----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

01 września 2026

Udostępnij znajomym:

„Nietolerancja i zabobon zawsze były własnością głupich między pospólstwem i nigdy, jak mniemam, z gruntu wykorzenione nie będą, bo równie wieczne są jak sama głupota”.
Andrzej Sapkowski, „Krew elfów”

„Głupcy giną marnie, bo nie umieją myśleć. Nie widzą w żadnej rzeczy nawet połowy zawartej w niej treści. I nie dość na tym, że nie zadają sobie trudu, by pojąć na czym polega ich własna korzyść lub szkoda; przywiązują wielką wagę do rzeczy błahych, a małą do rzeczy ważnych – zawsze sądzą wadliwie. Wielu dlatego nie traci głowy, że jej nie mają”. (Baltazar Gracián, Wyrocznia podręczna, s. 39; za: T. Gadacz, Uniwersalne prawdy i prawa życia, s. 56)

Gołoborze to rzecz o ziemi jałowej nawiedzonej nie tylko przez utopce i szeptuchy, ale głównie przez obezwładniającą, dziedziczoną spuściznę głupoty. Na ile i w jaki sposób to wyjałowienie definiuje wioskę Grabin, gdzie toczy się główna cześć akcji powieści Macieja Siembiedy?

„GOŁOBORZE. Rumowisko skalne. Nazwa pochodzi od kamiennej pustyni na stoku Łysej Góry i oznacza miejsce „gołe”, bez „boru”, czyli takie, na którym nie rośnie las. Natura zbudowała je z bloków piaskowca kwarcytowego powstałego ponad pół miliarda lat temu.

Kamienne pole jest martwe.

Ostre krawędzie odłamków skalnych, ciasno ułożonych obok siebie, sprawiają, że nie wejdzie tu człowiek ani zwierzę. Z kolei brak iłu, a nawet piasku pod kamieniami wyklucza zapuszczenie korzeni przez jakąkolwiek roślinę czy drzewo. Na skalnym rumowisku w ciepłe dni wygrzewają się jedynie jadowite żmije, a nocami spotykają czarownice, diabły i ich sługi demony. Według wierzeń ludowych świętokrzyskie gołoborze to miejsce czystego Zła”. (s.5)

Przeniesienie znaczeń „kamiennego pola, które jest martwe”, na wszystko i prawie wszystkich w powieści, która jest swoistą sagą rodzinną dwu odwiecznie skłóconych rodów: Kończaków i Cebrzynów – stawia nas w powiewie rodzinnego i historycznego absurdu. Wszelkie działania głównych bohaterów, począwszy od pierwszej sceny potwornej śmierci Tomasza, która nosi wszelkie cechy horroru, po ostatnią, gdy Andrzej poprzenosił szkielety psychopatycznego Karasia i jego kompanów, by uniemożliwić projekt Cebrzynów – nakręcają spiralę, często okrutnej, głupoty, która zostaje ubrana w wiejskie, niepisane prawo zemsty: krzywda musi być pomszczona – zawsze. Jakby tego było mało, prawo to obowiązuje z pokolenia na pokolenie, jest dziedziczone, bo honor jest najważniejszy – oczywiście ten specyficznie głupi, ale to już rzecz poza zdrowym rozsądkiem.

Historia Tomasza Kończaka, powstańca styczniowego, którego okrutnie torturowano i okaleczono, jest kanwą całego, powieściowego skomplikowania. To ona ma tragiczne konsekwencje i przejawia się w całym szeregu morderstw i innych tragicznych sytuacji, aprobowanych przez otoczenie i skrywanych przez władzami – krwawy kodeks rodowy jest powszechnie akceptowany:

„Obydwa wiejskie rody od stu lat toczyły wojnę. Poszło o kiełbasę skradzioną na weselu. Kończaki zaprosili na nie Cebrzynów, z którymi jeszcze wtedy żyli w zgodzie. A Cebrzyny, złodziejskie nasienie, nie dość, że się na weselisku nażarli i nachlali, to jeszcze zakradli się do komory, skąd wynieśli dwa pęta kiełbasy. Jeden z Kończaków ich nakrył, ale zmilczał, żeby nie psuć młodym święta. Poszli do Cebrzynów następnego dnia po poprawinach […] Zginęło dwóch, ponad dziesięciu długo lizało rany. Grabin zrozumiał, że przelana krew poróżni klany na wiek wieków. Od tamtej pory w kościele zajmowali dwie strony głównej nawy […] kolejni grabińscy księża, którzy co niedzielę mówili o miłości bliźniego, dobrze wiedzieli, że strzępią gęby po próżnicy”. (s. 45)

Jak kradzież dwu pęt kiełbasy przekłada się na kolejne odsłony przaśno-polskiej wersji Ojca chrzestnego?

Spróbujmy to uporządkować, oczywiście w koniecznym uproszczeniu:

Tomasz zabija nożem Walentego, który doniósł na niego Rosjanom, nie długo trzeba było czekać, by Karaś, perwert i psychicznie rozchwiany osobnik, obciął mu głowę. To oczywiście tylko niebanalny początek dalszego ciągu zbrodni niedoskonałych – syn Tomasza, Zygmunt poluje zatem na Karasia, by pomścić ojca i obiera sobie to za absolutny punkt honoru swego życia. Polowanie jest długie i skomplikowane, ale kończy się sukcesem. Z kolei Andrzej z wujkiem Józkiem, najmłodszy syn Zygmunta, działacz partyjny, odznaczony Krzyżem Zasługi organizuje z Kurzejami (seryjni mordercy) zamordowanie Stefana Cebrzyny („ma skapnąć” s,386), który zakochuje się w Jadźce Kończakównie, z wzajemnością, co oczywiście jest niewyobrażalnym przestępstwem i sprzeniewierzeniem w kontekście wojny rodów. Są też, w tej ocierającej krwią historii, elementy uzupełniające; rozjechane przez pociąg zwłoki, wcześniej zamordowanego uderzeniem w głowę Antka Kończaka (kuzyna Józka), którego w kostnicy składał z kawałków Duch, który cudem przeżył Auschwitz.

Trudno też pominąć zabójstwo sołtysa Dymarek czy leśniczego, ale to wątki poboczne, związane z Kurzejami (ojciec, syn i matka), z których syn, skrajnie głupi, uległ policyjnej manipulacji i skończył w celi śmierci. (s.429) To oczywiście nie wszystko i nie wszyscy zamordowani, zmarli albo zaginięci. Dramatów było znacznie więcej, jak niezwykle ważny wątek tragicznej śmierci Jadźki, w którą to sytuację zamieszana była jej matka. Gołoborze w swej misternej strukturze świata przedstawionego, w którym wszystkie wątki, tropy i motywy przeplatają się fenomenalnie, budując atmosferę absurdalnej, pełnej okrucieństwa rzeczywistości podsycanej głupim i chorym z nienawiści poczuciem honoru.

„Brak władzy rozpoznania jest właściwie tym, co nazywamy głupotą, a tej ułomności nie można zaradzić.[…] Tępy (hebes), podobnie jak nóż albo topór z niehartowanej stali, jest ten, kogo niczego nie można nauczyć, kto jest niedolny do nauki. Człowiek zdolny tylko naśladować to półgłówek”. (Głupota, w: tamże)

Trudno pozbyć się wrażenia, że Gołoborze, z definicji historyczna saga rodzinna z elementami thrillera i horroru, jest jednocześnie kapitalnie skontrowanym traktatem o dziejach głupoty.

Gołoborze, Maciej Siembieda, Znak, 2025, s. 523.

Zbyszek Kruczalak
www.domksiazki.com

----- Reklama -----

POLONER 950 X 300

----- Reklama -----

POLONER 950 X 300

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor