----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----
Zbyszek Kruczalak

Zbyszek Kruczalak


www.domksiazki.com

Udostępnij znajomym:

Co to wszystko ma ze sobą wspólnego? Co łączy kobietę uciekającą przed kartelami narkotykowymi na dachach meksykańskich pociągów towarowych ze zdegenerowanymi mediami amerykańskimi, którymi rządzi pieniądz i polityka i wyrafinowanymi esejami Octavio Paza o samotności człowieka zdradzonego przez bogów? Jak się okazuje masa różnych rzeczy. Jakich? Niezwykle subiektywnych.

W istocie bowiem te trzy oddzielne i pozornie odległe od siebie teksty, przefiltrowane przez to, co tu i teraz, ukazują nas, a raczej naszą relację z rzeczywistością, w perspektywie tego, w jaki sposób nasze wewnętrzne ja jest determinowane, czy raczej manipulowane, przez kulturowe mechanizmy, często obezwładniające, żeby nie powiedzieć paraliżujące, nasz wyjątkowo ulotny sens istnienia. Gdzie go szukać?

W oparach absurdu? W swojej nieświadomości? W naiwnym przekonaniu, że coś rozumiemy? W zatwardziałej wierze, że zawsze i tylko my mamy rację? W złudzeniu, że świat jest wyłącznie dwuwymiarowy i ogranicza się do biało-czarnej kompozycji kolorystycznej?

Amerykański brud Jeanine Cummins jest opowieścią, która idealnie wpisuje się w te poszukiwania. Nasze przekonanie o istotności sensowności jest w tej historii znacząco nadwątlone. Ogarnia nas nawet coś na kształt pytania o okolicznik przyczyny – dlaczego? Można to oczywiście racjonalizować i snuć przeróżne teorie, ale wymordowanie prawie całej rodziny głównej bohaterki na samym początku powieści, a potem jej pełna dramatycznych zwrotów podróż/ucieczka do Stanów, wprawia nas nie tyle w popłoch poznawczy, co w popłoch w ogóle. Absurd okazuje się tym, co definiuje każdy dzień po tragedii. Gdzie zatem jest sens w jej historii, o ile w ogóle jakiś jest? Czy można ją przepoczwarzyć w jakąś sensowność? Nie jest to jasne. Można jedynie domniemać, że inaczej dostrzeżemy to, czego nie chcemy widzieć, że zindywidualizowana historia ucieczki nabierze dla nas znaczenia, gdy losy migrantki dostrzeżemy poprzez rysy jej twarzy. Staną się wtedy rozpoznawalne, jednostkowe. Okazuje się, że być/zostać migrantem, to niekoniecznie sprawa wyboru, a częściej konieczność oscylująca na granicy życia i śmierci.

„Podróżowanie pociągiem na gapę ma w sobie coś upokarzającego. Siedzisz na górze i przychodzą ci do głowy dziesiątki absurdalnych pytań: dlaczego jedziemy uczepieni dachu, skoro wagony są puste? Dlaczego pociąg nie może jechać wolniej? Naprawdę nikt nas nie obroni przed napadem? Jaka straszna historia zmusiła otaczających mnie ludzi, by dosiedli Bestii? I dlaczego ta przerażająca, nocna i szybka podróż na swój sposób mnie pociąga? To jest najpowszechniejsza trasa migranta z Ameryki Środkowej. To jego środek transportu, tutaj grasują typowi napastnicy i to są tory, na których żelazne koła odcinają nogi, ręce, tułowia i głowy. Migrantom. […] Na tym wagonie, razem z grupą Salwadorczyków, Nikaraguańczyków, Gwatemalczyków i Honduran, którzy spotkali się po drodze, usadawiamy się my, fotograf Eduardo Soteras i ja.

Nieliczne kobiety, które wsiadają do tej żelaznej gąsienicy, wybierają przedsionki między wagonami. Niektóre, mniejszość, mają pod nogami deski. Reszta tylko metalowe pręty, na których muszą utrzymywać równowagę. Tyle że podróż w tym miejscu oznacza, że nie musisz chować się przed kablami i gałęziami, które wyskakują po drodze. Unika się też powiewów wiatru, przez które podróżujący bez ciepłych ubrań będą dygotać z zimna” (za: Óscar Martínez, Bestia - o ludziach, którzy nikogo nie obchodzą).

Co my o tym sądzimy, o ile w ogóle można mówić o własnych, wypracowanych przez nas samych, sądach? To zależy od tego, jakie medialne przekaźniki modelują nasze postrzeganie tego, co dzieje się wokół nas. Jeśli losy kobiety uciekającej z dzieckiem przed bezwzględnym okrucieństwem baronów narkotykowych wpiszą się w aktualne polityczne zamówienia i trendy kampanijne, to usłyszymy, przeczytamy albo zobaczymy jej losy w dwóch kompletnie odmiennych wersjach. Będziemy mogli/musieli ją pochwalać, albo ją potępiać. Jak pisze Matt Taibbi w książce Nienawiść sp. z o.o., Jak dzisiejsze media każą nam gardzić sobą nawzajem: „cokolwiek by to było, naszym zadaniem (dziennikarzy) jest zrobić z tego treść, szybko stosując następujący algorytm:

ZŁE WYDARZENIE
Czy da się o nie oskarżyć przeciwnika politycznego?
TAK (zajmujemy się tematem)
NIE (nie zajmujemy się tematem)” (s.59)

Wszystkie nowoczesne media są w układzie z polityką i kasą. Te dwa faktory rządzą niepodzielnie tym, czym karmią nas serwisy informacyjne wszelkiego typu. Aby ten pokarm był godny pożądania, musi być spreparowany tak, by nas pochłonął bezrefleksyjnie i kompletnie. Najlepiej zatem oddać nas w szpony obaw, strachu i stereotypów.

/Klasyczną paniką moralną była sprawa „karawany” imigrantów z Ameryki Środkowej w 2018 roku. Tak często bywa z historiami o emigrantach. Przy karawanie mieliśmy wszystkie objawy paniki: uproszczony język symboliczny opisów „najeźdźców” (przestępcy, członkowie gangów i tym podobne) wraz z klasycznie przesadzonymi rozwiązaniami autorytarnymi – prezydent dosłownie powiedział żołnierzom, że mogą traktować kamień w dłoni imigranta jako broń palną, czyli w razie obrzucenia kamieniami wolno im odpowiedzieć ogniem. Trump wycofał się później z tego pomysłu, ale całościowo była to klasyczna historii paniki/ (s. 192) […]. /Odkryliśmy, że możemy sprzedawać nienawiść, a im jadowitsza retoryka, tym lepiej. Służy to również ważniejszym celom politycznym. Dopóki społeczeństwo zajęte jest wzajemną nienawiścią i nie kieruje swego gniewu przeciwko bardziej złożonym procesom finansowym i politycznym dziejącym się z dala od obiektywów kamer, ryzyko czegoś w rodzaju powszechnego powstania jest znikome/ (Nienawiść…, s. 51).

A tu, w Amerykańskim brudzie, zupełnie niespodziewanie, bezosobowy, pozbawiony konkretności twór zwany migrantem nabiera twarzy i staje się wyrafinowaną literacko właścicielką księgarni, swobodnie poruszającą się po meandrach świata literatury. Lydia jest osobą – ma swoje imię, tak jak i jej syn Luca, z którym ucieka przed zemstą narkotykowego bossa. To wszystko sprawia, że trudniej nam teraz przymknąć oczy na to, co wokół nas. To już nie jest tłum, to Lydia i Luca. Możemy spojrzeć im w twarz, dostrzec ich spojrzenia, zajrzeć w oczy. To wprawia nas w bojaźń i drżenie, dlatego nie chcemy tego robić. Nie chcemy brać odpowiedzialności za ich los. Uciekamy zatem w medialny przekaz epatujący widza, czytelnika czy słuchacza zagrożeniem nadciągającej tłuszczy bez twarzy. 

Jak bardzo depersonalizacja destruuje i usprawiedliwia naszą ucieczkę od poszukiwaniu sensu, możemy zobaczyć w esejach Octavio Paza, zamieszczonych w Labiryncie samotności:

„Byłoby błędem myśleć, że inni nie pozwalają mu istnieć. Po prostu dysymulują jego istnienie, działają tak, jakby nie istniał. Nulifikują go, anulują, mają go za nic. Jest rzeczą bezcelową, by Ninguno mówił, publikował książki, malował obrazy, stawał na głowie. Ninguno jest nieobecnością naszych spojrzeń, przerwą w naszej rozmowie, przemilczeniem w naszej ciszy. Jest imieniem, które zawsze zapominamy przez jakąś dziwną fatalność, wiecznym nieobecnym, nieproszonym gościem, pustką, której nie wypełniamy. Jest pominięciem. A jednak Ninguno zawsze jest obecny. Jest naszą tajemnicą, naszą zbrodnią i naszym wyrzutem sumienia. Dlatego Mający za nic także siebie ma za nic; on sam jest czyimś pominięciem. I jeżeli wszyscy jesteśmy Ninguno, nikt z nas nie istnieje. Krąg się zamyka i cień Ninguno rozpościera się…” (s.45/ 46) na naszą zdeformowaną rzeczywistość, którą usprawiedliwiamy medialną manipulacją, ale rzeczywistość skrzeczy nie dlatego, że Oni manipulują Nami, ale dlatego, iż jesteśmy nadzwyczajnie skłonni, a nawet zadziwiająco chętni, by uciec w drogę łatwiej wędrowaną, gdzie nie trzeba nikomu spojrzeć w oczy – bo po co? Tym sposobem „nie tylko dysymulujemy samych siebie i robimy się przeźroczystymi i widmowymi; dysymulujemy również istnienie naszych bliźnich […] dysymulujemy ich w sposób ostateczny i zdecydowany: mamy ich za nic. Mienie za nic jest operacją, która polega na robienie z Kogoś Nikogo. Nicość indywidualizuje się nagle, staje się Ninguno. (s.45)

Wszystkie cytaty, jeśli nie zaznaczono inaczej, za:
Amerykański brud, Jeanine Cummins, wyd. NieZwykle 2020, s. 460.
Nienawiść sp. z o.o., Jak dzisiejsze media każą nam gardzić sobą nawzajem, Matt Taibbi, wyd. Czarne, 2020, s.357.
Labirynt samotności, Octavio Paz, wyd. WL, Kraków 1991, s.227.