Jak powozić trójką?
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Czy wartość to cnota? Co to jest wartość, a co znaczy cnota? Znaczenie słów często się przesuwa ku odmiennemu zabarwieniu, tak jak i cały język nieustannie faluje w procesie poszukiwań nowych znaczeń, a nade wszystko w ciągłym dążeniu do uproszczeń. Przyczyna jest bardzo prosta i nazywana jest ekonomią języka. Cenne jest tylko wyrażenie, wyraz czy frazeologiczny związek, który jest w stanie wyeliminować innych i tym sposobem cnota i cnotliwość znaczy coś innego niż dawniej. Jest to językowa walka na śmierć i życie, którą oczywiście fundujemy sobie sami i to na własne życzenie, bo jak wiadomo, język bez użytkowników, nawet jeśli istnieje, jest martwy.

Wróćmy jednakowoż do rozumienia cnotliwości w starożytnym i średniowiecznym ujęciu, zadając sobie fundamentalne pytanie: czy życie cnotliwe, życie w cnocie, to życie według wartości? I tak i nie. Cnota (arete, virtus) u starożytnych filozofów to kategoria super ważna i nie miała nic wspólnego z dziewictwem, czy wyzbyciem się seksualności. Pielęgnowanie życia cnotliwego to fundamentalne zadanie, jakie owi filozofowie zadawali człowiekowi do myślenia, a przede wszystkim do realizowana w działaniu. Cnota bowiem jest pewną predyspozycją, czy też dyspozycją, swoistym warunkiem, który realizuje się w dążeniu do jednego, czy też wielu celów. Życie cnotliwe to nie tyle przestrzeganie czy podążanie za ustalonymi nakazami i zakazami, ale raczej wymagająca zręczności i nieustannego balansowania umiejętność odnajdywania równowagi między rozumem, wolą i zmysłami.

Wszystkie cnoty, takie jak męstwo, odwaga czy roztropność są w istocie swej wartościami, nie każda jednakowoż wartość jest cnotą, bo czyż piękno nią jest, czy jest też tylko wartością?

Ukazała się ostatnio inspirująca książka „Wartość wartości”, która jest zapisem „cyklu spotkań z Mądrymi Osobami, który odbył się w Oliwskim Ratuszu Kultury w październiku 2019 roku. Autorka projektu, dziennikarka, Hanna Kordalska-Rosiek, zaprosiła do wygłoszenia wykładów oraz publicznej rozmowy: Dariusza Dumę – filozofa, konsultanta biznesowego, który doradza zarządzanie przez wartości i w praktyce takim właśnie jest przedsiębiorcą, profesora Wiesława Łukaszewskiego, psychologa społecznego specjalizującego się w problemach osobowości i motywacji, psychologa społecznego – profesora Bogdana Wojciszke, zajmującego się między innymi zagadnieniami psychologii miłości i władzy oraz profesora Tadeusza Gadacza – filozofa, religioznawcę zajmującego się filozofią człowieka i edukacji. Wartość wartości to cztery wykłady i cztery rozmowy o wartościach, czym były kiedyś, czym są dzisiaj, jaka jest ich rola w życiu indywidualnym i zbiorowym, w życiu codziennym i w biznesie, w polityce i w kulturze”(z recenzji wydawnictwa).

Wszyscy w jakiś sposób, świadomie czy intuicyjnie, czujemy znaczenie terminu „wartość” jako coś wartego czegoś. Warto być przyzwoitym, jak mówił profesor Władysław Bartoszewski, warto być odpowiedzialnym, szlachetnym, dobrym, warto pomagać innym, warto poświęcać się dla kogoś/czegoś, warto się uczyć, warto mądrze żyć – ale dlaczego? Czyż nie łatwiej i nie przyjemniej byłoby nie poświęcać się dla innych, nie pomagać im, nie być przyzwoitym, nie być dobrym i nie żyć mądrze? Być może tak, na co wskazują ogromne wysyłki ogromnej masy ludzi, którzy żyją wbrew wartościom, ale jest coś niesamowitego w - być może genetycznie zakodowanym, czy archetypicznie i kulturowo odziedziczonym – przeświadczeniu, czy raczej poczuciu, że życie zgodne z wartościami, to życie pożądane, bo tylko wtedy jest ono dobre, szlachetne i mądre.

Trójka władz moralnych: rozum, wola i zmysły to super trudny zaprzęg do powożenia. Wymaga wprawy i doświadczenia w utrzymaniu w ryzach naszego: myślę – chcę – czuję. Wymaga też talentów, których nie starcza każdemu. Trzeba się zatem ćwiczyć w tej umiejętności, bo mają wartości jakiś intencjonalnie zakreślony horyzont nagrody. Warto je wprowadzać w życie, bo czeka nas za to jakaś satysfakcja, zadowolenie, czy jakakolwiek inna forma zadośćuczynienia. To wprowadzanie w życie wartości nie jest jednakże usłane różami i nie możemy do tego liczyć w tych działaniach na nikogo innego, na żadną pomoc, na żadne podpowiedzi – wszystko jest wyłącznie w naszych rękach. Pełna odpowiedzialność! A to boli, bo na nikogo, ani na nic, nie będziemy w tym układzie mogli zwalić winy, jeśli to poszukiwanie drogi rzadziej uczęszczanej nam się nie powiedzie. Musimy sami ją przewędrować. Jak napisał w swej kultowej książce Peck M. Scott:

„Choć dysponujemy myślami proroków i pomocą łaski, wędrówkę trzeba odbyć samemu. Żaden nauczyciel nie weźmie nas na plecy i nie zaniesie do celu. Nie ma z góry ustalonych formuł. Rytuały są jedynie pomocami naukowymi, a nie nauką samą w sobie. Możemy spożywać wyłącznie zdrową żywność, odmawiać przed śniadaniem pięć zdrowasiek, modlić się twarzą zwróconą na wschód albo na zachód, chodzić w niedzielę do kościoła, lecz to nie przywiedzie nas do celu wędrówki. Nie ma takich słów ani nauk, które zdejmą z wędrującego drogą rozwoju duchowego konieczność wypracowania własnych sposobów, wysiłek i lęk odnajdywania własnych ścieżek w jego konkretnym przypadku […]” (Droga rzadziej wędrowana, s. 355/356)

Ta frustrująca oczywistość jest jednocześnie nadzwyczajnie pociągającą wartością. Poszukiwanie sensu niejako skazuje nas na życie według wartości, na ich odnajdywanie i praktyczne zastosowanie, jakkolwiek z tym ostatnim, jak wiadomo, bywa różnie. Życie mądre, życie myślne, a nie bezmyślne, może, aczkolwiek niekoniecznie, prowadzić nas koleinami cnót, to znaczy otwierać nasze oczy szeroko zamknięte, ku temu, co robimy, a nie ku temu, co mówimy.

Nie ulega przecież dyskusji fakt, iż każdy przy relatywnie zdrowych zmysłach powie, iż bezinteresowne pomaganie innym to wspaniały aspekt człowieczeństwa, to wartość, która dokumentuje naszą ludzką nadzwyczajność. Altruizm to jest to! To nas różni od pomocy, której udzielają sobie zwierzęta. Altruizm! Ale co na to badania? Otóż, o dziwo, ewolucjoniści (psychologowie o orientacji niedarwinowskiej) bezdyskusyjnie dowiedli, iż pomagamy głównie osobom spokrewnionym (altruizm krewniaczy) i tym, od których oczekujemy rewanżu (altruizm odwzajemniony). (Wartość wartości, s. 75) Nic zatem, albo prawie nic, nie dzieje się bezinteresownie. Co nam pozostaje? Posłuchać starożytnych, w tym stoików, i ćwiczyć się w uprawianiu cnót.

Kontynuacja za tydzień.

Zbyszek Kruczalak