Makabrycznie cudowne baśniowości
----- Reklama -----
Zbyszek Kruczalak

Zbyszek Kruczalak


www.domksiazki.com

Udostępnij swoim znajomym:

W lesie pod wiśniami w pełnym rozkwicie, a także w historii Wielkoucha i księżniczki Długiej Nocy, Ango Sakaguchi’ego

Makabryczne? Zaiste! Rozbójnik zakochany bezprzytomnie (czy można być zakochanym przytomnie?) w piękności ze stolicy, którą napadł i uprowadził jako swą zdobycz, nie widzi i nie rozumie, że pogrąża się w pułapce unicestwiającego ubezwłasnowolnienia. Spełniając wszelkie zachcianki kobiety wpadł w zasadzkę obłędu, nie wiadomo jedynie czy jej, czy jego. Ścinając głowy sąsiadom i przynosząc je swojej ukochanej, uszczęśliwia ją. W jaki sposób? Ścięte, ludzkie głowy są idealnymi zabawkami w grze, którą prowadzi z nimi kobieta. Żeni je między sobą, wychodzi z nimi na spacer, głowy odwiedzają się wzajemnie. Gra w życie. Perwersja? Makabra? Szaleństwo? Potworność? Być może, ale to przecież baśń, a baśniach dzieją się rzeczy straszne i przerażające. Dziewczynka z zapałkami umiera z zimna, a „Śpiąca królewna “to w istocie historia gwałtu i relacji z teściową. Robert Darnton w wydanej niedawno w Polsce książce Wielka masakra kotów (aż ciarki człowieka przechodzą od tej lektury) wyjaśnia: we wczesnej wersji bajki książę, który jest już żonaty z inną, posiadł śpiącą królewnę, a ta urodziła mu kilkoro dzieci jeszcze przed przebudzeniem. Dopiero te niemowlęta, gryząc matkę w piersi, doprowadziły do jej przebudzenia.

O żadnym pocałunku nie ma mowy! Później historia przybiera zupełnie niespodziewany obrót. Nowa teściowa księcia, nota bene ludożercza olbrzymka, podejmuje próbę zjedzenia pozamałżeńskiego potomstwa swojej córki.

Zaskakuje także najwcześniejsza znana naukowcom wersja baśni o czerwonym kapturku. […] Wilk obrał drugą drogę i jako pierwszy dotarł do domu babci. Zabił ją, jej krew wlał do butelki, a kawałki ciała pokrojone w plastry umieścił na półmisku. Następnie przebrał się w babciną nocną koszulę, położył się w łóżku i czekał. Po chwili przychodzi oczywiście dziewczynka, którą znamy jako czerwonego kapturka. Wilk przebrany za babcię wita ją serdecznie i zachęca do napicia się wina i spróbowania plasterków mięsa leżących w spiżarni. Dziewczynka zgadza się na to z radością i zajada się mięsem babci, popijając udko starowinki krwią. Na tym nie koniec. Dalej następuje absurdalna scena… striptizu:

– Wtedy wilk rzekł: Rozbierz się i połóż się ze mną.

– Gdzie mam położyć fartuszek?

– Wrzuć go do ognia, nie będzie ci już więcej potrzebny.

Zdejmując ubrania – gorsecik, spódnicę, halkę i pończochy – dziewczynka zadawała to samo pytanie, a wilk za każdym razem odpowiadał: – wrzuć to do ognia, nie będzie ci już potrzebne. W końcu bohaterka kładzie się do łóżka, a wilk ją pożera. Nikt jej nie ratuje. Bajka się kończy.

Weźmy jeszcze na tapetę historię o Jasiu i Małgosi. We francuskiej ludowej wersji tej opowieści Jaś podstępem skłania olbrzyma – zastępującego znaną nam Babę Jagę – do poderżnięcia gardeł własnym dzieciom. Wiele osobliwych wariantów ma baśń o Kopciuszku. W jednym z nich bohaterka zostaje służącą po ucieczce od własnego ojca, który pragnął ją poślubić i dać upust kazirodczym żądzom. W innej wersji: zła macocha próbuje wepchnąć Kopciuszka do pieca, ale przez pomyłkę zabija w ogniu własną córkę (…). Mąż pożera kolejne świeżo poślubione żony w Pięknej i bestii (…). W bardziej drastycznej historii Trzy pieski siostra zabija brata za pomocą szpikulców ukrytych w materacu jego ślubnego łoża.

W najbardziej krwawej – Matka mnie zabiła, a ojciec mnie zjadł – matka ćwiartuje ciało syna i przygotowuje z niego duszoną potrawkę w stylu lyońskim, którą córka podaje ojcu.

W XVIII wieku krążyła też historia o dziewczynie, która zaraz przed ślubem odkrywa, że jej narzeczony jest seryjnym mordercą, a na strychu trzyma skóry swoich poprzednich partnerek. Cóż, dzisiaj wciąż mamy takie historie. Tyle tylko, że są opowiadane w serialach kryminalnych dla dorosłych, a nie w bajkach na dobranoc. (za: Kamil Janicki, w: Kazirodztwo, rytualne mordy, kanibalizm. Prawdziwe baśnie braci Grimm)

***

Bracia Grimm, Andersen to bliski nam, europejski krąg kulturowy. W gruncie rzeczy ta bliskość, sprowadza się do oswojenia i akceptacji tego, co Kamil Janicki określa jako baśniowe: kazirodztwo, rytualne mordy, kanibalizm. Ale wróćmy do Japonii i do drugiego tekstu Ango Sakaguchi’ego ze zbioru W lesie pod wiśniami w pełnym rozkwicie. To drugie opowiadanie, czy raczej druga nowela, jest zatytułowana Wielkouchy i księżniczka Długiej Nocy (cóż za tytuł!). Co tu się dzieje? No cóż – jeśli W lesie pod wiśniami w pełnym rozkwicie dokonuje się unicestwienie obsesji, bo „przepaść pomiędzy marzeniami, a rzeczywistością wypełniona jest obsesją” (za: Zuzanna Kowalczyk, w: Niewolnicy lewego nadgarstka). Ta niemożliwa do wypełnienia, czy raczej przekroczenia przestrzeń (bo przecież niekoniecznie przepaść, często jest to coś, co przypomina bardziej pole minowe) między tym, co chcemy i tym, co możemy mieć, rodzi sytuacje makabryczne. Co to jest makabra? Coś co stanowi o istocie horroru? A może ma też inny wymiar? Taneczny? – Oczywiście taniec śmierci (danse macabre) to fascynująca, wielowiekowa, europejska tradycja obcowania ze śmiercią w szaleńczym, traumatycznym tańcu, zaklętym w kole niemożności wyrwania się z ramion śmierci. Tańczą rozkładające się trupy, trawione gniciem i zżerane przez robactwo razem z ciągle jeszcze żywymi ludźmi, którzy jednakowoż, prędzej czy później, staną się też tylko rozpadającym się truchłem.

W lesie pod wiśniami w pełnym rozkwicie obsesja miłości unicestwia oba żywota głównych postaci: kobiety demona i rozbójnika, skazując tego ostatniego na obezwładniające doznanie samotności tuż przed anihilacją: „do dziś nikt nie poznał tajemnicy wiśni w pełnym rozkwicie. Może to była samotność? Mężczyzna nie musiał się już jej obawiać. Sam stał się ucieleśnieniem samotności.” (s. 49) Obydwoje roztapiają się w puchu spadających, białych płatków wiśni. „Ciało kobiety przykryło kilka płatków wiśni. Potrząsnął nią. Zawołał. Przytulił do siebie. Ale wszystko na nic. Wybuchnął płaczem. Nigdy przez te wszystkie lata, które spędził w górach, nie zalał się łzami”. (s.49) A musimy pamiętać, że przed chwilą udusił ją własnymi rękami, wyzwalając się tym samym od demona, którym była.

Motyw makabrycznej miłości stanowi też o niezwykłości drugiego opowiadania Wielkouchy i księżniczka Długiej Nocy. Jak? Przez baśniowe zamieszanie? Nadzwyczajnie utalentowany, okrutnie brzydki, dwudziestoletni rzeźbiarz staje do konkursu ogłoszonego przez seniora rodu Długie Nocy. Ma wyrzeźbić posążek Buddy dla niebiańsko pięknej księżniczki, która kąpie się w złotej rosie zbieranej z chryzantem, stąd jej postać jaśnieje złotą poświatą. Dla młodego rzeźbiarza nie miała jednakowoż litości i okrutnie go potraktowała: „faktycznie, wykapany koń! Gdyby tylko ta brudna twarz zbrązowiała, to byłby z niego koń jak malowany! […] odkąd księżniczka porównała mnie do konia, ludzie zaczęli na mnie mówić Końskie Uszy”. (s, 56/57)

W nagrodę, ten, który stworzy zachwycający księżniczkę figurę i ołtarzyk Buddy, dostanie rękę pięknej Enako, prządki. Ale Enako odcina mu sztyletem jedno ucho i wrzuca do kieliszka z sake – co za historia! On nawet jej za to nie odpłaca nienawiścią. Czyżby i tu musimy wrócić do freudowskich konceptów, w tym wypadku obronnego mechanizmu wyparcia – przemieszczenia? Pewnie i tak, bo przecież podświadomie kocha księżniczkę, a tu ni stąd, ni zowąd pan domu Długiej Nocy, pozwala mu zabić siekierą Enoko w odwecie za odcięcie ucha. Cóż za sytuacja? Wraca motyw demona i wszystko staje się uśmiechnięte demoniczne. Czy to nie przekracza pewnych oczekiwań, jakie powinna spełniać baśń? Zdecydowanie nie w pomysłach Ango Sakaguchi’ego, które targają nami w szaleńczym rytmie danse macabre.

Zbyszek Kruczalak