Czy wiara w utopię to wiara w dystopię?
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Mimo nieskończonej powtarzalności rozczarowań i klęsk myślenia utopijnego, trudno nam zrezygnować z wiary w świetlaną przyszłość. Coś musi być jednak z nami nie w porządku, że nieustannie mamy nadzieję na wykreowanie czegoś idealnego: państwa, społeczeństwa, człowieka, systemu politycznego, w których będziemy się cieszyli wieczną szczęśliwością. Jednym słowem wiara w raj na ziemi nas nie opuszcza, mimo że wszelkie znaki na tejże ziemi i niebie mówią, że to tragicznie bezsensowne działanie, skazujące nas na gigantyczne rozczarowanie, cierpienie, a może nawet wieczne potępienie. Bo to przecież Bóg stworzył raj, a nie człowiek. Człowiek raczej długo tam nie pobył i zrobił sobie solidne kuku na zawsze, oczywiście nie biorąc pod uwagę konsekwencji, jakie to kuku przyniosło. Jedno głupie jabłko i został tym, kim jest - na wieki.

Ale taki jest już człowiek, naiwny i skrajnie nieodpowiedzialny w swoich relacjach z gadami. Trudno uwierzyć, że podobno jest tworem boskim. Jeśli to prawda, to z całą pewnością w jego produkcji zaszła jakaś pomyłka. Może dlatego tak bardzo wierzymy, albo raczej pragniemy wierzyć, w coś idealnego, pięknego i dziewiczo czystego, by przynajmniej częściowo zredukować archetypiczne poczucie winy. Może dlatego, jak pisze Olga Tokarczuk w Prawieku i innych czasach, człowiek marzy i myli marzenia z rzeczywistością.

O co tu chodzi? Jeśli nie wiadomo o co, to z pewnością o wielką kasę, ale nie bezpośrednio. Wielkie pieniądze zawsze kryją się za zasłoną jakiś wspaniałych konceptów, obietnic, nadziei i wiary, że ktoś/coś robi rzeczy nadzwyczajnie wspaniałe i potrzebne każdemu z nas. Tylko dzięki nim osiągniemy radość i szczęśliwość na wieki wieków. Musi być jakaś utopijna, atrakcyjna wizja, byśmy łatwiej, szybciej i więcej kupowali, czemuś się poświęcili, w coś wierzyli, czemuś służyli, kogoś kochali – jednym słowem, żeby była niezła kasa, musi mieć zaplecze w dobrej utopii. Uwierzymy we wszystko i trudno się temu dziwić, skoro człowiek, i to do tego pierwszy, dał wiarę zwykłemu wężowi. Cóż dopiero mówić o specach od marketingu, politycznych spin doktorach, zmanipulowanych i manipulujących mediach, fałszywych prorokach i wszelakich innych, odjechanych politykach, kaznodziejach, teoretykach i nieskończonej ilości innych nawiedzonych, którzy cierpiąc na zaburzenia hormonalne, brak równowagi chemicznej w mózgach albo brak mózgów w ogóle, chcą nas uwieść i robią to często niesamowicie skutecznie. Poddajemy się im z łatwością i naiwną wiarą w spełnienie iluzorycznych obietnic, bo my, w jakiś paradoksalny sposób, lubimy być łudzeni.

Jeszcze trzydzieści lat temu nikt nie słyszał o telefonach komórkowych, w których jest wszystko, co nam do życia potrzebne i nie potrzebne. Mowy nie było, albo była bardzo zdawkowa, o komputerach w powszechnym, codziennym użyciu. Czy ktoś znał wtedy termin internet? Może parę osób na całym, bożym świecie. Jednakowoż pragnienie i wiara w dostępność informacji, w siłę nauki i edukacji, wymianę myśli, budowanie społeczeństwa globalnego, w którym każdy w każdej chwili może porozmawiać, spotkać się wirtualnie z drugim bez konieczności podróżowania i przekraczania politycznych granic – to wszystko było od zawsze głęboko zakorzenione w naszym utopijnym myśleniu o tym, co dobre. Ale jak to bywa, bardzo często dopada nas niepamięć istotnych faktów z dzieła stworzenia. Nie pamiętamy, że to Bóg był zadowolony z tego, co każdego dnia swej pracy dokonał i to On uznawał to za dobre. To nie człowiek.

Mamy bowiem to wszystko, o czym trzydzieści lat temu nawet nam się nie śniło (jakkolwiek Stanisław Lem sporo z tych gadżetów przewidział i opisał, ale ilu mamy Lemów?) – i co z tego? Jest internet powszechnie dostępny, każdy ma telefon komórkowy i komputer, każdy jest „podłączony” i zalogowany. Mamy wszelkie możliwości i instrumenty, żeby utopia stała się realnością, a nie dystopią. Możemy się z każdym, w każdej chwili porozumieć, porozmawiać, wymienić opiniami, dotrzeć do wszelakich informacji, zgłębić wiedzę, do jakiej wcześniej nie mieliśmy dostępu, albo o jakiej nam się nie śniło. No i co? Wspaniałe oczekiwania, wielkie nadzieje! Nie będzie wojen, nie będzie wyzysku i biedy, nie będzie nienawiści rasowej i religijnej - będzie cudnie! Dlaczego nie jest? Przecież możemy z każdym o każdej porze, gdziekolwiek jest na świecie porozmawiać, starać się zrozumieć jego postepowanie, jego motywy działań, jego przekonania i zapatrywania wszelkiego rodzaju – czy to znaczy, że znany tego innego/drugiego lepiej?

Gdzie jest problem? Jeśli przypomnimy sobie parę tytułów tu omawianych w poprzednich tygodniach, to będzie nam bardzo łatwo go zlokalizować. Zacznijmy od fragmentu artykułu Katarzyny Szymielewicz „Polityczna walka z algorytmami” zamieszczonego w „Piśmie, Magazynie Opinii” ze stycznia tego roku:

„Trudno się dziwić biznesowej logice, za którą podążyły korporacje technologiczne. Jeśli coś w tej historii budzi zdumienie, to raczej nasza postawa wobec ich działań – zbyt długo bierna i zbyt łatwowierna. Eric Schmidt i Jared Cohen mieli rację: nie rozumiemy internetu, wymyka się on społecznym i prawnym normom. W ich książce zabrakło jednak jeszcze jednej obserwacji: na regulacyjnej niemocy państwa i naiwności użytkowników, na górach cyfrowego łupieżu, który za sobą zostawialiśmy, w Dolinie Krzemowej wyrosły prywatne imperia. Najpotężniejsza w historii maszyneria kontrolująca ludzki umysł”.

Książki szczegółowo opisują ten „fenomen” naszej naiwności i łatwowierności, który sprawił to, że nie tylko utopia cyfrowej rzeczywistości staje się dramatyczną dystopią rozwarstwienia społecznego i pogłębiających się stale, gigantycznych, niebywałych różnic kulturowych, religijnych, społecznych, ekonomicznych, politycznych czy finansowych – wbrew temu, czego oczekiwaliśmy, patrząc na swój wszystkowiedzący telefon, podłączony do globalnego internetu -  gadżet, dzięki któremu świat miał być lepszy (narzędzie, do działań ku lepszemu) – dlaczego tak się nie stało?

Kontynuacja za tydzień.

Zbyszek Kruczalak

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym: