Wojna z Iranem przyczyniła się w niewątpliwy sposób do popularyzacji wiedzy geograficznej – nie tylko Amerykanie dowiedzieli się, gdzie leży (i jakie znacznie) ma Cieśnina Ormuz. Na Zatokę Perską, dziś teatr działań wojennych, a do niedawna symbol bogactwa i sukcesu, zwrócone są oczy całego świata. Skąd znaczenie tego regionu i bogactwo leżących tam państw?
Słowem-kluczem jest tu oczywiście ropa naftowa – „czarne złoto”, które przez większość XX w. pełniło rolę jednego z głównych surowców strategicznych. Pojawienie się przemysłu naftowego to II połowa XIX w., kiedy rozwija się on w różnych regionach świata – Kanadzie, Teksasie, rosyjskim Azerbejdżanie, ale też na dawnych południowo wschodnich Kresach Rzeczpospolitej, w galicyjskim Borysławiu. Z czasem na mapach pojawiają się nowe zagłębia, takie jak chociażby Wenezuela, Nigeria czy właśnie rejon Zatoki Perskiej. Za jedno z kluczowych wydarzeń uznaje się moment tuż przed wybuchem I wojny światowej, gdy Royal Navy, czyli najsilniejsza na świecie brytyjska marynarka wojenna, przeszła w zasilaniu swoich okrętów z węgla na ropę. Doprowadziło to do zwiększenia popytu na ten surowiec, który rósł przez kolejne dekady. Kontrola nad złożami ropy, potrzebnymi do napędzania machiny wojennej – czołgów, samochodów i samolotów – była jednym z czynników wpływających na przebieg II wojny światowej i jedną z przyczyn pokonania borykających się z brakami Niemiec przez zasobnych w tani surowiec Amerykanów i Sowietów.
Pamiętać przy tym trzeba, że rejon Zatoki Perskiej był na przełomie XIX i XX w. obszarem peryferyjnym. Oczywiście, w starożytności w niedalekiej Mezopotamii rodziły się cywilizacje, toczyły się wielkie wojny azjatyckich i europejskich imperiów, a sąsiedni Półwysep Arabski stał się kolebką islamu. W XVI w. tereny te częściowo zdominowało Imperium Osmańskie, które rywalizując i dzieląc się wpływami z państwem perskim przez kolejne stulecia kontrolowało sytuację w regionie. Wszystko to zmieniło się mniej więcej w tym samym czasie, gdy na obszarach tych – początkowo w Iraku, Kuwejcie, Persji/Iranie czy Arabii Saudyjskiej odkryto ropę naftową.
Tereny te zaczęły być ważne szczególnie dla Brytyjczyków, którzy właśnie tutaj znaleźli jeden z głównych rezerwuarów paliwa na własne potrzeby. Symbolem tego stała się Anglo-Persian (potem Anglo-Iranian) Oil Company, czyli dzisiejszy koncern BP, pierwszy monopolista wydobycie ropy w Zatoce Perskiej. W irańskim Abadanie, położonym blisko granicy z Iranem, utworzono jeszcze w 1913 r. ogromną rafinerię produkującą paliwa na potrzeby wojska i marynarki wojennej, która w ciągu kilkudziesięciu lat została uznana największym tego typu obiektem na świecie. Brytyjczycy prowadzili przy tym typowo kolonialną politykę eksploatacji, nie dzieląc się w istotny sposób zyskami z miejscowymi, których ziemię wykorzystywali do własnych celów. Co więcej, kontrola nad wydobyciem była priorytetem – gdy w początku lat pięćdziesiątych w Iranie do władzy doszedł rząd Mossadegha, który chciał znacjonalizować przemysł naftowy, Brytyjczycy i Amerykanie zorganizowali zamach stanu, który obalił ambitnego premiera i przekazał władzę w ręce szacha, który pozwolił mocarstwom dalej czerpać zyski ze złóż, samemu też zarabiając krocie.
Kluczowym wydarzeniem okazał się kryzys naftowy 1973 r. Był on konsekwencją kolejnej wojny izraelsko-arabskiej (tzw. wojny Jom Kippur), w której w pomoc Izraelowi zaangażowały się Stany Zjednoczone. W solidarnej reakcji państw arabskich doszło do zablokowania handlu ropą z Zachodem, co okazało się szokiem dla gospodarki po obu stronach Atlantyku – jak wiadomo, to właśnie od lat siedemdziesiątych skończyła się w USA era wielkich, paliwożernych samochodów, napędzanych śmiesznie tanim paliwem. Ten i kolejne kryzysy (m.in. po rewolucji irańskiej i kryzysie zakładników na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych) zapewniły bogactwo państwom produkującym ropę, zrzeszonym w organizacji OPEC, w których to państwa Zatoki Perskiej odegrały kluczową rolę.
Dziećmi kryzysu naftowego i boomu na „czarne złoto” są nowe regionalne potęgi, czyli Arabia Saudyjska, Katar i Zjednoczone Emiraty Arabskie. Dwa ostatnie państwa są dodatkowo bardzo młode – powstały w latach siedemdziesiątych, na kontrolowanych wcześniej przez Brytyjczyków terenach pustynnych. Właśnie dzięki złożom ropy naftowej oraz gazu ziemnego – drugiego surowca napędzającego nowoczesną gospodarkę – bardzo szybko wykonały one skok z biednych społeczeństw wędrujących po pustyni nomadów do bogatych potentatów przemysłowych. W ciągu kilkudziesięciu lat miasta takie jak saudyjski Rijad, katarska Doha, czy emirackie Abu Zabi czy Dubaj stały się światowymi metropoliami, w których lokuje się kapitał, powstają ogromne inwestycje, najwyższe wieżowce i bogactwo kapie z każdej strony. Wszystko to za petrodolary, mądrze zainwestowane przez miejscowych absolutnych muzułmańskich władców.
Bliski Wschód i właśnie region Zatoki Perskiej stały się na przełomie XX i XXI w. strategicznym miejscem świata – dość powiedzieć, że ważnymi punktami w historii tego czasu są dwie wojny w Zatoce (z Irakiem – w 1991 i 2003 r.), a teraz uwagę wszystkich przykuwa faktycznie trzeci taki konflikt z Iranem. Uderzył on w arabskich naftowych sojuszników USA, pokazał zależność światowej gospodarki od wolnego przejścia przez wąską cieśninę i, być może, raz jeszcze uświadomił nam wszystkim, że mocarstwo nie zawsze może robić wszystko.
Tomasz Leszkowicz