----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

02 czerwca 2026

Udostępnij znajomym:

Polskę i Ukrainę łączy dziś wiele – od podobnego postrzegania zagrożeń międzynarodowych aż do podobieństw społecznych i licznych więzi gospodarczych. Obydwa państwa mają szansę nawiązać ze sobą owocną współpracę w teraźniejszości, sprawę utrudniają jednak żywe spory o przeszłość.

Niektórzy twierdzą, że historia jest nauczycielką życia – inni dodają, że niczego się z niej nie chcemy nauczyć. Przeszłość może pomagać budować dobre relacje międzynarodowe, ale też przeszkadzać w ich nawiązywaniu. Czasem drogą jest pójście obok trudnej historii, tak jak to wydarzyło się w stosunkach z Niemcami, budowanymi pomimo tragicznych kart z przeszłości, zwłaszcza zbrodni z okresu II wojny światowej. Przy czym przyznać trzeba, że państwo niemieckie po II wojnie światowej, przynajmniej na poziomie deklaratywnym, stara się brać na siebie winę za zło w przeszłości, co sprzyja przełamywaniu napięć i szukaniu tego co dobre.

W relacjach polsko-ukraińskich ta ostatnia opcja jest jak najbardziej możliwa, bowiem historycznie obydwa narodowy przez wieki żyły koło siebie i wzajemnie wpływały na swoje losy. Dość powiedzieć o historii średniowiecznej, gdzie pogranicze polsko-ruskie było miejscem żywej wymiany kulturowej, czy o epoce Rzeczpospolitej Obojga Narodów, gdy trzon ziem dzisiejszej Ukrainy zjednoczył się w jednym, tolerancyjnym organizmie państwowym, dając impuls do rozwoju narodowej świadomości. Mamy w końcu też doświadczenia roku 1920 i tzw. sojuszu Piłsudski-Petlura, który wymierzony był przeciw bolszewickiemu zagrożeniu ze wschodu. Zakładał on budowę państwowości ukraińskiej nad Dnieprem przy współpracy Polski. Konsekwencją tego była wyprawa kijowska, która zakończyła się zwycięstwem, ogólna słabość obydwu partnerów sprawiła jednak, że zaplanowanego politycznego scenariusza nie udało się zrealizować.

Niestety, dużo łatwiej pamięta się o konfliktach i wzajemnych urazach. Polsko-ukraińska historia to bowiem także spór o swoje miejsce na świecie, w którym obydwa narodowy mogłyby się skutecznie rozwijać. Przestrzenią konfliktu było to, co Polacy nazywają Kresami Wschodnimi, Ukraińcy zaś – Ukrainą Zachodnią. Kluczowe miejsce zajmuje tu Lwów, czyli czołowa metropolia tej części Europy. W polskiej historii to jeden z najważniejszych ośrodków narodowych, ważne miejsce na mapie kulturalnej i społecznej. Dla ukraińskiego ruchu narodowego to miejsce jego narodzin i jeden z punktów odniesienia we wspólnej świadomości. To właśnie o to miasto 1 listopada 1918 r. wybuchły zacięte walki, których celem było przejęcie kontroli nad lwowską metropolią i włączenie jej do odradzającego się państwa narodowego. Ostatecznie bitwę wygrali Polacy, którzy stworzyli swoją państwowość, co nie było dane Ukraińcom, których ziemie ostatecznie podzielono między Rzeczpospolitą a Związek Radziecki.

Ten brak ukraińskiej państwowości leżał u podstaw dalszego rozwoju konfliktu. Spowodował bowiem wytworzenie się ruchu nacjonalistycznego, który postawił sobie za cel walkę o budowę niepodległego bytu i to m.in. w kontrze do Polaków. Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów walczyła, zwłaszcza w latach trzydziestych XX wieku, z państwem polskim wszelkimi dostępnymi metodami, w tym przy pomocy terroryzmu – ofiarą bojowników padł m.in. polski minister spraw wewnętrznych. Akcja wywoływała reakcję, co podsycało konflikt i budowało poparcie dla nacjonalistów. Ci ostatni zaś czerpali wiele z radykalnych nurtów politycznych aktywnych w tej epoce, nawiązując równolegle współpracę m.in. z nazistowskimi Niemcami. Zaowocowało to w chwili wybuchu II wojny światowej.

To właśnie czas największej hekatomby XX wieku stał się katalizatorem wzajemnego konfliktu. Ukraińcy podjęli współpracę z III Rzeszą, ta jednak dążyła bardziej do ich wykorzystania niż dania im w zamian tego co oczekują. Stąd podział w OUN i wykrystalizowanie się frakcji kierowanej przez uwięzionego wkrótce przez Niemców Stepana Banderę, która podjęła próbę prowadzenia niezależnej polityki. Jej elementem była bezwzględna walka z Polakami, a jej narzędziem rozwinięta w 1943 r. tzw. antypolska akcja na Wołyniu, czyli wywołana przez Ukraińską Powstańczą Armię ludobójcza czystka wymierzona w ludność polską zamieszkującą tereny wiejskie. Miała ona pozór spontanicznego buntu chłopskiego, wiadomo jednak, że była ściśle zaplanowana. W jej wyniku zginęło co najmniej kilkadziesiąt tysięcy Polaków, kolejni pomordowani padli ofiarą podobnej akcji w Galicji Wschodniej w następnych miesiącach. Zbrodnie wywołały odpowiedź polskiego podziemia. Wzajemna nienawiść nakręciła się do niewyobrażalnej skali.

Pamięć o tej tragedii rzutuje na dzisiejsze postrzeganie wzajemnych stosunków. Polacy nie mogą zapomnieć o pomordowanych na Wołyniu i w wielu innych miejscach, organizatorów tych zbrodni oceniają zaś negatywnie. Dla Ukraińców UPA to organizacja walcząca o niepodległość z wrogiem, nie tylko z Polakami, ale także z Sowietami po 1944 r., co jest ważne w kontekście dzisiejszej wojny. Nie jest łatwo pogodzić te dwie perspektywy, być może jest to w ogóle niemożliwe. Nawigowanie wśród sporów o historię wymaga wiele uważności i omijania niebezpiecznych raf. Być może w którymś momencie ta pamięć przestanie być już tak bolesna i wpływająca na teraźniejszość. Dziś wydaje się to jednak niemożliwe, a zadaniem mądrej dyplomacji jest tylko takie działanie, które ograniczałoby negatywne skutki i nie zamykało drzwi do przyszłości.

Tomasz Leszkowicz

----- Reklama -----

NAVA

----- Reklama -----

NAVA

----- Reklama -----

Dorota Zielinski

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor