Jak Hitler błyskawicznym uderzeniem podbił zachodnią Europę?
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Równo 80 lat temu III Rzesza rzuciła Europę na kolana – w ciągu kilku tygodni Wehrmacht podbił cztery państwa, stanął nad Atlantykiem i upokorzył swojego głównego wroga. Adolf Hitler był wiosną i latem 1940 roku u szczytu swojej potęgi.

Po wygranej kampanii polskiej jesienią 1939 roku II wojna światowa jakby przycichła – na kolejne kilka miesięcy działania lądowe niemalże zamarły. Walka toczyła się wówczas głównie na morzach, gdzie niemieckie okręty podwodne (u-booty) skutecznie atakowały alianckie konwoje zaopatrzeniowe, próbując doprowadzić do zablokowania transportu do Europy Zachodniej. Tymczasem na granicy niemiecko-francuskiej trwała „dziwna wojna”, znana też jako „sitzkrieg” („wojna na siedząco”). III Rzesza, chociaż Hitler chciał zaatakować Zachód jeszcze jesienią, nie była w stanie tak szybko przygotować się do nowej kampanii. Równolegle Francuzi i Brytyjczycy szykowali się do decydujących działań, które miały zakończyć wojnę – Polska obrona dała im kilka miesięcy, które mogli dobrze wykorzystać.

Jak się jednak okazało, nie zrobili tego. Brytyjczycy w czasie pokoju nie dysponowali silnymi wojskami lądowymi – kilka lat przed 1939 rokiem zaczęli je odtwarzać, wymagało to jednak czasu, a dodatkowo trzeba było je przerzucić na kontynent. Francuzi dysponowali jedną z najsilniejszych armii europejskich, która wygrała I wojnę światową. Jednocześnie w tym tkwiła jej słabość. Mówi się, że generałowie przygotowują się zwykle do poprzedniej wojny – w wypadku Francji w 1939 roku jest to bardzo trafna uwaga. Francuscy dowódcy tkwili mentalnie raczej w realiach wojny okopowej, zmasowanych szturmów i ostrzału artylerii, raczej siły niż ruchu. Nie przystawało to do realiów II wojny światowej, a dodatkowo wykrwawione ćwierć wieku wcześniej społeczeństwo nie było chętne do walki.

Po drugiej stronie do walki szykowała się natomiast armia niemiecka, która w ciągu kilku ostatnich lat silnie się rozwijała, stając się prawdopodobnie najlepszym wojskiem na świecie. Siła Wehrmachtu niekoniecznie polegała na wysokiej jakości technice wojskowej. Bardzo ważne było skuteczne wyszkolenie dowódców wszystkich szczebli, którzy wiedzieli, jak mają prowadzić operację, zyskiwali też jednak najważniejszą możliwość: własną inicjatywę, którą w zgodzie z ogólnymi rozkazami mogli wykorzystywać na froncie. Niemieckie siły zbrojne już w Polsce przećwiczyły tzw. „wojnę błyskawiczną” (blitzkrieg). Polegała ona na założeniu, że główną rolę na polu bitwy będą odgrywać oddziały pancerne i zmotoryzowane, silnie wspierane przez lotnictwo, które po przełamaniu obrony będą szybko wychodzić na tyły wroga i je okrążać. Koncepcja ta zakładała jednocześnie szybkość i mocne uderzenie – połączenie, które okazało się śmiertelnie skutecznie.

W kwietniu 1940 roku Niemcy rozpoczęli nowe działania lądowe, atakując Danię i Norwegię – w drugim z państw walki toczyły się przez dwa miesiące. Była to jednak przygrywka do wielkiej ofensywy. 10 maja w ramach operacji o kryptonimie „Fall Gelb” (Plan Żółty) niemieckie armie ruszyły do ataku na Holandię, Belgię, Luksemburg i Francję. Podbój pierwszych trzech państw odbył się bez problemu. Po dywanowym nalocie na Rotterdam rząd holenderski poddał się maszerującym kolumnom Wehrmachtu. Potężne belgijskie fortyfikacje graniczne został zdobyte m.in. dzięki śmiałemu atakowali oddziałów powietrznodesantowych, które na szybowcach wylądowały… na dachu fortów i po kolei wysadzały opancerzone stanowiska.

Pokonanie Francji było większym wyzwaniem, gdyż niemieckie dowództwo obawiało się jej silnej armii. Wygrano jednak dzięki zaskoczeniu – główne uderzenie nie przeszło po najlepiej się do tego nadających równinach belgijskich, ale przez… Ardeny – niewysokie, ale trudno dostępne i zalesione góry. Francuscy wojskowi nie spodziewali się, by w tym terenie mogły operować czołgi. Jak się okazało – było to możliwe. Po zaskoczeniu nieprzyjaciela wystarczyło tylko przełamać front i… ruszyć w kierunku Kanału La Manche. Niemieckie oddziały szybkie błyskawicznie ruszyły na zachód, odcinając od głównych sił duże zgrupowania Francuzów i Brytyjczyków. W ciągu 10 dni kampania okazała się rozstrzygnięta. Jedynym celem aliantów było już tylko ewakuowanie Brytyjskiego Korpusu Ekspedycyjnego z rejonu Dunkierki – dzięki heroizmowi floty i lotnictwa udało się uratować okrążonych, stracono jednak większość ciężkiego sprzętu.

Wkrótce Niemcy wykonali drugie uderzenie, zajmując resztę Francji i upokarzając swoich odwiecznych wrogów. Armia francuska pod wpływem pierwszych klęsk szybko się rozpadła – zwyciężył defetyzm, a na wierzch wyszły wszystkie dotychczasowe zaniedbania. Władzę w kraju przejął stary bohater I wojny światowej, marszałek Philippe Pétain, który był zwolennikiem kapitulacji. 22 czerwca Francja podpisała zawieszeni broni z Niemcami. Większość kraju – z Paryżem i wybrzeżem atlantyckim – przeszła pod okupację. W centralnej i południowej Francji stworzono tzw. Państwo Vichy, czyli marionetkowe, słabe państewko podległe Niemcom, na czele którego stanął Pétain. Niegdyś wielkie mocarstwo zostało upokorzone.

Dzień po kapitulacji do zajętego bez walki Paryża przybył Adolf Hitler. Przywódca III Rzeszy triumfował – Europa leżała u jego stóp. Przez następne kilkanaście miesięcy szczęśliwa passa będzie dalej mu towarzyszyć, doprowadzając Niemców pod Moskwę. Pięć lat później jednak to „Tysiącletnia Rzesza” zostanie całkowicie pokonana…

Tomasz Leszkowicz