Quauhnahuac czyli Cuernavaca
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Zacznijmy od pierwszego zdania, bo pierwsze to pierwsze i wprawdzie są zawsze po nim następne, ale bez pierwszego nie byłoby drugiego, trzeciego i wszystkich kolejnych składających się na opowieść. Co robić jednakowoż w sytuacji, gdy przed pierwszym jest jeszcze motto, a czasem tych otwierających główny tekst cytatów jest więcej niż jeden? Gdzie zatem skupia się przekonanie Hemingwaya i wielu innych pisarzy i teoretyków literatury o istotności pierwszego zdania w całym konstrukcie powieści i jej interpretacji? W otwierającym dzieło literackie zdaniu, czy w motcie? Sprawa jest oczywista, gdy nie ma motta, ale przeważnie jest i jest w nim zawsze jakaś obezwładniająca magia, bo wprawdzie nie jest to tekst samego autora tylko cytat albo przytoczenie, jakkolwiek pozostaje istotnym ze wszech miar elementem całości, który wybrał sam autor, zatem jest czymś celowym, ważnym i przemyślanym. Nie może być tu mowy o przypadkowości, bo gdzie wtedy byłby sens owego literackiego zabiegu? Prawdopodobnie nigdzie?

Nadzwyczajnie ciekawie jawi się ten problem w kultowej powieści Malcolma Lowry’ego „Pod wulkanem”. Tę niezwykle zwykłą opowieść o człowieczych istotnościach: miłości, uzależnieniu, niewierności, rozpaczy, beznadziejności, sensie i bezsensie istnienia w relacji z innymi, wydaną po raz pierwszy w 1947 roku, otwiera zdanie:

„Dwa grzbiety górskie przecinają republikę mniej więcej z północy na południe, tworząc w środku kilka dolin i płaskowyżów”.

Nie bardzo jest się tu czego uchwycić. Może to być przecież równie dobrze początek książki podróżniczej, listu czy pamiętnika z wyprawy w góry, artykułu w National Geographic czy jakiejkolwiek innej relacji z podróży. Ale nie jest. Otwiera powieść o kondycji człowieka w zagubieniu. Cudownie pisze o talencie Lowry’ego Tadeusz Nyczek w jednym ze swoich artykułów:

„Ileż razy potrafiłem czytać ją wciąż od nowa! Zasypiałem pijany pijaństwem Konsula. Jechałem z nimi - z Konsulem, Hughem i Ivonne - rozklekotanym autobusem drogą do Tomalin i patrzyłem bezradnie ich oczami na Indianina umierającego na drodze od rany w głowie. Chciałem być dobrym mężem dla Ivonne i nie umiałem, i zapijałem tę niemoc tequilą i mescalem, i mogłem tylko patrzeć, jak moja ukochana, też mnie kochając, sypia z moim młodszym bratem, który kochał nas oboje i też nic na to nie umiał poradzić. I nie mogłem się pozbyć kompleksu winy wobec przegranej wojny hiszpańskiej, i byłem na tyle marnym konsulem brytyjskim w meksykańskim miasteczku Quaunhahuac, że musiałem zapijać swoje życie minuta po minucie, godzina po godzinie, dzień po dniu, aż do końca, kiedy pijanego w sztok zastrzelili mnie meksykańscy policjanci i zepchnęli potem moje ciało do rozpadliny pełniącej funkcję śmietnika; ktoś za mną wrzucił zdechłego psa. Kochałem ich wszystkich i kochałem Lowry'ego, który ich wymyślił, kochałem każde jego zdanie będące olśnieniem, poezją, lotem w nieskończoność, boskim darem zdarzającym się najwyżej parę razy na stulecie”.

Niesamowite! Tylko bardzo rzadko mówimy albo piszemy tak o dziele sztuki i tylko wtedy, gdy dotyka nas ono bezpośrednio, albo raczej gdy jest w nas, w samym środku naszego własnego doświadczenia, tego unikalnego momentu metafizycznej jedności obu światów.

Czy zatem zdanie:

„Dwa grzbiety górskie przecinają republikę mniej więcej z północy na południe, tworząc w środku kilka dolin i płaskowyżów” – rzeczywiście otwiera nas na transcendencję, czy raczej na wycieczkę w góry?

Chodźmy zatem o krok dalej w poszukiwaniu sensu i zobaczmy, co dzieje się w kolejnych zdaniach:

„Ponad jedną z tych dolin, nad którą górują dwa wulkany, rozsiadło się na wysokości sześciu tysięcy stóp nad poziomem morza miasto Quauhnahuac. Położone jest sporo na południe od Zwrotnika Raka, mówiąc dokładnie, na dziewiętnastym równoleżniku, mniej więcej na tej samej szerokości geograficznej co Wyspy Revillagigedo dalej na zachód na Pacyfiku albo znacznie dalej na zachodzie południowy kraniec Hawajów – albo na wschodzie port Tzucox na atlantyckim wybrzeżu Jukatanu, w pobliżu granicy brytyjskiego Hondurasu, czy jeszcze dalej w kierunku wschodnim miasto Juggernaut w Indiach nad Zatoką Bengalską”.

No cóż, im dalej tym gorzej. To już zakrawa na poważny artykuł w poważnym magazynie geograficzno-podróżniczym. Jeśli droga do przodu prowadzi donikąd, zawróćmy i przyjrzyjmy się otwierającym powieść mottom. A mamy ich „Pod wulkanem” aż trzy:

Cytat pierwszy:

„Wiele jest dziwów i mocy, i potęg na tym bożym świecie,
największą z nich ludzka potęga.
On na wzburzone wypuszcza się morze
jednej łzy żalu nie roniąc spod powiek,
on matkę ziemię lemieszami orze,
muły i konie zaprzęga,
człowiek.
Płochy ród ptaków on chwyta, mądrze rzuciwszy na nie sidła,
zwierz dziki przed nim umyka,
on grzywiastego konia jarzmem pęta,
na brzeg wyciąga dzieci morskiej fali,
tura górskiego obali i byka.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

On szybkiego jak wiatr dźwięku mowy nauczył się i mądrej, i wieszczej.
Miasta buduje, rynki, agory
I stawia w miastach dachem kryte dwory,
by go wiatr nie zmógł i deszcze,
leki wynalazł na groźne choroby,
wszystko złe mądrym przewalczy sposobem –
nie ujdzie śmierci”.

Sofokles, Antygona
Przekład Ludwika H. Morstina

Cytat drugi:

Błogosławionym zaiste wydał mi się los psa czy ropuchy; ach, z jakąż radością byłbym wziął na się los psa czy konia, wiedziałem bowiem, że stworzenia te nie mają duszy, którą by zatracić mogły pod wieczystym ciężarem piekła czy grzechu, jak moja dusza zatracić się mogła. Ach, a chociaż to wiedziałem, chociaż to czułem i chociaż złaman byłem tą wiedzą, to przecież większego bólu zaznałem, gdym z całych sił szukał i nie znalazł w duszy mojej chęci wyzwolenia”.

John Bunyan,
Grace Abounding for the Chief of Sinners
(„Obfitość łaski dla głównego z grzeszników”)

Cytat trzeci: 

„Zbawion być może,
Kto się dążeniem wieczystym trudzi”.

Goethe, Faust
Przekład Emila Zegadłowicza

Te trzy fragmenty otwierające powieść Lowry’ego unoszą nas w rzeczywistość fascynacji, której doświadczył Tadeusz Nyczek.

Kontynuacja za tydzień

Quauhnahuac to Cuernavaca, tyle że w oryginalnej, azteckiej wersji językowej. Tam dzieją się rzeczy wyjątkowe, o których pisze Lowry w „Pod wulkanem”. Tam też działa, równie wyjątkowa i niezwykła biblioteka Otro Mono i galeria sztuki Capsula Espacial. Proszę wspomóż ich działalność. Wystarczy kliknąć na link zamieszczony na głównej stronie www.domksiazki.com - szczodrość dla sztuki czyni cuda!