/Nie bez powodu dedykuję ten zbiór opowiadań mojej przyjaciółce Sybil Clairborne, koleżance po pisarskim i matczynym fachu. Pewnego dnia w 1957 roku odwiedziłam ją w jej mieszkaniu na czwartym piętrze przy Barrow Street. Zobaczyłam tam na własne oczy jej dwóch mężów niezadowolonych z jajek. Następnie rozmawiałyśmy ze sobą przez prawie czterdzieści lat. A potem umarła. Trzy dni wcześniej powiedziała powoli, z delikatnością rozczarowanej osoby, której zostało już niewiele słów: „Grace, najważniejsze pytanie to jak przeżyć nasze życie”/
Taka dedykacja otwiera tom opowiadań Grace Paley, a jest to tekst niezwykły, bo skupia w sobie wszystko, co stanowi o wyjątkowości jej prozy. Umiejscawia nas w czasie i przestrzeni. Mamy rok 1957 i mamy Barrow Street na Manhattanie w Nowym Jorku, czyli jesteśmy w Greenwich Village, dzielnicy niezwykle bliskiej autorce. A rok 1957? Co się wtedy działo? Zimnowojenne zawirowania z rosyjskim sputnikiem w roli głównej rozpoczęły intensywny wyścig zbrojeń, wykluwał się też już wtedy wietnamski konflikt wojenny i ruszyła lawina dekolonizacji, a Elvis Presley był u szczytu sławy. Poza tymi wielkimi sprawami świata tego Sybill ma dwu mężów, raczej niezadowolonych ze śniadania i czterdzieści lat rozmów.
Grace Paley w Małych zawirowaniach mówi o tym wszystkim bardzo intensywnie. Ta intensywność narracyjna, czy raczej językowa przejawia się w dynamice dialogów, które czasem ciągną się nieskończenie, tak jak nieskończone wydaje się nam życie, które chcemy opowiedzieć, czy streścić i ze zdziwieniem odkrywamy, że ono ma jednak swój koniec.
Pozostaje z tego całego historycznego, politycznego czy osobistego zawirowania, w którym przyszło nam żyć, jedno, zawsze otwarte na interpretacje pytanie Sybil:
/Trzy dni wcześniej powiedziała powoli, z delikatnością rozczarowanej osoby, której zostało już niewiele słów: „Grace, najważniejsze pytanie to jak przeżyć nasze życie”/.
Nie ma większego znaczenia, czy pojawia się ono wprost, czy pośrednio w tekstach opowiedzianych w zbiorze „Małe ludzkie zawirowania”, ale wyraziście widać w nich wagę tego pytania, które przejawia się w banalnej trywialności naszej codzienności: owych dwu jajek, z których nie jesteśmy zadowoleni czy wydarzeń, jakimi żyją mieszkańcy Barrow Street w okolicach roku 1957.
Grace Paley jest językowo bezkompromisowa. Jej dotykanie rzeczywistości dzieje się w językowym wymiarze relacji rodzinnych, emigranckich, małżeńskich, które to relacje rozbijają się o rzeczywistość pełną hipokryzji i systemowej sztuczności we wzajemności.
Jak niezwykle celnie pisze Jacek Adamiec:
Paley opiewa, bada i przenicowuje codzienność. Choć tak często skupia się na relacjach damsko-męskich, nie pozwala, by jej proza unosiła się w literackiej próżni. Nawet na moment nie traci oderwania od niestabilnej amerykańskiej rzeczywistości. A jest to rzeczywistość Bronksu i innych dzielnic Nowego Jorku lat 50., 60. i 70., pełnych własnych problemów społecznych, w której dodatkowo głośno pobrzmiewają echa konfliktów Izraela, wojny w Wietnamie, prób z bronią jądrową, systemowego rasizmu i brutalnie tłumionych manifestacji. To wielka Historia, która spotyka bohaterki nawet przy kuchennym zlewie czy podczas zabawy z dziećmi w parku. A co do kobiet, kapłanek ogniska domowego – Paley jest bojowniczką drugiej fali feminizmu, dlatego wśród bohaterek jej opowiadań dominują kobiety, które toczą swoje osobiste bitwy o podmiotowość, a zatem m.in. prawo do realizacji swoich celów zawodowych czy potrzeb seksualnych. To kobiety, które często zyskują pogłębioną samoświadomość w wieku średnim, po odchowaniu dzieci, i właśnie wtedy przewartościowują swoje życia (jak zmęczona i zawiedziona swoim środowiskiem narratorka „Faith na drzewie”). Kontestacja patriarchatu jest u Paley silnie powiązana z rozczarowaniem amerykańskimi hasłami i obietnicami. Faith „jak wszyscy inni Amerykanie została wychowana w przeświadczeniu, że powinna być szczęśliwa. Ale nie ma co do tego wątpliwości, z której strony by na to spojrzeć, że jest absolutnie nieszczęśliwa”. I na domiar złego wstydzi się tego, bo tak została zaprogramowana/ (w: booklips)
Ale Grace Paley to nie tylko niezwykle uważna obserwatorka tego, co dzieje się wokół niej, to również doskonała narratorka, która wrzuca nas w językowe konteksty tych, o których opowiada. Znakomicie punktuje tę umiejętność Monika Adamczyk-Garbowska, tłumaczka Małych ludzkich zawirowań, które pisze we wstępie:
/Wielką siłą pisarstwa Grace Paley jest humor i ironiczny dystans, który najlepiej ujawnia się w utworach z żydowskimi narratorami, zwłaszcza Do widzenia i powodzenia i Najbardziej donośny głos. Otwierające tom opowiadanie Do widzenia i powodzenia to monolog nawiązujący do bogatej tradycji literatury jidysz, w której ta forma jest głęboko zakorzeniona i znana z mistrzowskich wersji Szolem Alejchema czy Isaaca Bashevisa Singera.
Narratorką jest pochodząca z rodziny o żydowsko-rosyjskich korzeniach Rosie Lieber, […] przez większość życia jest zakochana w starszym od niej znacznie aktorze nowojorskiego teatru żydowskiego Wołodii Właszkinie, znanym jako „Valentino z Drugiej Alei”. Właszkin, nieobojętny na wdzięki „cudownego, młodego stworzenia” pracującego w kasie biletowej teatru, chętnie spędza czas w jej towarzystwie, ale nie traktuje tej znajomości poważnie, cały czas pozostając w związku z władczą żoną. […] Właszkin szuka pociechy i przystani u Rosie na tych samych niezobowiązujących zasadach, co wcześniej, ale tym razem ona jest stanowcza:
– Wołodio Właszkin – powiedziałam mu prosto z mostu – kiedy byłam młoda, niejednej nocy grzałam ci zimne plecy, nie zadając żadnych pytań. Przyznasz, nie stawiałam żadnych żądań. […] Ale teraz, Właszkin, jesteś wolnym człowiekiem. Jak mógłbyś prosić mnie, bym jechała z tobą dokądś pociągiem i zatrzymywała się w nieznanych hotelach, wśród Amerykanów, nie będąc twoją żoną. Wstydź się.
Pod koniec monologu Rosie wygłasza stwierdzenie, które może budzić przewrotne skojarzenia ze słynnym pierwszym zdaniem z Dumy i uprzedzenia Jane Austen: „Jest prawdą powszechnie znaną, że samotnemu a bogatemu mężczyźnie brak do szczęścia tylko żony” (w przekładzie Anny Przedpełskiej-Trzeciakowskiej). W ustach samotnej i ubogiej, ale nigdy nietracącej nadziei Rosie brzmi to w następujący sposób: „Powiedz jej, że mimo wszystko będę miała męża, bo jak powszechnie wiadomo, każda kobieta powinna mieć chociaż jednego, zanim jej życie dobiegnie końca”.
Słowa te kieruje do adresatki monologu, siostrzenicy Lillie, której opowiada swoją historię. „Powiedz jej” odnosi się do matki Lillie, młodszej siostry Rosie, która w przeciwieństwie do niej wiodła stateczne, konwencjonalne i mało romantyczne życie wzorowej gospodyni domowej/ (s. 15-16-17)
Monika Adamczyk-Garbowska świetnie ujęła tu i rozpoznawała wielogłosowość prozy Grace Paley, którą to technikę można nazwać, za profesorem Henrykiem Markiewiczem, monologiem dialogizowanym. Pozornie prowadzony w pierwszej osobie, w istocie stwarza pozory teatru jednego aktora, gdzie mówiący zwraca się do innych, często wyimaginowanych postaci, prowadząc z nimi rozmowy, zadając pytania i samemu sobie odpowiadając:
„ - i pomyślałam sobie: biedna mama… To prawda, że wie lepiej, na czym polega życie. Poślubiła kogoś, kto jej się nie podobał […] Nigdy się nie mył. Brzydko pachniał. Zęby mu powypadały, włosy wyszły […] Na pamięć o nim i z szacunku dla ludzkości postanowiłam żyć miłością.
Nie śmiej się, ty ciemna dziewucho.
Myślisz, że przyszło mi to tak łatwo?” (s. 38)
Kontynuacja za tydzień.
Małe ludzkie zawirowania, opowiadania zebrane, Grace Paley, tłumacz. Monika Adamczyk-Garbowska, wyd. WAB, 2024, s. 527.
Zbyszek Kruczalak
www.domksiazki.com