

Większość, jak ja, podsłuchuje starych kawałków muzycznych, trzyma w szafie ubrania, których nigdy, ale to nigdy nie założy. Starych zdjęć nie oglądam, chyba że trafię na nie przypadkowo, a wtedy ukradkiem rozglądam się dookoła i upewniam, że nikt inny ich nie widzi. Na jednym mam długie włosy, jeansowe spodnie ogrodniczki i czerwone buty. Nie, to nie była zabawa przebierańców. To był szczyt ekstrawagancji i mody. Na innym wściekle zielony golf, okulary lennonki i spodnie dzwony cerowane czerwoną sznurówką. Dziury zrobiłem celowo, by zastosowanie sznurówki w tym miejscu było wiarygodne. Na pewnym etapie życia miałem nawet żółtą marynarkę. Serio. Każdy ma pewnie podobne, skrzętnie ukrywane tajemnice z przeszłości. Tapirowane włosy? Opaska tenisowa na nadgarstku? Kolorowe getry? Dżinsy marmurki? Nie? Nie wierzę. Ulegaliśmy modom od zawsze. W pewnym momencie paliłem wyłącznie Pall Malle bez filtra, bo tylko po nie sięgał Kurt Vonnegut. Potem pod wpływem jakiegoś filmu zacząłem żuć wykałaczki jak jego główny bohater. Nieważne, że robił to by zwalczyć pociąg do whisky, dla mnie było to bardzo oryginalne. Dla innych też.

Ale…

Chodzi o to, by te wszystkie obrazy i wspomnienia były tylko jednym z wielu elementów naszego życia. By nie zanurzać się w nie zbyt często i za głęboko. To trochę jak jazda samochodem. Jak będziemy cały czas spoglądać we wsteczne lusterko, to w końcu wypadniemy z trasy. Pół biedy, jeśli tylko zadrapiemy karoserię i opóźnimy nieco naszą jazdę. Gorzej, gdy wjedziemy w drzewo, w mur, albo w innych ludzi. Możemy zrobić krzywdę sobie i innym. Każde wspomnienie jest ważne. Nie powinniśmy niczego wyrzucać i odrzucać. Musimy być dumni z tego co już za nami, bo wszystko miało wpływ na to, kim jesteśmy dziś. Więc jadąc tym symbolicznym samochodem możemy, a nawet powinniśmy czasem spojrzeć we wsteczne lusterko, przypomnieć sobie coś, uśmiechnąć się. Trzymajmy jednak ręce mocno na kierownicy i nie śnijmy na jawie. Zastanówmy się, co będziemy robić na następnym przystanku, kogo spotkamy, dokąd w ogóle jedziemy. Parafrazując Gintrowskiego można powiedzieć, że przecież najciekawsze, do cholery, jest za zakrętem.

Miłego weekendu.

Rafał Jurak
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.