Najlepsze przed nami?
----- Reklama -----
Rafał Jurak

Rafał Jurak


Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Udostępnij swoim znajomym:

Całkiem niedawno zaczynaliśmy od zera. Najpierw była drewniana pała i kamień. Potem krzesiwo i ogień. Jeden wymyślił koło, inny oswoił zwierzęta, ktoś stworzył uprawy. Od topornych narzędzi do prostych maszyn. Następnie bardziej skomplikowanych.

Postęp.

Rower, samolot, rakieta.

Telegraf, telefon, internet.

Znachor, antybiotyk, przeszczep płuc.

Oczywiście, mimo osiągnięć tłukliśmy się przy każdej okazji. Czy był powód, czy nie. Jednym chodziło o granice lub surowce. Innym o wpływy lub przekonania, wierzenia i ogólną wizję świata. Powody nie zmieniły się do dziś.

Zero postępu.

Możemy więc założyć, że w najbliższym czasie dalej tak będzie. Pewnie stworzymy panaceum na wszelkie dolegliwości, odkryjemy inteligentne życie w kosmosie, dożyjemy bez trudu 150 lat albo więcej. A w przerwach będziemy się dalej tłuc, bo ludzkość nie potrafi inaczej funkcjonować. Tak jak zmieniła się nazwa, bo wojna to dziś przecież tylko konflikt, zmieni się jej przebieg i sposób prowadzenia. Ale ludzie będą ginąć nadal. Nieliczni twierdzą, że to nieodłączny element rozwoju. Na szczęście pozostali zauważyli już, że ludzkość najwięcej osiąga w okresach spokoju i dobrobytu.

Człowiek nigdy nie zatrzymał się przed nieznanym. Postęp wymaga, by jakiś śmiałek lub półgłówek stanął na otwartej przestrzeni i łapał pioruny. Albo nurkował w jaskiniach. Albo doklejał pióra do rąk i próbował latać. Jedyne, co nas powstrzymuje w rozwoju, to opłacalność naszych pomysłów. Okazuje się, że wymyśliliśmy znacznie więcej niż nam się wydaje. Wynalazki odkłada się jednak na półkę, gdy nikt nie ma z nich korzyści.

Postęp i wojny mamy więc gwarantowane. Czego zabraknie? Tego, co kochamy najbardziej. Wybitni ludzie - których we współczesnym świecie już zaczyna brakować - zgodni są, że mordujemy wolność będącą gwarantem indywidualizmu, który z kolei przekłada się na wiele innych, cenionych przez nas wartości. Już nie pamiętamy, co właściwie oznacza wolność. Warto więc przypomnieć. To możliwość robienia różnych rzeczy bez pytania o zgodę, ale pod warunkiem, że pośrednio lub bezpośrednio działaniami swymi nie czynimy innym krzywdy.

Więc dlaczego na każdym kroku musimy pytać, czy wolno nam to lub tamto? A jeśli nie zapytamy, to ponosimy surowe konsekwencje naszych czynów. Zaczyna się od drobnych rzeczy: na rower tylko w kasku, na ryby tylko z pozwoleniem, na łódkę tylko w kamizelce ratunkowej. A potem zaczyna się pełna kontrola każdego aspektu życia. Wolność to była wtedy, gdy 13-latek z zarobionych w wakacje na koszeniu trawy pieniędzy nie musiał się rozliczać, gdy nie musieliśmy pytać władz miasta o pozwolenie na reperację własnego płotu. O ile wiele z obowiązujących nakazów i zakazów ma sens, to znacznie więcej jakiegokolwiek sensu jest pozbawione lub jest on ukryty.

Jedzenie kanapki na dworcu metra w wielu miastach jest zakazane. Nie chodzi o zaspokajanie głodu, ale o ryzyko pozostawienia przez kogoś pustego opakowania, czyli śmieci. Nawet jeśli jesteśmy odpowiedzialni i papier po kanapce planujemy wyrzucić, to nie da nam się takiej szansy. Wcześniej zostaniemy ukarani, a jak zaczniemy się zbyt emocjonalnie tłumaczyć, zatrzymani. Władze nie mogą pozwolić sobie na ryzyko pozostawienia jedzących śniadanie w miejscu publicznym bez opieki. Aż takiego zaufania do nas nie mają. A my? Jak zaakceptujemy drobne rzeczy, większe nie będą stanowiły problemu.

Dzieci bawiące się w policjantów i złodziei, kowbojów i Indian (dziś już źle widziane), czy po prostu w wojsko, wyrzucane są ze szkoły i wysyłane na leczenie z podejrzeniem o skłonności socjopatyczne. Lata później mała notatka w aktach nie pozwoli im na zdobycie wymarzonej pracy. Próba ratowania komuś życia może zakończyć się w sądzie, jeśli stosując masaż serca przy okazji złamiemy komuś żebro.

Ukochani bohaterowie książek z naszego dzieciństwa dziś albo trafiliby za kratki za swoje zachowanie i przygody, albo zostaliby nafaszerowani tabletkami na wszelkie schorzenia. Zbiory praw, zakazów i nakazów mają coraz więcej tomów, coraz więcej też łożymy na ich egzekwowanie. Sami oddajemy ostatnie elementy wolności nawet się nad tym głębiej nie zastanawiając. Odsuwamy od siebie problemy zlecając innym ich rozwiązanie. Nie potrafimy już sami uciszyć sąsiada, tylko od razu dzwonimy po policję. Nie powinniśmy się więc dziwić, że zaczyna się nas wyręczać we wszystkim. Choćby na siłę.

Podobnie prywatność. Już jej nie mamy, nikogo chyba nie muszę przekonywać. Jakaś forma kontroli pojawia się jeszcze przed naszym urodzeniem i trwa długo po śmierci.

Niezależnie, gdzie żyjemy, wszyscy jemy dziś taką samą pizzę, używamy niemal identycznych telefonów, wyrażamy podobne myśli, podobnie spędzamy wolny czas, oglądamy te same programy w telewizji i mamy podobne problemy.

Jest takie powiedzenie, że najlepsze przed nami.

Czyżby?

Miłego weekendu.

Rafał Jurak
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.