----- Reklama -----

Luxahaus Beyond

(773) 205-0303

Zaloguj się
Subskrybuj

21 lipca 2022

Udostępnij znajomym:

Amerykańskie dostawy broni dla Ukrainy – na czele z wyrzutniami rakiet systemu HIMARS – okazały się jednym z gamechangerów intensywnej fazy konfliktu z Rosją toczącego się od 24 lutego. Sytuacja ta rodzi pytania: na ile da się dziś wygrać wojnę przy pomoc super nowoczesnej techniki?

Ostatnie tygodnie wojny w Ukrainie sponsorowało jedno hasło: HIMARS. Te wieloprowadnicowe wyrzutnie rakiet osadzone na podwoziu ciężarówek zostały przekazane armii ukraińskiej przez USA i właśnie weszły do walki zarówno na froncie południowym, jak i w Donbasie. Zdolne są one wystrzeliwać rakiety na dystans od kilkudziesięciu do nawet 300 kilometrów. „Chimery”, jak nazywają je Ukraińcy, użyte zostały do ostrzału kluczowych pozycji armii rosyjskiej – stanowisk dowodzenia, składów amunicji i paliw, całej infrastruktury wojny, bez której wojska w polu nie mogą skutecznie działać. Pierwszym efektem było zmniejszenie intensywności huraganowego jak do tej pory ostrzału artylerii najeźdźców – Rosjanie przez ataki rakietowe wspierane przez działania wojsk specjalnych nie mają po prostu czym strzelać. Ukraińcy wykorzystują HIMARS-y bardzo precyzyjnie, celując tam, gdzie wróg poczuje ból. Różni to ich od wojsk Putina, które również dysponują bogatą paletą broni rakietowej – dominują tu jednak wyrzutnie BM-21 Grad (krewne słynnych „Katiusz” z II wojny światowej), wystrzeliwujące pociski niekierowane w sposób efektowny i budzący przerażenie, ale nieprecyzyjny i pokrywający raczej duży teren wybuchami. Nowsze rakiety precyzyjne używane są rzadko, co sugeruje, że Rosjanie mają ich ograniczone zapasy.

Obecna wojna stanowi przegląd nowoczesnego uzbrojenia, które rewolucjonizuje pole bitwy. Bohaterem pierwszych tygodni obrony Ukrainy były tureckie drony Bayraktar TB2 – kilkumetrowe bezzałogowe statki powietrzne, zdolne do prowadzenia skutecznego rozpoznania na odległość nawet stu kilometrów i atakowania nieprzyjaciela bombami kierowanymi. Okazały się one bardzo dobrą bronią w walce z rosyjskimi czołgami czy wyrzutniami rakiet przeciwlotniczych, wiele mniejszych bezzałogowców wspomagało zaś rozpoznanie, dając obrońcom przewagę informacyjną. Ważną rolę odegrały też wyrzutnie rakiet przeciwpancernych i przeciwlotniczych (amerykańskich, zachodnioeuropejskich i polskich), które pomogły żołnierzom ukraińskim powstrzymać postępy Rosjan.

Te wszystkie doniesienia wyraźnie kontrastują z tym, co się dzieje po drugiej stronie frontu. Rosjanie do niedawna chwalili się, że ich broń „niet anałogow w mirze” (nie ma odpowiedników na świecie). Okazuje się jednak, że zapewnienie to można traktować ironicznie. Wiele czołgów okazało się ograbionych z wyposażenia w jednostkach, wiele nowych modeli sprzętu okazało się mieć poważne wady, broń przeciwlotnicza nie potrafiła obronić się przed atakiem z powietrza, a w rozpoznawczych dronach montowano… zwykłe aparaty cyfrowe. Pokazuje to, jak ważną rolę odgrywa nowoczesna broń w osiągnięciu przewagi w wojnie.

Można oczywiście powiedzieć, że było tak zawsze w historii. Jest to prawda, chociaż jak zawsze nie cała. Wojny starożytne i średniowieczne w niewielkim stopniu opierały się o nowoczesną technologię – oczywiście, lepszej jakości pancerz czy staranniej wykonany łuk robił różnicę, podstawowym czynnikiem była jednak masa, taktyka oraz morale. Dopiero pojawienie się broni palnej w XV i XVI wieku wprowadziło czynnik techniczny na pole bitwy, gdyż ten kto mógł skuteczniej prowadzić ogień do wroga zyskiwał autentyczną przewagę – przykładem wojna polsko-szwedzka na Pomorzu w latach 20. XVII wieku, gdzie wyposażenie w muszkiety (ale też lepiej dowodzeni) Szwedzi skutecznie zniwelowali przewagę kawalerii Polaków.

Przełom XVIII i XIX wieku przyniósł pewną zmianę, niewynikającą jednak w pierwszej kolejności z czynnika technologicznego – bitwy i wojny stały się o wiele krwawsze. Skończyły się nudne oblężenia, które zastąpiły napoleońskie manewry i walne starcia. Dopiero w dziesięcioleciach przed I wojną światową doszło do postępu technicznego, który przyniósł wyraźną zmianę jakościową: bezdymny proch, nowoczesna szybkostrzelna artyleria, w końcu karabiny maszynowe, samoloty i pojazdy opancerzone. W połączeniu z totalną masowością wojny doprowadziło to do masakry Wielkiej Wojny lat 1914-1918. Warto zresztą dodać, że niektórzy (m.in. polski przedsiębiorca i pacyfista Jan Bloch) przewidywali, że ten postęp techniczny i koszt prowadzenia wojny doprowadzi… do wyrzeczenia się konfliktów zbrojnych jako nieopłacalnych. Jak widać, uznał on ludzkość za o wiele bardziej racjonalną niż jest w rzeczywistości.

Zimna wojna między USA i ZSRR kontynuowała trend tej masowości, z czasem jednak nad wszystkim zaczęła górować jakość. Oczywiście, w znacznym stopniu wiązało się to z wprowadzeniem broni jądrowej, chociaż nie tylko – zwłaszcza Amerykanie wiedzieli, że ich siłą jest lepsza technika, a tym samym broń zdolna niwelować liczebną przewagę Sowietów. Stąd narodziny nowoczesnego lotnictwa na czele z F-16 i „latającym skrzydłem” B-2, rakiety Tomahawk czy wyrzutnie MLRS – poprzedniczki HIMARS-ów. Rosjanie, w obliczu kryzysu technicznego łączącego się z upadkiem ZSRR, pozostali w tej rywalizacji w tyle.

Nowoczesna wojna idzie więc w kierunku supertechniki, nowoczesności i precyzji, warto jednak pamiętać o najważniejszej regule, niezmiennej od lat: starcie zbrojne wygrywa strona, która dysponuje lepszym żołnierzem i jest dobrze zmotywowanym do walki. Wojna w Ukrainie potwierdziła również tę zasadę.

Tomasz Leszkowicz

----- Reklama -----

MONITOR-KONKURS WAKACYJNY

----- Reklama -----

Obamacare po polsku 300 x 600

----- Reklama -----