----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

21 stycznia 2026

Udostępnij znajomym:

„...zrozumiał nagle, że drgania skrzydeł pszczół, które zawsze słyszał, to muzyka. Muzyka, która błogosławi światu, która gromadzi skrzętnie blaski życia, jest właściwie jego działaniem. Musiał tam wrócić”. (s. 459)

Urocza opowieść o istotności muzyki. Urocza, bo przesłodzona i do bólu przewidywalna. Główni bohaterowie, uczestnicy konkursu pianistycznego, uwielbiają się wzajemnie, służąc wsparciem i pomocą w trudnych momentach. Nie są konkurentami i nie współzawodniczą – ale współuczestniczą w doskonaleniu siebie i swoich pianistycznych umiejętności. Nie ma znaczenia kto wygra, znaczenie ma jedynie dążenie do doskonałości w wykonywaniu utworów. Fabuła powieści Riku Ondy jest nieskomplikowana. Historie głównych bohaterów przeplatają się wzajemnie, a motyw przewodni skupiony jest wokół postaci bardzo młodego geniusza fortepianu. Jin Kazana gra jak bóg, a jego interpretacje wykraczają poza wszystko, co do tej pory można było usłyszeć. Jest objawieniem konkursu i jak wszystkie objawienia staje się natychmiast przedmiotem poważnych kontrowersji.

„Czy jednak celem Hoffmanna był rzeczywiście, jak twierdził Smirnov, wyraz sprzeciwu wobec dotychczasowej edukacji muzycznej? Czy dlatego podesłał im genialnego chłopca, który wymykał się wszelkim ramom?”. (s. 388)

Wokół niego skupia się szereg wątków powieści; list polecający od genialnego nauczyciela muzyki, legendarnego pianista Yūji von Hoffmanna wywołuje zamieszanie wśród sędziów/jurorów konkursu, szczególnie poruszony jest Nathaniel, protektor i promotor Masaru Carlosa Levi Anatole – nadzwyczaj utalentowanego pianisty, który ma wielkie szanse wygrać konkurs. Sam Jin jest owiany mgłą tajemnicy. Wiemy, że nie ma fortepianu, że niewiele je i ma bardzo skromne wymagania jeśli chodzi o wygody życia, wiemy też, że jego ojciec jest pszczelarzem, ale niewiele z tego dla powieści wynika. Jego talent jest szokujący w swej unikalności, podobnie jak osobowość tego wirtuoza, który umie słychać koncertów innych pianistów i być z nimi w przyjacielskim dialogu, który ma na celu dążenie do absolutnej perfekcji w wykonywaniu arcydzieł muzyki klasycznej. Najważniejsze jednakowoż dla niego jest artystyczne przesłanie, jakie zostało mu powierzone przez Hoffmanna: wyprowadzić muzykę, czy raczej wyswobodzić muzykę z ram, w jakie została włożona przez kulturowe regulacje:

„W pierwszej chwili poruszyła go ta sala koncertowa ze wspaniałą akustyką. Jak doskonale było słychać dźwięki fortepianu! Jego brzmienie było jak cudowny prezent zamknięty w szkatułce i przewiązany śliczną wstążką. W miarę upływu czasu chłopiec czuł jednak, że jakoś trudno mu łapać oddech. Bez wątpienia mógł słuchać w skupieniu, ale stopniowo zaczęło mu się robić żal tej muzyki. Chciał ją uwolnić z tej ciemnej szklarni, z tego więzienia o grubych ścianach, w którym była wygodnie strzeżona. Chciał wypuścić nuty na jakąś rozległą przestrzeń. Wyobrażał sobie, że jest flecistą z Hameln, który wyprowadza nuty na zewnątrz. To jasne, że wtedy dźwięki będą pochłaniane, rozpraszane, zakłócane przez inne i że trudno będzie słuchać ich w skupieniu, lecz można będzie wówczas bawić się muzyką na łonie natury”.

Jest to przewodni motyw wokół którego zbudowany jest koncept książki Riku Ondy i jakkolwiek może irytować polukrowana rzeczywistość świata konkursów pianistycznych, która przecież słodka nie jest, to umiejętność autorki pisania o muzyce, a w istocie opisywanie muzyki, jest w powieści zachwycająca. Riku Onda ma niebywały talent werbalizacji dźwięków, a jest to umiejętność rzadka i tak samo trudna jak opis smaków – musimy posiłkować się obrazami i zapożyczeniami, żeby poradzić sobie z brakiem odpowiednim, bezpośrednio odnoszących się do tego , co słyszymy (czy smakujemy) określeń, głównie przymiotników:

„Nagle rozległ się kolejny utwór. Słynna Pieśń wiosenna z Pieśni bez słów Mendelssohna. Wow! - krzyknął w duchu Masaru raz jeszcze. Cóż za żywa zmiana scenerii! Nagle miejsce zmieniło się w pachnący ogród pełen kwiatów. Przed oczami pojawiły się czarujące pąki w pełnym rozkwicie i ptaki wyśpiewujące swoje trele. Pięknie...Co za plastyczne, mieniące się barwami wykonanie! Dalej Capriccio h-moll Brahmsa. Co za wszechstronność. To kolejna stylowa miniatura. Sprytne wykonanie, pełne melancholii i mglistego humoru. Ten pejzaż jest pewnie niebieskozielony. Masaru zamknął oczy. Sceneria w takich właśnie odcieniach. W domu gdzieś na spokojnym brzegu jeziora mężczyzna i kobieta tańczą ubrani w stroje ludowe. Miał przed oczami sylwetkę kobiety wciąż tańczącej na palcach”.(s. 359)

Albo taki fragment:

„To był doskonały wybór – pomyślała Aya, słuchając tych pierwszych dźwięków. Z jakiś względów muzyka Bartóka kojarzy się z otwartą przestrzenią. Słuchając jej, można odnieść wrażenie, że spaceruje się pośród natury nietkniętej ludzką ręką, wystawiając się na podmuchy kapryśnego wiatru. Węgry, Rumunia, Słowacja. Muzykę Bartóka, który zajmował się zbieraniem utworów ludowych od Europy Wschodniej aż po Środkową, cechowało jak żadną inną zakorzenienie w lokalnym kolorycie. Były w niej barwy zatopionego lasu, wiatru, wody. Wszystko to współdziałało z dzikością, jaką miał w sobie Kazana Jin, tworząc niezwykłą falę. Żaden inny uczestnik nie byłby w stanie tego uzyskać. Aya już w drugim etapie, kiedy słuchała jego wykonania Liszta, poczuła, że w jego muzyce jest naturalne brzmienie. W jego Kazaniu świętego Franciszka z Asyżu do ptaków naprawdę słychać było świergot ptaków. To na odwrót – pomyślała Aya. Pierwotnie ludzie słyszeli muzykę w naturze i to, co usłyszeli, przyjmowała postać nut, stając się utworem. Tymczasem Kazana Jin oddawał muzykę naturze. To, co kiedyś usłyszeliśmy w świecie, oddawał światu”. (s. 446)

Śledzimy zmagania konkursowe poznając głównych bohaterów oraz utwory, które prezentują przez wszystkie etapy, aż do tego najważniejszego, finałowego, aczkolwiek nigdy nie poznajemy tego ostatecznego, jedynego zwycięzcy.

To byłoby, rzecz jasna, sprzeczne ze słodkim konceptem powieści, który opiera się na szlachetnym współudziale, a nie na bezwzględnej rywalizacji. Jennifer Chan, która prezentowała taki właśnie „pojedynkowy” model konkursu, odpadła już po drugim etapie, głośno zresztą protestując przeciwko decyzji jury. (Gwoli ścisłości nie poznajemy zwycięzców w tekście głównym powieści, ale w dołączonych, dodatkowych informacjach, możemy poznać kolejność nagrodzonych pianistów, oraz pełną listę utworów, jakie wykonywali w trakcie wszystkich etapów konkursu).

VI Międzynarodowy konkurs Pianistyczny w Yoshigae, w Japonii to oczywiście wydarzenie czysto fikcyjne, tak samo jak główni bohaterowie, którzy absolutnie oddani muzyce, miotani są emocjami, też tymi niezwiązanymi z muzyką. Mają swoje skomplikowane historie życiowe, swe miłości, oczarowania, i rzecz jasna również swoje rozczarowania. Riku Onda nie pozwala jednakowoż na głębsze dramaty; wszystko się ostatecznie dobrze układa i dobrze kończy. Nawet Akashi Takashima, który odpadł po drugim etapie, zostaje ostatecznie nagrodzony za najlepszą interpretację dzieł mistrza Hishinuma Tadaaki (Wiosna i Ashura) które ten napisał specjalnie dla uczestników konkursu.

Jednym słowem bajka cudownie muzyczna.

Pszczoły i grom w oddali, Riku Onda, wyd. Uniwersytetu jagiellońskiego, 2020. s. 460.

Zbyszek Kruczalak
www.domksiazki.com

----- Reklama -----

KD MARKET 2026

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor