Prezydencka wizyta Donalda Trumpa w Chinach może być jednym z ważniejszych momentów politycznych tego obfitego w wydarzenia roku, chociaż oczywiście nie będzie tak przełomowa jak ta Richarda Nixona w 1972 r. Relacje amerykańsko-chińskie określają dziś światową sytuację, ważną rolę pełnią już jednak od II wojny światowej.
Sto lat temu mało co zapowiadało sytuację obecną. Chiny nie tylko nie były drugą gospodarką świata i supermocarstwem kształtującym międzynarodową politykę, ale w ogóle znajdowały się w bardzo słabym położeniu. To liczące tysiące lat państwo na przełomie XIX i XX stulecia znajdowało się w głębokim kryzysie, spowodowanym swoim zapóźnieniem cywilizacyjnym, problemami wewnętrznymi i ekspansjonistyczną polityką kolonialną mocarstw europejskich. Wielka Brytania w czasie tzw. wojen opiumowych – spowodowanych chęcią prowadzenia przez nią nieograniczonego handlu tym narkotykiem w portach chińskich – upokorzyła cesarstwo i zyskała liczne przywileje. Większość potęg kolonialnych zdobyła swoje przyczółki na terenie Chin, prowadząc eksploatacyjną politykę na tych terenach. Bunt Chińczyków, nazwany powstaniem bokserów, próbował przeciwstawić się tej dominacji obcych, został jednak ich siłami stłumiony. Cesarstwo w końcu upadło i w Chinach powstała republika, musiała się ona jednak mierzyć z licznymi problemami, z których jednym z największych były ruchu odśrodkowe. Część terytoriów przejęli lokalni watażkowie, istotną siłą stali się też komuniści. Jakby tego było mało, coraz większym zagrożeniem stał się imperializm japoński, rozwijający się od końca XIX w. W 1937 r. wybuchła wojna chińsko-japońska, która doprowadziła do brutalnej okupacji znacznej części terytorium Chin.
Przywódcą państwa był wówczas Czang Kaj-Szek – polityk prawicowo-nacjonalistyczny, wojskowy i dyktator. W układzie międzynarodowym, który stworzyła II wojna światowa, Chiny stały się ważnym sojusznikiem aliantów zachodnich, brały bowiem czynny udział w wojnie z Japończykami. Ameryka Roosevelta dążyła do wsparcia tej walki, zaopatrując armię i traktując chińskiego przywódcę jak jednego z partnerów. Dość przypomnieć, że w powojennym ładzie międzynarodowym, którego wyrazicielem była Organizacja Narodów Zjednoczonych, dla Chin przeznaczono stałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa z prawem weta. Problemem okazała się jednak sytuacja powojenna, na wojnie z Japończykami wzmocnili się bowiem komuniści pod wodzą Mao Tse-Tunga, którzy podjęli rywalizację z siłami Czang Kaj-Szeka. Mimo wsparcia amerykańskiego w 1949 r. chińska wojna domowa zakończyła się zwycięstwem czerwonych, a partia nacjonalistyczna, czyli Kuomintang, przeniosła się na Tajwan, gdzie do dzisiaj działa niezależna Republika Chińska.
Napięcia między Amerykanami, jako główną siłą „wolnego świata”, a Chińską Republiką Ludową były jednym z ważniejszych elementów toczącej się zimnej wojny, zwłaszcza jej pierwszych etapów. Dość przypomnieć, że Mao wysłał tzw. ochotników na wojnę w Korei, co doprowadziło do zwrotu akcji w wojnie, w której armia amerykańska występowała pod flagą ONZ. Punktem zapalnym była też Cieśnina Tajwańska jako klucz do zdobycia Tajwanu i ostatecznego zjednoczenia Chin. W miejscu tym wybuchały regularne kryzysy i starcia zbrojne, Amerykanie jednak objęli swoim parasolem wojskowym wyspę i nie pozwolili na upadek rządów Czang Kaj-Szeka. Chiny Ludowe były też aktywnym sojusznikiem Wietnamu, co zwłaszcza w latach sześćdziesiątych, w czasie trwania wojny w tym państwie, sprawiało Amerykanom problemy.
Sytuacja nie była jednak zupełnie zero-jedynkowa. ChRL była od 1949 r. sojusznikiem ZSRR, śmierć Stalina doprowadziła jednak do zmiany we wzajemnych relacjach Pekinu i Moskwy. Polityka Chruszczowa – normalizacja stosunków z Zachodem i destalinizacja – nie spotkały się z poparciem Mao, który choć elastyczny politycznie był komunistą pryncypialnym. Od początku lat sześćdziesiątych widoczny jest rozłam radziecko-chiński, spowodowany rywalizacją o przywództwo w ruchu komunistycznym. Konflikt narastał zwłaszcza od 1966 r. i rewolucji kulturalnej w Chinach, a w 1969 r. nad graniczną rzeką Ussuri wybuchły lokalne walki.
W tych realiach prezydent Richard Nixon i jego doradca ds. bezpieczeństwa Henry Kissinger dostrzegli możliwość podjęcia gry dyplomatycznej. Chiny, ogromne państwo z potencjałem gospodarczym, miały zostać potraktowane jako przeciwwaga dla Sowietów. Liczono się też z możliwością wpłynięcia tą drogą na wojnę w Wietnamie, z której Amerykanie chcieli się wycofać z twarzą. Zabiegi były długie, ważnym miejscem rozmów była m.in. Warszawa, a inną ważną rolę odegrała… amerykańska reprezentacja pingpongistów. Ostatecznie w 1971 r. Kissinger całkowicie potajemnie przybył do Chin i dogadał szczegóły. W lutym 1972 r. Nixon przyleciał do Pekinu, witany z honorami przez Mao i jego ekipę. W efekcie wizyty doszło do normalizacji stosunków, a w kolejnych latach uznania ChRL i zajęcia przez nią miejsca w Radzie Bezpieczeństwa ONZ.
Chiny, od lat osiemdziesiątych intensywnie rozwijające się na drodze wolnorynkowej, w kolejnych dekadach wzmacniały swoją pozycję międzynarodową przy wsparciu Amerykanów, popierających dołączenie Chińczyków do Światowej Organizacji Handlu. Dziś ChRL traktowana jest jak główny rywal, zagrażający amerykańskiej supremacji. Jednocześnie Waszyngton liczy się z Pekinem i próbuje wspólnie dzielić świat na strefy wpływów.
Tomasz Leszkowicz