7 lipca - Światowy Dzień Czekolady…
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----
Anna Czerwińska

Anna Czerwińska


Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Udostępnij swoim znajomym:

  

Fascynująca i kapryśna, niedostępna, przez wieki uważana za napój bogów i afrodyzjak. Czekolada dzisiaj wprawdzie straciła powab niedostępności, lecz ciągle emanuje smakiem, jakiego nie znali jej odkrywcy. Dodaje wigoru, poprawia nastrój, wabi aromatem…

Krótka historia kakaowca

Karol Linneusz, osiemnastowieczny szwedzki przyrodnik, twórca współczesnego systemu klasyfikacji organizmów, nadał drzewu kakaowemu nazwę – Theobroma cacao. Oznacza to napój bogów (z greckiego: theos – bóg, broma – napój). W ten sposób Linneusz nawiązał do wierzeń wielkich cywilizacji indiańskich Starego i Nowego Świata.

Nie wiadomo dokładnie, czy kakaowce pochodzą z dorzecza Amazonki czy z basenu Orinoko (ostatnie badania sugerują, iż historia czekolady sięga bardzo zamierzchłych dziejów – plemienia Olmeków z X w. p.n.e.). Jednak dokładnie wiadomo, a potwierdzają to dane archeologiczne, iż kakaowce występowały w życiu Majów od III w. p.n.e.

A miejsce miały poczesne w ich obrzędach. Majowie czcili boga kakao Ek Chuah, na którego ołtarzach plantatorzy drzew kakaowych palili kadzidła, składali w ofierze zwierzęta, a kapłanom wręczali gałązkę kakaowca wyrażając w ten sposób szczególny szacunek.

Majowie też przygotowali pierwszy napój kakaowy w historii dziejów, który w medycynie uważano za środek odstraszający węże. Stosowano już też masło kakaowe jako leczniczą maść na oparzenia oraz jako ochronę przed słońcem. Miało ono również leczyć wątrobę i płuca...

Kiedy więc po Olmekach tereny współczesnego Meksyku zamieszkali Majowie, a potem Aztekowie, otrzymali bezcenny spadek – kakaowe plantacje i tradycję przyrządzania czekolady.    

Dłuższa historia czekolady

Quetzalcoatl był bogiem i władcą kolejnych obdarowanych kakaowcem – Azteków. Wierzyli oni całą duszą, iż drzewa kakaowca są darem ich władcy. A dar to był wielki, choć przeznaczony głównie dla zamożnych, władców i wojowników. Nasiona kakaowca stały się środkiem płatniczym, np. królik albo prostytutka kosztowali po 10 ziaren, a niewolnik 100. Ziarna najwyższej jakości zachowywano jako rezerwę monetarną; najbogatsi władcy mieli ich w swoich spichlerzach miliardy ...

No i oczywiście napój kakaowy, zwany Xocolatl. Napój godny bogów, o znaczeniu rytualnym i religijnym, pijali tylko wojownicy i aztecka elita. Xocolatl, ciepłe bądź letnie, dosładzano dzikim miodem lub mieszano z różnymi rodzajami chili, aromatyzowano wanilią lub innymi przyprawami, a delektowano się ową mieszanką na zakończenie posiłku, przed wypaleniem tytoniu i sjestą. Napój ten, o barwie bardziej czerwonej aniżeli brązowej, uważany był za źródło mądrości i energii, a także znakomity afrodyzjak i balsam łagodzący.   

Pierwszym Europejczykiem, który zetknął się z ziarnem kakaowym w czasie swojej czwartej podróży do Ameryki w 1502 roku, był Krzysztof Kolumb, ale... zignorował je. Czy naprawdę? Zdania są podzielone. Otóż... jak twierdzą jedni - on pierwszy docenił wartość kakaowego ziarna - choć sporządzony z niego napój wcale mu nie smakował. Podczas swojej ostatniej podróży do Nowego Świata żeglarz dotarł do wyspy Guanaja, położonej około 50 km od Hondurasu. Stamtąd zabrał nasiona nieznanej mu rośliny, którą Indianie nazywali cacao. Dzięki synowi Kolumba Ferdynandowi wiemy dokładnie, kiedy się to wydarzyło. W prowadzonym przez siebie dzienniku pod datą 15 sierpnia 1502 r. opisał, jak Indianie wnosili kakaowe ziarno na pokład hiszpańskiego galeonu: "Musiały mieć one dla nich wielką wartość, bo widziałem, że jeśli któryś z tych migdałów upadł, wszyscy przystawali, by go podnieść, jakby szukali własnego oka".

Inni wyjaśniają – mieszkańcy Guanaja wypłynęli na powitanie Kolumba na statkach wyładowanych po brzegi ziarnami kakaowca. Stanowiły one cenny dar dla przybyszy. Hiszpanie kompletnie tego nie docenili. Nie rozumieli dlaczego te zwykłe ziarna traktowane są z takim szacunkiem i uznając to za miejscową osobliwość... pozbyli się ich.

Wszystko jest możliwe, wszak zdarzenie to miało miejsce – bagatela – ponad pięćset lat temu! Więc jak dotarło kakao do Europy?

W 1519 roku Hernán Cortés i jego orszak przybyli na wybrzeża Meksyku. Podczas uczty wydanej przez Montezumę II na ich cześć, zostali poczęstowani ulubionym napojem azteckim Xocolatl, tak cenionym, że podawanym w złotych pucharach wyrzucanych po jednorazowym użyciu. Panowie szybko zorientowali się, jaka jest wartość kakaowych ziaren...

Kiedy Cortés wracał do Hiszpanii w 1528 roku, zabrał ze sobą trochę cudownych ziaren dla króla Karola V. Ale tylko część przeznaczył na prezent królewski. Pozostałą ilość wykorzystał we własnym zakresie... Był inicjatorem zakładania plantacji kakaowca na Trynidadzie i Haiti, a także u wybrzeży zachodniej Afryki.

Hiszpanie dodawali do roztartych ziaren kakaowych wodę, przywożony z Ameryki trzcinowy cukier, anyż, wanilię i tę mieszaninę zagotowywali. Pomysł ten podpatrzyli na ziemiach azteckich, gdzie gwatemalskie zakonnice z klasztoru Guanaco właśnie w taki sposób ulepszyły aztecką metodę przygotowywania napoju. Powoli sława słodkiego napoju zaczęła rozszerzać się na całą Europę. Ale... niestety – pić czekoladę można było tylko na hiszpańskim dworze, a sekret jej przyrządzania był tajemnicą państwową. Receptury strzeżono wiele lat, do roku 1606, kiedy to włoski handlowiec Carletti wyjawił tajemnice czekoladowego napoju pitego w Hiszpanii. Włochy oszalały na punkcie czekolady, a Perugia stała się centrum czekoladowej manii. Pierwsze sklepy z czekoladą pojawiły się w Wenecji, a potem... Na początku XVII wieku zaczął się triumfalny pochód czekolady przez cały ówczesny i dzisiejszy świat.

Pierwsza oryginalna, polska czekolada pitna powstała około 1859 roku. Twórcą jej receptury był protoplasta najsłynniejszych polskich cukierników, Ernest Karol Wedel. Jej skład do dziś jest jedną z najpilniej strzeżonych tajemnic firmy, mimo wielokrotnej zmiany właściciela.

Ameryka również miała swojego króla czekolady. W 1900 roku Milton Snavely Hershey wyprodukował pierwszy batonik z mlecznej czekolady, używając technik, które zapewniły mu przydomek „Henry’ego Forda” producentów czekolady.

Wszystkich wielbicieli (jestem wśród Was!) płynnej, aromatycznej, pysznej czekolady zapraszam na moją stronę: www.amerykanskiekulinaria.com. Tam kilka wypróbowanych i godnych polecenia przepisów.

Anna Czerwińska

wielbicielka muzyki klasycznej i dobrej literatury, amatorka gór i namiotu, podglądania życia od kuchni i innych obserwacji wszelkich na własny użytek.
Autorka blogów: o kuchni Stanów Zjednoczonych i… truflach czekoladowych
www.amerykanskiekulinaria.com
www.domowetrufle.com
kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.