„Naprawdę dobre, naprawdę spoko, naprawdę może bye” (Magiczna rana)
Dziesięć opowiadań głęboko zanurzonych w polszczyźnie tu i teraz, która definiuje wszystko to, co jest w tym zbiorze. A co w nim jest? To, co u Doroty Masłowskiej charakterystyczne: skrzecząca rzeczywistość, której różne realizacje przewijają się symultanicznie w realiach niby to polskich, ale niekoniecznie, przez kolejne obrazy świata zaburzonego. Wyspiański wprawdzie w Weselu mówi o skrzeczącej pospolitości, ale istota określenia idealnie wpisuje się w kontekst zbioru Magicznej rany. Wystarczy spojrzeć na ów kultowy fragment z Wesela (akt 1, scena 24):
Duch się w każdym poniewiera,
że czasami dech zapiera;
tak by gdzieś het gnało, gnało,
tak by się nam serce śmiało
do ogromnych, wielkich rzeczy;
a tu pospolitość skrzeczy,
a tu pospolitość tłoczy,
włazi w usta, uszy, oczy;
duch się w każdym poniewiera
i chciałby się wydrzeć, skoczyć,
ręce po pas w krwi ubroczyć,
ramię rozpostrzeć szeroko,
wielkie skrzydła porozwijać,
lecieć, a nie dać się mijać;
a tu pospolitość niska
włazi w usta, w ucho, w oko; (…)
Trudno pozbyć się wrażenia, że mamy tu do czynienia z trafiającym w sedno opisem świata przedstawionego prozy Masłowskiej. Każde przecież z dziesięciu opowiadań składających się na tom Magiczna rana niesie w sobie tę nieokreśloną, mglistą niemożność zatopioną w naznaczonych klęską pragnieniach i marzeniach. Fascynująca swoistym absurdem, często na granicy groteski dziwaczność językowa, kapitalnie ilustruje i określa świat bohaterów zbioru.
Mówią i myślą oni niechlujnie, tak jak niechlujny jest świat ich otaczający. Błoto, brud i wszechogarniający syf hotelu Encore, powracają w piekarni zwanej pretensjonalnie Chlebovnią, z opowiadania Kuracja doktor Pokerfejs, aczkolwiek z obrzydliwym dodatkiem śmierdzących adidasów głównej bohaterki, by pojawić się w pełnym spektrum na plaży w surrealistycznym zakończeniu opowiadania Wyspy II:
„Wszędzie są palmy, ale połamane, wyglądające jak kopnięte z całej siły w brzuch. Słychać kwiki mew i zawodzenie statków. Na plaży niesie się szczypiący dym, który nie wiadomo skąd pochodzi. Na hałdach piachu leżą różne puszki, anteny satelitarne, majtki i śmieci. Palmy falują i jeszcze nie wiadomo do końca, gdzie jest nasz hotel”.
Epatowanie tym, co dla niektórych może być obrzydliwe, w niepokojącej realności Magicznej rany jest czymś naturalnym – uzwykla się, tak, jak ma to miejsce w opowiadaniu Wszystko za 5 złotych:
„Ale gdy tylko czuła, że przesadziła i jesteśmy już na granicy, wystarczyło, że rzucała smutno coś w rodzaju: Dziś godzinę czyściłam mamuni pipcię, ale nie chcą panie wiedzieć, co tam się działo. Nie naprawdę nie chciałyśmy. Taka rewelacja zazwyczaj unieszkodliwiała nas na wiele dni i tak jakoś krok w przód, trzy w tył, dobrnęłyśmy pod jej batutą do końca. Czyli do jej telefonu, że mama is dead”. (s. 129)
Świat bohaterów Masłowskiej określa horyzont dojmującej samotności i wyobcowania. Żyją oni na granicy chaotycznej niemożności. Nawet jeśli coś się chwilowo udaje i układa, ma to jedynie wymiar momentalny. Niebawem wszystko wraca do niedomytej, niedokończonej, rozczarowującej rany. Świat, który skrzeczy i trzeszczy, także w językowym wymiarze. Teksty nacechowane kalkami angielskimi, parafrazami z seriali telewizyjnych czy slangiem („palę dużo zielska i mam od tego gówno w mózgu, you mada-fakas” s.11) idealnie portretuje bałagan nie tylko tego, co na zewnątrz, ale też świadomość zaburzoną:
„Zoldana poczuła niechęć do tego świata pięknego i wolnego od fermentu, który trwał za jej oknem jak zaginiony czy skradziony podczas wojny, ale przypadkiem tu odnaleziony później raj. Nie należał do niej i ona nie przynależała do niego - wywodziła się z chaosów, burdeli, buzujących od procesów gnilnych usypisk, nie nadawała się do tego życia. Nęciło ją i zapraszało swoim pięknem, jednak gdy tylko zachęcona chciała rozpuścić włosy i ruszyć kłusem wśród jego powojów, rozbijała się boleśnie o coś twardego, kuloodpornego. Dzieliła ją od jego uroków i bogactw tak starannie umyta, że aż prawie niewidzialna zabezpieczająca szyba. Zoldana była tu zawsze na zewnątrz, nigdy w środku. Ta trwała niemożliwość wniknięcia wypełniała ją tęsknotą i dręczącym, niedającym się ukoić pragnieniem. Zerwała się z pościeli i nawlekłszy na siebie kostium kąpielowy, ruszyła z góry w kierunku kąpieliska”. (z opowiadania W raju)
Zbiór teksów w tomie Magiczna rana jest niezwykle precyzyjni skomponowany. Pozornie niezależne historie łączą się z przeplatającymi je motywami, postaciami i przedmiotami. Nawet wspominane adidasy są istotnym elementem kompozycyjnym, który łączy różne historie:
„Jeden miał na spuchniętych nogach wielkie złote adidasy do koszykówki, bez skarpetek, przez co wyglądał jak książę i żebrak dwa w jednym. Wskazał wujkowi na swojego kolegę: nóż był wbity w jego włochatą pierś. I trzymała go mała, sztuczna ręka. Wszyscy wydali się tym zażenowani”.
To fragment z ostatniego opowiadania, w którym kumuluje się wiele motywów z poprzednich tekstów, łącznie ze sztuczną ręką. Owa ręka i złote buty po raz pierwszy pojawiają się w Rękopisie znalezionym w butelce po fancie i pojawiają potem w paru innych:
„Wszyscy się tu wyśmiewali z tych jego butów, które od razu po odebraniu wygranej zakupił. Mówili, że mu nie pasują. Nie takie, za duże, że z jednej strony to nieprawdziwe złoto, a z drugiej, że zbyt bogato inkrustowane, że mogą uchodzić za szpan i wynoszenie się ponad innych...Że to w ogóle nie on i nie jego styl. Że nie powinien ich nosić, jak centrum jest rozkopane, bo szybko mu się zniszczą czy pobrudzą. Że sam design butów jest okej, ale już wykonanie tandetne i nie powinien ich nosić, dopóki nie wyjaśni się, czy to nie podróbka. Drwili, aż wreszcie nie wytrzymał – paplała. - Zabił siebie i ich, Teraz muszę pilnować, bo raz po raz ktoś wbiega i je próbuje z niego ściągnąć”. (s. 31)
Wyraźnie widać w tym fragmencie zapętlenie tego wszystkiego, co składa się na unikalny sposób definiowania pretensjonalnej, skrzeczącej pospolitości w prozie Masłowskiej: absurdalny motyw złotych butów, niczym archetypiczny złoty róg, prowadzi do groteskowych sytuacji, które wikłają się jeszcze bardziej w ostatniej, surrealistycznej opowieści, wraz z postaciami z pierwszego i drugiego opowiadania.
„Gdy po raz pierwszy dokonywaliśmy checkinu, wszystko zdawało się pod kontrolą, ale za drugim razem zauważyłam, że przymilnie, ale jakoś panicznie uśmiechnięta recepcjonistka w rękawach ukrywa przedramiona z ornamentem świeżych, wciąż broczących nacięć” – i tak powoli, zanurzamy się w opowieść o tym, co pozornie jest tylko odległe, groteskowe, obrzydliwe czy absurdalne.
Magiczna rana, Dorota Masłowska, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2024, s. 160
Zbyszek Kruczalak
www.domksiazki.com