Stany Zjednoczone na lądzie sąsiadują tylko z dwoma państwami – Kanadą i Meksykiem. O ile (do niedawna) relacje z pierwszym z państw były przyjazne, o tyle granica południowa tradycyjnie stanowi dla USA miejsce nie tyle nawet problemów, co wyzwań.
Przypomniano sobie o tym w ostatnich dniach, gdy w Meksyku doszło do kolejnego epizodu wojny z kartelami narkotykowymi prowadzonej przy użyciu nie tylko sił policyjnych, ale także wojska. Śmierć jednego z przywódców narkobiznesu, a następnie będące jej skutkiem zamieszki wstrząsnęły tym państwem. Sytuacja może być potencjalnie poważna zwłaszcza w kontekście polityki obecnej administracji w Białym Domu, której stosunek do państw obu Ameryk jest w jakimś sensie neoimperialny. Problem meksykański ma oczywiście szersze znaczenie. Z jednej strony, to bardzo ludne państwo jest ważnym gospodarczym partnerem Stanów Zjednoczonych, powiązanych z nim licznymi więzami. Z drugiej – to właśnie z południa płyną do USA narkotyki (zwłaszcza głośny ostatnio fentanyl), a tamtejsza granica jest jednym z ważniejszych miejsc na szlakach nielegalnej migracji.
Wątek meksykański w amerykańskiej historii jest bardzo istotny – specyfika geografii politycznej kontynentu sprawiła, że w przeciwieństwie do Europy, gdzie istnieje szereg większych i mniejszych państw posiadających swoje interesy, w Ameryce Północnej od dwóch wieków wiele spraw politycznych skupia się właśnie na relacji tych dwóch podmiotów. W rywalizacji z Meksykanami rodziła się jakaś część tożsamości USA, dzisiaj zaś to mocarstwo odgrywa rolę silniejszego partnera, dla którego sytuacja na południu jest z różnych powodów istotna.
Co ciekawe, z perspektywy dawniejszej historii i początków europejskiej kolonizacji obydwu Ameryk, to terytorium dzisiejszego Meksyku było w większym stopniu centrum politycznym i gospodarczym. To tu właśnie narodziły się starożytne kultury prekolumbijskie, takie jak Zapotekowie, Olmekowie, Majowie na Jukatanie czy najbardziej znani Aztekowie ze stolicą w Tenochtitlan na terenie dzisiejszego Mexico City. Te bogate, zdolne do podbojów sąsiednich terytoriów państwa, pozostawiały po sobie wiele śladów, do dziś podziwianych przez turystów i świadczących o ich rozwoju. To właśnie państwo Azteków w drugiej i trzeciej dekadzie XVI w. podbił hiszpański konkwistador i awanturnik Hernan Cortes, wykorzystując przy tym niewielkie, choć dobrze zorganizowane siły, które zdominowały o wiele liczniejszą armię miejscowych ludów. W kolejnych wiekach Hiszpanie stworzyli w Meksyku jedno z centrów swojego imperium kolonialnego, czerpiąc stąd bogactwo (zwłaszcza srebro), które jak wiadomo skądinąd przyniosło Madrytowi kłopoty – już od XVII stulecia „królestwo, nad którym nigdy nie zachodzi słońce” zaczęło chylić się ku upadkowi.
W 1821 r. Meksyk, na fali rewolucji narodowowyzwoleńczych przechodzących przez Amerykę Łacińską (a zainspirowanych przez amerykańską wojnę o niepodległość), wyzwala się spod panowania hiszpańskiego. Państwo to było dużo większe niż istniejące dzisiaj – rozciągało się od położonych na południu państw takich jak Gwatemala, Nikaragua czy Kostaryka (które szybko ogłosiły niepodległość jako Stany Zjednoczone Ameryki Środkowej) aż do Kalifornii na północy, która także kolonizowana była w poprzednich wiekach przez Hiszpanię. Państwo staje się republiką i przez kolejne sto lat przeżywa burzliwą historię. W 1836 r. amerykańscy osadnicy w Teksasie buntują się przeciwko ograniczeniu niewolnictwa i po zaciętych walkach – których symbolem jest obrona Alamo – w bitwie pod San Jacinto zwyciężają Meksykanów i ogłaszają niepodległość (wkrótce zaś dołączą do USA). Dekadę później wybucha wojna ze Stanami Zjednoczonymi, w wyniku której Meksyk traci tereny na północ od Rio Grande, a do Unii dostaje się ogromna część dzisiejszego amerykańskiego zachodu. W kolejnych dekadach krajem wstrząsają kolejne fale rewolucji, które prowadzą do wojny domowej i fali przemocy, której kulminacja następuje w drugiej dekadzie XX wieku.
Od tamtej pory aż do lat dziewięćdziesiątych państwo przeżywa specyficzną stabilizację – na kilkadziesiąt lat władzę przejmuje w nim Partia Rewolucyjno-Instytucjonalna, która staje się jedyną oficjalną siłą polityczną w kraju. Początkowo partia ta przyjmuje politykę lewicową, dążąc do przeprowadzenia reform, zwłaszcza tak ważnej z racji specyfiki gospodarczej sytuacji rolnej. Przed II wojną światową dochodzi do podziału wielkich hacjend między mniejszych rolników, co wywołuje znowu napięcia w relacjach z USA, ekipa Franklina Delano Roosevelta tym razem nie wywołuje w związku z tym konfliktu. W kolejnych latach polityka jedynej partii zmienia się, przechodząc do neoliberalizmu, jednocześnie zaś doprowadzając do rozwoju specyficznego systemu korupcji i politycznych zależności. Upadł on dopiero w 2000 r.
Obecnie sytuacja w Meksyku jest skomplikowana. Jest to oczywiście państwo duże i ludne, posiadające różnego rodzaju możliwości gospodarcze, a jednocześnie będące wciąż działającą demokracją. Równocześnie mierzy się ono z problemami. Jednym są nierówności społeczne, powodujące napięcia na tle klasowym, a czasem i rasowym, bieda dotyka bowiem częściej ludności pochodzenia indiańskiego. Druga trudność to problem kartelów narkotykowych, które częściowo władają terenem, a z którymi walka jest bardzo trudna i krwawa. Czy obecne wydarzenia doprowadzą pod tym względem do przełomu okaże się w kolejnych miesiącach, nie wydaje się to jednak tak oczywiste.
Tomasz Leszkowicz