Idea wiecznego powrotu w chińskim natężeniu
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

„Czteroksiąg” Yana Lianke jest tekstem obezwładniającym. Wyrzuca nas w inne rzeczywistości przez historie, które z jednej strony można by uznać za idealne elementy totalnie fikcyjnej dystopii, gdyby nie fakt, iż mniej lub bardziej znamy wydarzenia określające to, co kryje się pod terminem: „rewolucja kulturalna Mao Ce-tunga 1966-1976”. Tego właśnie okresu w historii Chin tekst Yana Lianke dotyczy, ale słowo dotyczy nie jest wystarczająco określające to, z czym w książce mamy do czynienia. Opowieść Yana Lianke to zdecydowanie coś więcej niż kolejne „dawanie świadectwa”, które zresztą ma różne odsłony.

Wystarczy wspomnieć wstrząsający „pamiętnik” z chińskiego obozu pracy Gao Ertai zatytułowany „W poszukiwaniu ojczyzny”. Autora prześladowano i ostatecznie skazano na jeden z najcięższych obozów pracy za niewielki objętościowo esej o pięknie. Jak napisał Juliusz Iwanicki w doskonałej recenzji tego tekstu:

/Akcja książki zaczyna się wraz z maoistowską Kampanią Stu Kwiatów, ogłoszoną przez Mao Zedonga wiosną 1956 roku. Ta chińska odwilż polityczna, przypominająca polski październik 1956, doprowadziła do chwilowego złagodzenia cenzury i zachęciła władze do pluralizmu. Młody Gao Ertai, skuszony tą propozycją, publikuje w jednej z najbardziej poczytnych gazet chińskich esej filozoficzny „O pięknie”. Stawia w nim nieprawomyślną dla ortodoksyjnego maoizmu estetyczną tezę o relatywności piękna i umiłowaniu wolności w subiektywnej jednostce. Gdy władze szybko zaczynają z powrotem przykręcać ideologiczną śrubę, Gao Ertai ląduje na celowniku lokalnego chińskiego aparatu partyjnego i ogłoszony zostaje elementem „prawicowym”, koniecznym do „reedukacji przez pracę”. Tak zaczyna się zesłanie Gao Ertai’ego w drugiej połowie lat pięćdziesiątych do obozu pracy położonego na pustyni Gobi.

Autor przechodzi przez piekło wyniszczającej i bezsensownej pracy fizycznej, zmuszany wraz z innymi więźniami do kopania rowów irygacyjnych na środku pustyni, które szybko w ciągu nocy były zasypywane przez pustynne wiatry. Do tego dochodzi straszliwe słońce, atmosfera totalnej inwigilacji, głodowe warunki egzystencji oraz bezustanne wieczorne nasiadówki i wiece, na których zmusza się wykończonych skazańców do „przemiany świadomości klasowej” i zapoznawania się z lekturami przewodniczącego Mao. Śmiertelność w obozie była tak wysoka, że musiano go po kilku latach zlikwidować, gdyż nie przetrwał nikt, by móc dalej pracować przy rowach pustynnych.

Gao Ertai cudem wytrzymuje trzyletnią kaźń fizyczną i psychiczną, po czym trafia, splotem szczęśliwych okoliczności, do pracy w Instytucie Badawczym Reliktów Kultury w Dunhuangu w zachodnich Chinach. Nosi jednak dalej na sobie piętno człowieka z biografią reakcyjną i wraz z wybuchem rewolucji kulturalnej ponownie przechodzi przez okrutne doświadczenia totalitaryzmu./ (za:www.histmag.org)

Doświadczenie historycznego absurdu, który niesie ze sobą cierpienie we wszelkich odmianach, od fizycznego, po ból utraconych wartości i sprzeniewierzenia się samemu sobie, jest tym właśnie fenomenem, który stanowi o istocie obydwu tekstów. Ta absurdalność, paranoja i bezsens histerycznego zdarzenia, którego z niewiadomych przyczyn musimy być uczestnikami, czy tego chcemy czy nie - w kontekstach ukazanych przez obu autorów - jest, o dziwo!, naznaczona istotnym elementem duchowości chrześcijańskiej i estetyki europejskiej.

Przypomnijmy, iż Czteroksiąg, który już przez sam tytuł przywołuje skojarzenia biblijne, a także poprzez całe mnóstwo innych, bezpośrednich nawiązań do tekstu Starego i Nowego Testamentu, jest raczej przypowieścią, aniżeli powieścią. Jest metaforą, a jeszcze bardziej parabolą, absurdalności ludzkiego losu egzemplifikowanego historią wielkich wydarzeń z życia Chińczyków i życia Chrystusa, co jest dosyć zadziwiające w kontekście tekstu o Chinach, napisanego przez Chińczyka i dotyczącego specyficznie chińskich wydarzeń historycznych. Trzy z nich są fundamentalne dla tekstu Yana Lianke. Pierwsze to ostatnia wieczerza Pisarza i Uczonego, gdy ten pierwszy w geście zadośćuczynienia za wszelkie grzechy i przewinienia, jakich się dopuścił będąc obozowym donosicielem, wykrawa ze swej nogi kawałki mięsa i karmi nimi żywego jeszcze Pisarza i martwą Śpiewaczkę, wierząc, że ten gest uwolni go od potępienia. Drugi obraz, zupełnie niebywały, to ukrzyżowanie Dziecka-Zbawiciela, czyli nadzorcy obozu, postaci nadzwyczajnie dwuznacznej, balansującej na granicy naiwnego absurdu z elementami dobroduszności przeplatanej tępotą człowieka bez właściwości.

„Dziecko, tak jak Jezus, zawisł na krzyżu wznoszącym się pośród czerwonych kwiatów. Krew z jego rąk ściekała po krzyżu jak kwiaty rozkwitające na białym drewnie. Krople krwi spływały na kwiaty jak woda płynąca do morza. Mieszały się z żółtą ziemią. Na twarzy Dziecka nie było widać cierpienia, lecz spokój i szczęście, a nawet cień uśmiechu, jakby gigantyczny czerwony kwiat rozkwitł na krzyżu wysoko pod niebem. Pod krzyżem przed kwietną łąką, dokładnie tam, gdzie padało słońce, stały w rzędach torby z prowiantem. Na każdej z nich leżała, podobna do kryształowego kwiatu, czerwona gwiazda, która pozwalała na powrót do domu.” (s. 332) Samo-ukrzyżowanie dało wyzwolenie. Dziecko bowiem przybił się do krzyża sam! Niebywale wielowarstwowa metafora, która idealnie wpisuje się w świat Czteroksięgu, naznaczonego totalitarno-religijnym złudzeniem sensu. Samego sensu oczywiście tam nie ma, jest jedynie absurd, który prowadzi do paranoi świata zideologizowanego, świata, który z poronionej utopii stał się okrutną, morderczą dystopią.

Trzecie wydarzenie, a w zasadzie ich seria, skupia się na symbolice przelewania krwi, która wykorzystana w uprawie pszenicy i kukurydzy, ma dać nadzwyczajne plony i uratować miliony od śmierci głodowej. I rzeczywiście nawożone krwią zboże ma ogromne kłosy, a łodygi kukurydzy osiągają niebywałe rozmiary, ale nie uchroniło to ludzi od niebywałej klęski głodu i powszechnego kanibalizmu.

Jeśli w Pięcioksięgu mamy niezwykłe natężenie symboliki religijnej, to we wspomnieniach Gao Ertai trudno nie brać pod uwagę jego eseju O pięknie. Jak pisze w swej recenzji Maciej Franz:

„Całość wspomnień Gao Ertai kończy esej „O pięknie”, od którego zaczęła się jego podróż życia, przez wrota piekieł, do ciemnych jaskiń, od twórcy, pisarza, do sprzątacza piasku, który widział wiele złamanych ludzkich istnień. Esej delikatny, przejmujący, zapatrzony w ten wyjątkowo dobrze znany delikatny nurt fascynacji wczesnym komunizmem, ale również pełen wątpliwości, takiej młodzieńczej ostrożności w poznawaniu świata. Piękny i straszny poprzez los, jaki zgotował swojemu twórcy. Pomimo tylu nieszczęść pozostał w sercu Gao Ertai, nie został odrzucony, jak samo piękno, które starał się odnaleźć w każdym nawet najstraszniejszym miejscu, w jakim się znalazł”.

Ten trop nieskończonej powtarzalności, nieustannego powrotu tego, co było w identycznych, tyle że kolejnych, nowych odsłonach, prowadzi nas wprost ku niebywałemu opowiadaniu Amandy Lee Koe z tomu Ministerstwo moralnej paniki. W tekście Karuzela i fort znajdziemy opis jednej z instalacji artysty, która doskonale imituje i interpretuje koncept wiecznej powtarzalności.

Kontynuacja za tydzień.

Zbyszek Kruczalak