Trudno o bardziej znany symbol polskiej walki z niemiecką nawałą we wrześniu 1939 r. niż obrona Westerplatte – samotna placówka, która miała wytrwać kilkanaście godzin, a wytrzymała o wiele dłużej, kapitulując dopiero 7 września. Jednocześnie, w legendzie o tym boju jest też sporo przekłamań: jak choćby to, że polscy żołnierze „prosto do nieba czwórkami szli”, gdyż wszyscy polegli na miejscu.
To ostatnie jest oczywiście zasługą skreślonej jeszcze w czasie trwania walk Pieśni o żołnierzach Westerplatte autorstwa Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Poeta, sam będący w centrum toczącej się kampanii, wiedział o obronie tyle, co dowiedział się z radia i prasy, która poświęcała sprawie wiele miejsca z racji na jej propagandowy potencjał. Wiersz jest więc w większym stopniu odzwierciedleniem społecznych nastrojów i postrzegania tego wydarzenia, a więc legendy – i co ciekawe, sam tę legendę współtworzył. Fakty dotyczące obrony Westerplatte są jednak inne: z liczącej ponad 200 żołnierzy polskiej załogi zginęło tylko 15 osób, kolejnych około pięćdziesięciu odniosło w czasie walk rany.
O co jednak chodziło z tym Westerplatte i dlaczego jego obrona stała się tak bardzo ważna? Aby to zrozumieć, przenieść należy się do okresu tuż po zakończeniu I wojny światowej i traktacie wersalskim z 1919 r. W ich wyniku powstało Wolne Miasto Gdańsk – organizm quasi-państwowy, który znajdował się pod nadzorem Ligi Narodów (międzynarodowej organizacji stojącej na straży relacji międzypaństwowych, poprzedniczki ONZ) i rządził się w sposób autonomiczny. Utworzenie tego miasta-państwa było kompromisem pomiędzy Niemcami i Polakami, który nie zadowalał zresztą żadnej ze stron. Traktat wersalski przyznał Polsce obszar Pomorza, a tym samym dostęp do Morza Bałtyckiego, jednocześnie pozostawił w państwie niemieckim Prusy Wschodnie. Gdańsk, bogaty i ważny port leżący na pograniczu tych dwóch obszarów, był miastem zamieszkiwanym przez obydwie narodowości. Postanowiono stworzyć więc z niego eksperymentalną formę pośrednią, ostatecznie jednak większe wpływy uzyskali w nim Niemcy – przy czym Polacy (i państwo polskie) mieli tam swoje wyraźnie określone prawa.
Wojna polsko-bolszewicka z 1920 r. pokazała znaczenie Gdańska – to właśnie przez tutejszy port, leżący u ujścia Wisły, miało przybyć zaopatrzeniowe wsparcie dla walczącego Wojska Polskiego. Nie przybyło jednak, gdyż wyładunek zablokowały siły wrogie Polakom. Aby uniknąć takich sytuacji w latach dwudziestych zaczęto budować port w Gdyni, jednocześnie zaś Liga Narodów przyznała w 1924 r. Polakom prawo do posiadania własnej, eksterytorialnej składnicy w Gdańsku. Ulokowano ją w sąsiedztwie portu, na półwyspie Westerplatte, który wykupiono już w 1919 r. Tam właśnie powstała Wojskowa Składnica Tranzytowa, będąca punktem przeładunkowym i ochraniana przez garnizon wojskowy. W latach trzydziestych na terenie półwyspu wybudowano nowe fortyfikacje, które miały wzmacniać obronę na wypadek ataku ze strony Niemców, którzy chcieliby przejąć pełnię władzy w Gdańsku.
Kryzys polityczny 1939 r., który doprowadził do wybuchu II wojny światowej, dotyczył w istotnym stopniu właśnie Gdańska. Hitler, dążąc do odzyskiwania terenów uznawanych za niemieckie wysunął wobec Polski żądanie m.in. włączenia Wolnego Miasta do III Rzeszy. Rzeczpospolita nie mogła się na to zgodzić z różnych względów (podobnie jak na eksterytorialne połączenie Prus Wschodnich z resztą Niemiec), tym bardziej, że przykład Czechosłowacji pokazywał, że Hitler nie zadowala się tym, co dostał.
Pod koniec sierpnia 1939 r. do Gdańska przybył z wizytą kurtuazyjną niemiecki pancernik Schleswig-Holstein. Pod jego pokładem znajdował się oddział, który miał zdobyć Westerplatte. 1 września o 4:45 okręt otworzył ogień do polskiej placówki. Następnie niemiecki oddział, wspierany przez nazistów z Gdańska, zaatakował WST. Atak ten został odparty, podobnie jak kolejne tego dnia. Uznaje się, że dowódca składnicy, mjr Henryk Sucharski, otrzymał rozkaz obrony przez 12 godzin – po to, by zamanifestować polskie prawa w Gdańsku i wole oporu. Obrońcy nie mieli szans na uzyskanie pomocy. Mimo to kontynuowali walkę. 2 września na Westerplatte spadł poważny nalot bombowy, po którym zszokowany mjr Sucharski chciał podjąć decyzję o kapitulacji. Wiemy dziś, że wtedy jego zastępca, kpt Franciszek Dąbrowski, przejął dowodzenie z wolą kontynuacji walki. Po siedmiu dniach oblężenia, w obliczu ostatecznego szturmu, do którego Niemcy szykowali się metodycznie, mjr Sucharski przeforsował decyzję o poddaniu się. Stu kilkudziesięciu żołnierzy polskich trafiło do niewoli. Sam polski dowódca został potraktowany w sposób honorowy, w dowód szacunku za postawę jego żołnierzy – do obozu jenieckiego mógł pójść ze swoją szablą.
O tym, że „Westerplatte broni się jeszcze” donosiły wszystkie ukazujące się w czasie wojny polskie media, w tym przede wszystkim radio. Wydarzenie to już wtedy stało się symbolem niezłomnej obrony i bohaterstwa. Tym bardziej, że kampania nie przebiegała pomyślnie – przewaga niemiecka była ogromna, a już 3 września polskie armie znalazły się w odwrocie. W nocy z 6 na 7 września Warszawę, zagrożoną przez niemieckie czołgi, opuściły władze państwowe i najwyższe dowództwo. Mit obrony Wojskowej Składnicy Tranzytowej pokazywał jednak, że nie wszystko idzie tak źle, i nawet gdy Wojsko Polskie przegrywa, to po zażartej walce. Do dzisiaj tak o tym pamiętamy, a Westerplatte stało się miejscem-symbolem początku II wojny światowej.
Tomasz Leszkowicz