----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

31 marca 2026

Udostępnij znajomym:

„Podczas terapii proponuję pacjentom następujące ćwiczenie. Pytam, ile razy w ostatnim czasie powiedzieli „tak”, kiedy mieli ochotę powiedzieć „nie”. (Niech ja będzie z tobą, s. 200)

Jeden trzyliterowy wyraz, a jaka potęga! TAK niekoniecznie musi przenosić góry, ale wypowiedziane, pociąga za sobą nieskończoną możliwość różnych realizacji. TAK otwiera, ale może też zamykać. Jedną z najważniejszych powieści wszech czasów kończy słynne zdanie:

„ […] tak a serce biło mu jak szalone i tak powiedziałam tak chcę Tak.” (Ulisses, s. 896)

Jednocześnie inna powieść, równie ważna dla europejskiej kultury literackiej, zaczyna się zdaniem:

„TAK, to mogłoby się tak zaczynać – w tym miejscu, jakby od niechcenia, niespiesznie, nieco ociężale; na neutralnym terenie, należącym zarówno do wszystkich, jak i do nikogo; tu gdzie ludzie mijając się , prawie się nie dostrzegają…”. (Georges Perec, Życie instrukcja obsługi, s. 19)

Fenomen niezwykłej mocy tego, banalnego w swych skomplikowanych funkcjach językowych, wyrazu pokazują jego gramatyczne uwikłania. Jest nieodmienną częścią mowy (partykułą albo przysłówkiem), ale ma moc odmieniania tego, co zastane. W swych niepokojących możliwościach jest też częścią zdania, okolicznikiem sposobu, bo dopowiada przecież na pytanie: jak, w jaki sposób? TAK może zatem odmieniać w jakiś sposób – ale w jaki i kogo?

Na to pytanie stara się znaleźć odpowiedź Grzegorz Dziedzic, autor książki Niech ja będzie z tobą, w której podtytule czytamy: Przewodnik po dojrzałej trzeźwości. Jeśli przyjrzeć się bliżej tytułowi tekstu Dziedzica, to oczywistą oczywistością jest dominanta zaimka JA, na okładce książki wyróżnionego białym kolorem (nie będziemy tu jednakowoż w żaden sposób oddawać się przyjemnościom analizowania symboliki bieli w kontekście pierwszoosobowej formy tegoż zaimka, tudzież dodatkowych znaków graficznych zamieszczonych na okładce, takich jak flaszka, kieliszek, grzybek, symbol kosmosu, czy sylwetka postaci w pozie medytacyjnej). Czym zatem się zajmiemy?

Tylko zaimkiem osobowym JA, który od zawsze jest nierozwiązywalną tajemnicą, kryjącą w sobie nieskończoną mnogość znaczeń. Jeśli bowiem JA ma być z TOBĄ, to pomijając chwilowo CIEBIE, pozostaje fundamentalna kwestia, którą można postawić w pytaniu: co stanowi o JA w relacji ze sobą i z innymi? Czy w ogóle mogę być sobą (JA), a jeśli tak, to na ile? Czy możliwe jest mówienie o JA niezależnym, JA jako takim? Czy możemy mówić o sobie jako konstruktach ego-istycznych czy też zgodnie z duchem psychologii adlerowskiej, istniejemy jedynie w kontekście i wzajemności z innymi. I pytanie absolutnie zasadnicze, kryjące się w podtytule książki Dziedzica: czy jesteśmy w stanie się zmieniać z jakiegoś jednego JA i ewoluować w jakieś inne JA – lepsze, gorsze, odmienne? Czy mówienie o zmianie to rzecz o budowaniu nowego, czy tylko o doskonaleniu cnót, jak sugerowali Starożytni?

Wydaje się, iż autor książki nawiguje ku przeświadczeniu jednego z najbardziej wrażliwych filozofów europejskich:

„...powinno się z największą ostrożnością dopuszczać do siebie innych, ale w istocie rozmawiać tylko z Bogiem i ze sobą – bo tylko Jeden osiąga cel”. (S. Kierkegaard)

Ta teza wpisuje się zresztą w szerszy kontekst myślenia o budowaniu sensowności istnienia, co zawsze jest podróżą drogą rzadziej wędrowną:

„Choć dysponujemy myślami proroków i pomocą łaski, wędrówkę trzeba odbyć samemu. Żaden nauczyciel nie weźmie nas na plecy i nie zaniesie do celu. Nie ma z góry ustalonych formuł. Rytuały są jedynie pomocami naukowymi, a nie nauką samą w sobie. Możemy spożywać wyłącznie zdrową żywność, odmawiać przed śniadaniem pięć zdrowasiek, modlić się twarzą zwróconą na wschód albo na zachód, chodzić w niedzielę do kościoła, lecz to nie przywiedzie nas do celu wędrówki. Nie ma takich słów ani nauk, które zdejmą z wędrującego drogą rozwoju duchowego konieczność wypracowania własnych sposobów […] Nawet jeśli w pełni rozumiemy to zagadnienie, droga rozwoju duchowego pozostaje tak samotna i tak trudna, że często tracimy odwagę.  (M. Scott Peck, w: Droga rzadziej wędrowana, s. 355/356)

Autor Niech ja będzie z tobą stawia się w identycznym kontekście:

„Tym bardziej, że nie ma jednej drogi. Zaryzykuję stwierdzenie [pisze Grzegorz Dziedzic], że nie ma żadnej drogi, oprócz tej, którą sam zbudujesz i wydepczesz. Dojrzała trzeźwość najeżona jest pułapkami i minami, łatwo jest zabłądzić i się zgubić. Każdy się gubi. Zdrowienie to długi, być może nigdy niekończący się proces […] Tylko całkowici ignoranci twierdzą, że znają wszystkie odpowiedzi”(s. 59) i dalej czytamy:

„Na terapii zrozumiałem, że nie jestem sam i że zmiana jest możliwa. Także, a może przede wszystkim to, że za moją zmianę odpowiedzialny jestem JA. Nikt więcej. Że nikt mnie nie uratuje, jeśli ja sam nie uratuję siebie”. (s. 144)

Książka Dziedzica jest głęboko osadzona w fenomenologicznym myśleniu o człowieku, doskonale definiowanym przez cytat z Fenomenologii percepcji, Maurice Merleau-Ponty’ego:

„Ja nie jest czymś odrębnym od świata; jest zawsze w świecie, uwięzione w własnym cielesnym doświadczeniu”.

Stąd w tekście stawia się pytania i poszukuje odpowiedzi na te problemy, które stanowią o sukcesie albo o klęsce terapii uzależnień. Co niezwykłe, Niech ja będzie z tobą, to rzecz o życiu w trzeźwości (dojrzałym trzeźwieniu, s.9), a nie o wychodzeniu z nałogów (trzeźwość rozumiana jest tu jako umiejętność czy raczej wewnętrzna decyzja odstawienia wszelkich uzależniaczy: alkoholu, narkotyków, leków i wszelkich innych form ucieczki od rzeczywistości).

Autor, co przyznaje otwarcie, sam zmagał się przez wiele lat z drastycznymi formami nałogu, stąd książka ma wyjątkowy charakter – jest zapisem osobistych prób znajdywania „radości i ukojenia” w destrukcji zapijania się i procesu wychodzenia z mroku, a jednocześnie poradnikiem, który stawia sobie za cel wskazanie pewnych mechanizmów utrwalających proces trzeźwienia, czy raczej życia bez uzależniaczy (grupy AA, terapie indywidualne, terapie zbiorowe, medytacje i wiele innych form wspomagających).

„Kiedy piszę te słowa, nie piję od siedmiu tysięcy trzystu szesnastu dni, czyli od dwudziestu lat i jedenastu dni. To na tyle długo, żeby pamięć o cierpieniu płynącym z aktywnego uzależnienia zacierała się i blakła […] moje zdrowienie trwa dłużej, niż trwało moje picie”. (s. 9)

Cierpienie, samotność, pustka, ból, mrok – to tylko niektóre kategorie nakładające się na rzeczywistość człowieka uzależnionego. Nie różnią się wiele od tego, czego doświadcza w życiu człowiek bytujący poza nałogami. Gdzie zatem mieści się problem i dlaczego tak wielu narkomanów, alkoholików i bezdomnych chce wyjść z opresji bycia uzależnionym? Bo tęsknią za tym, co dobre? Nie jest to tak jednoznaczne, jak sugeruje Nietzsche:

„Co jest dobre? Wszystko co wzmacnia poczucie mocy, wolę mocy, moc samą w człowieku. Co jest niedobre? Wszystko, co pochodzi ze słabości. Czym jest szczęście? Poczuciem, że moc wzrasta, że opór został przezwyciężony”. (Antychryst)

Niech ja będzie z tobą – Przewodnik po dojrzałej trzeźwości, Grzegorz Dziedzic, wyd, Newhomers, 2026, s. 271.

Zbyszek Kruczalak
www.domksiazki.com

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor