Kończy się kolejny rok, mija też właśnie połowa obecnej dekady lat dwudziestych XXI wieku. Inaczej niż na początku dziesięciolecia, możemy powiedzieć już coś więcej o tym, co się wydarzyło i jaki charakter ma epoka, w której żyjemy. I choć analogie w myśleniu o historii bywają niebezpieczne, zastanowić można się, na ile są one podobne do lat dwudziestych poprzedniego wieku.
Pamiętam, jakby było to wczoraj – a jednocześnie tak dawno temu – jak przy okazji Sylwestra 2019/2020 na moich mediach społecznościowych pojawiły się wpisy zwracające uwagę na fakt, że właśnie wchodzimy w lata dwudzieste. Odnoszono się przy tym do epoki, którą znamy z historii, a więc lat 1920-1929. Jak można się domyślać, było w tym pewne odniesienie się do pozytywnego, kulturowego mitu tamtej dekady, z jej powiewem nowoczesności, estetyką art deco, krótszymi sukienkami i muzyką jazzową. Jak wiadomo, niedługo po Sylwestrze oczekiwania na dobre czasy zostały zweryfikowane negatywnie – nadeszła bowiem pandemia Covid-19, wielkie zamknięcie świata i seria problemów, które to wydarzenie wywołało. A potem to już się potoczyło: wojna w Ukrainie, masakra w Gazie, globalny kryzys inflacyjny, kilka politycznych przewrotów, zwrot antydemokratyczny i antyglobalistyczny.
Wspomniane pozytywne wyobrażenie o tamtej epoce sprzed stu lat może być oczywiście prawdziwe, gdyby jednak zastanowić się czym były lata dwudzieste XX wieku, wskazać można szereg wydarzeń i zjawisk, które okazałyby się dużo mniej optymistyczne. Najważniejszą kwestią, która rzutowała na ludzi, społeczeństwa i państwa w tych czasach, było coś, co moglibyśmy nazwać powojniem. Oczywiście, z dzisiejszej perspektywy całą epokę między (z grubsza) 1918 a 1939 r. nazywamy przedwojniem (lub dwudziestoleciem międzywojennym), z tamtej perspektywy kluczowe było jednak niedawne doświadczenie Wielkiej Wojny, czyli pierwszej wojny światowej. Przyniosła ona istotne wstrząsy Europie – upadły wielonarodowe imperia w środkowej i wschodniej części kontynentu, w Rosji powstało państwo komunistyczne, Niemcy stały się przegrane i sfrustrowane. Najważniejszym jednak problemem były ogromne straty ludzkie i materialne, które tamta wojna przyniosła. Miliony ludzi, zarówno z państw zwycięskich, jak i pokonanych, zginęło na polach bitew. Wielu odniosło ciężkie rany, które uczyniły z nich zdanych na łaskę inwalidów. Wysiłek wojenny prowadził do wyrzeczeń i skutkował głodem, ubóstwem i istotnym pogorszeniem warunków życia. Dla niektórych grup narodowych i społecznych nowe granice oznaczały tułaczkę, dla większości społeczeństw wielkie przemiany wywróciły funkcjonujący do tej pory świat do góry nogami. Z traumy wojennej wychodzono powoli, często poprzez wzywanie, by nigdy już do takiego konfliktu nie doprowadzić, nierzadko zaś po prostu rzucając się w życie – swobodę, konsumpcję, wolność jednostkową.
W konsekwencji wojny dochodziło do powstawania nowych sił politycznych. Wiadomo, że jednym ze skutków wojennej masakry, klęski bądź niezadowalających warunków pokoju stawała się radykalizacja polityczna idąca w szeroko rozumianym kierunku prawicowym. Najlepszym przykładem, związanym zresztą z ostatnim z wymienionych przypadków, są Włochy – państwo formalnie zwycięskie w pierwszej wojnie światowej, jednocześnie zawiedzione jej rozstrzygnięciami i pogrążone w kryzysie. To właśnie tam narodził się ruch faszystowski, wywodzący się z grup weteranów niedawnych walk, którzy chcieli zmiany systemu. Powiódł ich wódz, Benito Mussolini, który w 1922 r. poprowadził tzw. marsz na Rzym, czyli wielką demonstrację polityczną, która doprowadziła do powierzenia mu władzy. Faszyzmy kwitły też w innych państwach Europy, np. w Niemczech, gdzie wśród grup skrajnych powoli kiełkował nazizm z Adolfem Hitlerem na czele. Ale równocześnie, pod wrażeniem rewolucji na wschodzie i w oczekiwaniu na lepszy świat, rósł komunizm, obecny w państwach całej Europy.
Lata dwudzieste XX wieku to w końcu czas wielkich napięć społecznych. Część wynikała z kryzysu gospodarczego, który trwał w początku dekady i który swoje źródła miał w wojennym wysiłku i zniszczeniach. W połowie dziesięciolecia sytuacja unormowała się i gospodarka zaczęła przeżywać okres prosperity – jednak do czasu, gdyż w październiku 1929 r. krach na giełdzie nowojorskiej rozpoczął epokę Wielkiego Kryzysu. Amerykańskie doświadczenia są tu ważne także z innej perspektywy, gdyż w owej dekadzie w USA wprowadzona została prohibicja, co wywołało -jak wiadomo - wzrost przestępczości zorganizowanej i skutkowało nowymi napięciami.
Mało optymistyczny obraz, nieprawdaż? A przecież było to dopiero preludium do kolejnej dekady. Lata trzydzieste to postępujące pogarszanie się sytuacji. Pod względem gospodarczym – Wielki Kryzys i jego ciągnące się długo konsekwencje. Politycznie? Wzrost radykalizmu i kryzys gospodarczy, dojście Hitlera do władzy, rozwój totalitaryzmów, wojny lokalne, w końcu wybuch nowej wojny światowej. Znany amerykański historyk Timothy Snyder, komentując współczesny kryzys demokracji, rysuje zresztą analogie pomiędzy czasami dzisiejszymi a właśnie latami trzydziestymi XX wieku.
Oczywiście, jak pisała Noblistka, nic dwa razy się nie zdarzy – szukanie porównań wydarzeń odległych od siebie o sto lat może służyć najwyżej intelektualnemu treningowi lub próbie zrozumienia rzeczywistości. Tak czy inaczej, nasza współczesna dekada też na pewno zapisze się w podręcznikach historii, a my nie będziemy, niestety, mieli jak narzekać na nudę.
Tomasz Leszkowicz